niedziela, 19 kwietnia 2026

HISTORYA ŻYDÓW W POLSCE, PRZEZ Alexandra Kraushar. I. OKRES PIASTOWSKI.


  

HISTORYA ŻYDÓW W POLSCE,

PRZEZ

Alexandra

Kraushar.


I.


OKRES PIASTOWSKI.


Un homme sérieux, ne s’engage point dans l’etude pénible du passé, pour y apprendre

seulement ce qui fuf, mais pour en tirer ce qui doit être.”

V. Cousin.


WARSZAWA


W Drukarni Gazety Polskiej.


1865.



Wolno drukować, pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury, po wydrukowaniu, prawem przepisanej liczby egzemplarzy.

Warszawa, dnia 27 Października (8 Listopada) 1864 r.


Cenzor, Stanisławski.


STANISŁAWOWI CZYŃSKIEMU

TĘ PRACĘ

poświęca

Autor.


W S T Ę P.


Praecipuum munus historiae ne virtutes sileantur, utque pravis dictis factisque ex posteritate et infamia metus sit.


Tacit. Ann. III, 65.


Kiedy w roku 1806 Napoleon Wielki, celem stanowczego rozstrzygnięcia tak zwanej żydowskiej kwestyi, ustanowił w Paryżu Wielki Sanhedrin, jednem z najważniejszych pytań zadanych zgromadzeniu żydow­skich notablów było: „Czy Żydzi uważają Francyą za swą ojczyznę i czy Francuzi przez nich za roda­ków są poczytywani?”


Pytania te rozwiązane przez zgromadzenie w sposób zadowalniający życzenia wszystkich dobrze my­ślących ludzi, były owocem olbrzymiego społecznego przekształcenia, jakiemu uległa Francya na schyłku XVIIIgo stulecia.


Dzisiejsze reformy polityczne i społeczne, dokonywane we wszystkich prawie krajach, są tylko urzeczywistnieniem, nigdy zaś skarłowaceniem idei, za którem i ludzkość pod jarzmem przesądów jęcząca, przez długie wieki tęskniła, a bujne plony zbierane na każdem prawie polu, rokują świetną przyszłość następnym stuleciom.


Wraz z ustaniem smutnego rozdziału panującego między różnemi warstwami ludności *)(Zauważył Savigni w dziele pod tyt.: Geschichte des römisch. Rechts im Mittelalter (Tom I p. 117), iż do ostatnich prawie czasów, sami już tylko Żydzi stali na średniowiecznem stano­wisku praw osobistych (jura personalia), podczas gdy w całej Europie system praw terrytoryalnych, do ostatecznego doszedł rozwi­nięcia. Szczęściem i ten ostatni zabytek średniowiecczyzny runął bezpowrotnie.), wraz z ustaniem przesądów tamujących społeczeństwom drogę do oświaty, wraz z ustaniem nietolerancyi religijnej, rozpoczęła się olbrzymia praca na polu ekonomii politycznej, dążącej do uszczęśliwienia wszystkich bez wyjątku ludzi.


Dziś nie ma mowy o tem, czy człowiek wyznawający takie a takie przekonania religijne, zasługuje na opiekę społeczeństwa; ale czy człowiek przyczyniający się w ten lub inny sposób, pośrednio lub bezpośrednio do ogólnego dobra, ma na swe zawołanie te lub owe środki do uskutecznienia swej pracy konieczne.


Wielka familia europejskich narodów, zawierając w swem łonie niezliczone mnóstwo religijnych związków, odmiennych, a nawet sprzecznych w swej zewnętrznej formie zasad, nie dąży ku ograniczeniu ich w raz już nabytych lub ciągle zyskiwanych prawach, ale ku usunięciu wszystkich przeszkód, jakieby ich rozwojowi i postępowi na drodze stanąć mogły.


Historycy, ekonomiści, poeci i filozofowie, których powołaniem jest rozsiewać ziarna oświaty i cywilizacyi po wszystkich krańcach ziemi, nie podsycają już niechęci jednych ludzi przeciwko drugim, ale głosząc tolerancyę powszechną, badają źródła złego w przeszłości, chcąc je w teraźniejszości usunąć i przyszłości wskazać kierunki dalszego na tej drodze postępu.


Najlepszym miaroskazem tego usposobienia bieżącej epoki, jest lud, który oderwany od pnia rodzinnego, po wiekach cierpień i prześladowania, zdołał sobie wreszcie wywalczyć zaszczytne wśród europejskich społeczeństw stanowisko.


Dziś miarą cywilizacyi każdego narodu, jest stanowisko zajmowane w nim przez potomków tego ludu. Wprawdzie nie wszędzie jeszcze nastąpiła w położeniu Żydów stanowcza na dobre przemiana, ale wszędzie widzimy starania ku urzeczywistnieniu tego upragnionego zmierzające celu, wszędzie widzimy troskliwość w podniesieniu ich pod społecznym względem do godności rzeczywistych, dbałych o dobro krajów, w których zamieszkują, obywateli.


I nasz kraj nie pozostał na uboczu, wśród tak cywilizacyjnej pracy innych narodów.


Żydzi stanowiący w Polsce ósmą część ogólnej liczby mieszkańców i przebywający tu od wieków jko nie odstępni towarzysze w dniach lepszej lub chmurniejszej doli rodzinnego kraju, nie mogli być pominiętymi w rzędzie klass, powołanych do wspólnego udziału w pracy na ekonomicznem polu.


Główny artykuł wiary społecznej: „Wszyscy ludzie są równi w obliczu prawa,“ wygłoszonym został.


Dziś idzie tylko o zastosowanie środków mających tę zasadę wprowadzić w życie i o usunięcie różnic zewnętrznych, dzielących Żydów od innych mieszkańców kraju, a których źródło spoczywa w bolesnej księdze ich wspomnień — w przeszłości.


Przyszłość nie pozostawi bez plonu tak zbawiennego zasiewu.


Odrębny ubiór, zepsuty dyalekt i wyłącznie handlowy rodzaj zatrudnienia większości, są to trzy wybitne cechy w społecznem życiu Izraela, różniące go od wielu narodów, wśród których zamieszkuje. Mówimy w specznem życiu, bo przy rozpatrywaniu tych cech, tracimy z uwagi różnice religijne, z innego wypływające źródła; tu zaś idzie nam o wykazanie tych mianowicie różnic, które nie będąc opartemi na przepisach religijnych, szkodę tylko przynoszą Żydom przedstawiając ich jako oddzielny stan, ubiorem, mową i rodzajem zarobkowania, wyłączający się od narodów, które go gościnnie u wrót swych dzielnic przyjęły.


W krajach, gdzie ucisk i prześladowanie narzuci­ły Żydom pęta niedozwalające im swobodnie dążyć drogą postępu, takie fanatyczne trzymanie się tych zewnętrznych form, łatwo się jeszcze da wytłumaczyć; w Polsce jednak, gdzie Żydom zapewnioną była opieka narodu i władzy, gdzie nie narażeni na ciągłą obawę o swe bezpieczeństwo, swobodnie oddawać się mogli zatrudnieniom swoim, inną musiała być przyczyna tak anormalnego stanu rzeczy, i nie trudno będzie za pośrednictwem historyi dowieść, że tylko smutne a niezależne od Żydów samych okoliczności, przyczyniły się do utrwalenia tych różnic, które obecnie pod wpływem dobrze pojętej cywilizacyi, stopniowo się zacierają i nikną.


Żydzi przybywając do Polski, przynosili z sobą mowę krajów, z których uchodzili, ale ubiorem nie chcieli się różnić od innych mieszkańców kraju; owszem, zdaniem Łukasza Gołębiowskiego, starali się oni raczej odzieżą podobnymi stawać innym tej ziemi obywatelom, a szczególniej szlachcie. Nie skupieni w jedno miejsce, nie obwarowani systematem protekcyonalnego prawa, nie tworzyli oni odrębnej społecznej korporacyi; lecz stosując się wspólnie z autochtonami tutejszemi do krajowych zwyczajów, zdawali się być raczej nowo utworzoną w narodzie klassą, składającą się po części z rzemieślników i kupców. Liczba przybyłych podówczas Żydów, była jeszcze stosunkowo do dzisiejszej nieznaczną, ale przez przybywanie nowych gromad chroniących się przed prześladowaniem Niemców, stopniowo się powiększała i w końcu oddzielnemi prawami przez władzę ustanowionemi, rządzić się poczęła.


Z pierwszych wieków przybycia Żydów do Polski, pozostały nam w statutach zachowane niektóre przywileje, najdowodniej wykazujące, o ile Żydzi swo­ją zabiegliwością przyczyniali się do dobrobytu swej nowej ojczyzny, w epoce, gdy naród Polski wywalczający sobie dopiero niezależne między europejskiemi narodami stanowisko, nie mógł się zajmować przemysłem i handlem, temi nieodzownemi warunkami bytu każdego państwa. Żydom więc jako ludziom znanym ze swej zabiegliwości i zręczności, dostała się

w udziale piecza o dobro materyalne kraju, a wraz z nią i księga odrębnych, ale dosyć rozległych praw.


Prawa te jednak bez względu na okoliczności czasowe, udzielane były Żydom jako odrębnej korporacyi handlowej, i nie dosyć że się w zasadzie swojej najzupełniej od służących wszystkim innym mieszczanom różniły, sankcyonowały obok tego i prawa, jakiemi się owa mniemana korporacya w swych sprawach gminnych rządziła.


Zapatrując się na owe statuta ze społecznego stanowiska, niepodobna im przyznać dobroczynnego wpływu na cywilizacyą tej klassy, której zostały nadane; z drugiej jednak strony, odrębne te prawa jako mające podówczas niesłychaną wagę, mogły się przyczynić do przygotowania Żydów do zupełnego równouprawnienia z innymi mieszkańcami, a tem samem miałyby i swoją dodatnią stronę. W każdym zaś razie, nie wdając się w tem miejscu w rozbiór, czy te oddzielne prawa odpowiadały duchowi czasu i potrzebom kraju, przyznać potrzeba, że one bynajmniej nie wpłynęły na zlanie się Żydów z krajowcami w jednę społeczna całość; zasadą ich bowiem było utrzymanie kastowości w jak najobszerniejszem tego wyrazu znaczeniu.


Z tem wszystkiem jednak, Żydzi do końca panowania ostatniego z Piastów nie występują w charakterze korporacyi cudzoziemskiej: noszą ubiór krajowy, szable przy boku, zajmują się rękodziełami i handlem, zakładają miasta; słowem oprócz oddzielnego prawodawstwa, którego się w swych sprawach gminnych trzymają, nic ich od innych mieszkańców nie odróżnia. Czacki o tej epoce rosnącej pomyślności narodu pod rządami ostatniego z Piastów, wyraża się w sposób najdobitniej świadczący, że odosobnienie Żydów jakie się później wyrodziło, miało swoje źródło w okolicz­nościach od nich bynajmniej nie zależnych. „Za Kazimierza Wielkiego, pisze on w swej nieocenionej rozprawie o Żydach, kupiec Chrześcianin nie sarkał na Izraelitę, a kiedy handel kwitnął pod cieniem wol­ności, Chrześcianin w kościele, a Żyd w szkole, błogosławił niebu za jednę ojczyznę i za równą sprawiedliwość.”


Wszystkie w ogóle postanowienia Kazimierza, tyczące się Żydów, noszą na sobie cechę owej wyższo­ści moralnej, odpowiedniej duchowi prawodawcy który je wydał, wszystkie dążą do zespolenia Żydów z pozostałemi mieszkańcami państwa; wszystkie starają się usunąć dotychczasowe przeszkody, by z owej cząstki plemiennej, dźwigającej na swych barkach kilka wieków ciągłej tułaczki i prześladowań, uczynić cząstkę narodu, który ją tak gościnnie u kresów swej dzielnicy przyjął. I chociaż w niektórych paragrafach nadanego przezeń Żydom statutu, znajdujemy punkta szkodliwe dla nich i dla kraju, ze względu na okoliczności, które mogły całkowicie ich treść zmienić i obrócić na niekorzyść ogółu; chociaż, jak słusznie utrzymuje Czacki, widoczna ze statutu, iż Kazimierz był dobrym prawodawcą, ale tylko w XIV wieku: to jednak odrzuciwszy wszelkie inne względy, przyznać potrzeba, iż Kazimierz był pierwszym z europejskich monarchów, który tak głęboko poczuł całą wagę żydowskiej kwestyi dla narodu, pierwszym który w nią wlał życie, przez prawne jej, stosownie do sił swoich i ducha epoki rozstrzygnięcie. Popęd nadany, mógłby w samej rzeczy pomyślne wydać rezultaty, gdyby następcy wielkiego króla z równą gorliwością starali się o zniesienie pozostałych szkopułów, ciągle dążąc do przyswojenia krajowi tak użytecznego żywiołu. Okoliczności jednak przeciwny sprawiły skutek, niekorzystne ze stron obu wywołując oddziaływanie.


Niedołężne rządy Ludwika węgierskiego, przyczyniły się do rozdwojenia dotychczas w zgodzie żyjących klass ludności. Naród oburzony na Węgrów, którym i król zalał Polskę, począł głosić nienawiść ku przychodniom, a skutkiem owego wzburzenia było pierwsze prześladowanie Żydów, nie długotrwałe wprawdzie, które jednak roznieciło żarzewie niezgody w kraju i obudziło nieufność ku handlującej klassie ludności.


Wkrótce potem wydane rozkazy Jagiełły i jego następców, by Żydzi dla zewnętrznego odróżnienia się od innych krajowców, czerwone łaty na piersiach nosili, a nawet i żółte czapki dziwacznego kroju przywdziali, dopełniły miary zaszczepionego ziarna niezgody. Dziwacznym ale znaczącym powodem tego postanowienia było, iż: Judaei relicto veteri instituto, projectis signis, per quae a Christianis dignoscebantur, vestitu Christianis pares sunt… *)(Vol. Legum. Tom I.). Nakazano również aby Żydzi w oddzielnych ulicach murem lub rowem odcięci mieszkali, tak aby Chrześcianie mający dom pomiędzy żydami, niezwłocznie się wyprzedali *)(Staroż. polskie. Tom II.). Okazuje to całą złośliwość środków, jakich się chwytano dla uczynienia Żydów oddzielną w narodzie kastą *)(Postanowienie Jagiellonów co do ubioru, nie było ich wła­snym pomysłem. Już bowiem w 1279 r. zgromadzenie kościelne w Budzie wydało rozkaz, by Żydzi dla odróżnienia się od innych mieszkańców, śpiczaste czapki nosili, a w r. 1326 ponowił tenże rozkaz Jan XII w Rawennie, z tą jednak różnicą, że zmuszono Żydów do noszenia żółtych czapek i czerwonych łat na piersiach…)


Od chwili gdy Kazimierz żyć przestał, to jest od chwili gdy statut Wiślicki przestał mieć moc obowiązującą, odnośnie do Żydów, odosobnianie się ich od innych mieszkańców, stopniowo większe poczęło przybierać rozmiary. Przyczyną tego był długi szereg praw wyjątkowych, ograniczających i zakazujących, przeciwko nim wymierzonych, do tego stopnia, że pozbawiono Żydów polskich, praw uświęconych wiekami i sankcyą panujących, nie dozwalając im nawet załatwiania spraw z krajowcami, tak swego jako i chrześcianskiego wyznania. „Zdaje się, pisze o tym fakcie autor dzieła pod tytułem: Les Israelites de Pologne, że ta okoliczność przymusiła Żydów do przyjęcia ksiąg talmudycznych za jedyne rozstrzygające spory prawo, a rabinów za swych sędziów.” Przypuszcze­nie to poprzeć można jeszcze decyzyą Zygmunta Augusta, na mocy której dozwolonem zostało władzy żydowskiej w Poznaniu, zastosowywać prawa Mojżesza do wszystkich przestępstw, przez indywidua żydowskie spełnionych, a magistratom Wielkopolski wykonywać zapadłe wyroki. Żydzi litewscy w tej epoce otrzymali rozkaz słuchania swych władz kahalnych i stosowania się w razie sporów do wyroków tychże władz *)(Bandtkie Jan W. Hist. pr. pols. pag. 213.).


Słaba protekcya, jaką się Żydzi za czasów ostatnich Jagiellonów cieszyli, zupełnie zniesioną została w epoce królów obieralnych.


Klassa uprzywilejowana, posiadająca wówczas nieograniczoną nad królami władzę, usunęła się zupełnie z pod obowiązku płacenia podatków, zwalając cały ciężar na mieszczan i Żydów, a na domiar tego prześladowanie religijne naówczas tak dalece wzrosło, że swą zaciejkłością przypominało niemal inkwizycyjną epokę. Za wstąpieniem na tron Piastów potomka królów francuzkich, fanatyzm religijny z większą jeszcze ozwał się siłą, pomimo że Henryk Walezy wstępując na tron, poprzysiągł tolerancyę religijną w swem nowem państwie. Za jego to panowania poczęto na Żydów czarne rzucać potwarze, przycichłe nieco za poprzedzających królów, tak, że dopiero od chwili gdy statut Kazimierza Wielkiego na nowo otrzymał moc obowiązującą, to jest od chwili wstąpienia na tron Stefana Batorego, ustało na czas pewien religijne prześladowanie. Stefan dał Żydom ochronę przeciw oskarżeniom o zabójstw o dzieci, li­stem, w którym wyraża, że nauka ich nie jest mor­derczą i że nic takich zarzutów nadto częstych nieusprawiedliwia *)(Metr. koron. 1576 f. 382.). Aby ocenić dokładnie wielkość duszy i uczucie sprawiedliwości króla Stefana, dość przytoczyć wypadek, który miał miejsce za jego panowania.


Żyd pewien pokrzywdzony przez możnego starostę lwowskiego Herburta, zapozwał go przed króla, bawiącego podówczas we Lwowie. Gdy się starosta wzbraniał stanąć przed tronem, król mu powiedział: że „i starosta i Żyd, równymi są w obliczu prawa.“ „Nie podobało się to wielom, dodaje kronikarz Bielski, z którego tę wiadomość wyjmujemy, bo to było przeciw prawom naszym *)(Kronika, pag. 698.).


Stefan nadał kahałowi prawo zarządzania sprawami wewnętrznemi gminy, pod względem religijnym i familijnym; rozkład i pobór podatków, a nawet ułatwianie sporów i utrzymanie porządkowej karności, pozostały przy jego starszyznie. Żydzi poznańscy a raczej ich kabał, miał jus gladii, przywilejem z dnia 1 grudnia 1579 r. w Toruniu nadanym.


Mimo jednak tak zmiennych kolei losu, przez jakie Żydzi w ostatnich lat dziesiątkach przechodzili, mimo stopniowego wykluczania ich przez prawo z na­rodowego organizmu, którego byli tak użyteczną cząstką, odosobnianie się samych Żydów od mieszkańców kraju, nie pociągnęłoby za sobą tak ważnych a długo trwałych skutków. Rozproszeni bowiem po wsiach i miastach szlacheckich, byli w większej styczności z ludem wiejskim i mieszczanami, a tem samem nie mogli nabierać szczególnych odróżniających cech, które dopiero wtedy ukazały się między niemi, gdy panowie i szlachta nadając im z wolnej ręki przywileje dla ściągnięcia ich w jedno miejsce, przeznaczać im odrębne dzielnice w swoich posiadłościach poczęli.


Przywileje te nadawane nie przez władzę krajową, ale przez możnowładzców ostatecznie wpły­nęły na uczynienie Żydów polskich jednym plemiennym w narodzie stanem.


Trzeba znać dokładnie dzieje Polski za królów obieralnych, by mieć choć przybliżone wyobrażenie o władzy, jaką posiadała szlachta nasza nad włościanami i Żydami. Żydzi osiedli w miastach królewskich, zostawali pod opieką i jurysdykcyą króla, zaś zamieszkali w miasteczkach i dobrach prywatnych, pod bezpośrednią jurysdykcyą dziedziców, do tego stopnia, że Żydom nie wolno było zanosić skarg przed trybunalskie sądy, lecz tylko przed sądy dowolne swych panów. Łatwo poznać, jakie nadużycia i jaka szkoda mogły wyniknąć z takiego u warunkowania rzeczy. Uprzywilejowanym wprawdzie, wolno było prowadzić wszelkiego rodzaju procedery, osoby ich, majątki, domy czci religijnej poświęcone, zabezpieczonemi były; ale wyznaczano im pewne w miastach dzielnice, w których ludność żydowska zamknięta w sobie, nie mogła się pozbywać cech odrębności, zepsutego języka, i skutkiem tylowiekowego prześladowania, nabytych przesądów, co wszystko naturalnie nie wpływało korzystnie na cywilizacyą Żydów polskich.


Zatrudnienie handlowe, jakiemu się Żydzi wyłącznie w dawnych oddawali czasach, wypłynęło li tylko z ograniczenia swobodnych warunków ich bytu przez prawa. Izrael na ziemi dziadów swoich nie był kupcem; nie byłby nim został i w innych krajach, do których go niechętne powiodły losy, gdyby nie prześladowanie zmusiło go do rzucenia dawnych dróg postę­powania, a obrania ubocznych ścieżynek, nie tak szyb­ko, ale pewniej prowadzących do celu. Izrael nie mając ziemi, nie mógł zostać rolnikiem; nie mając prawa walczenia w szeregach, nie mógł zostać rycerzem: z konieczności więc wybrał zawód handlarza, by mógł w każdej chwili z pielgrzymim kijem w ręku opuszczać w razie niebezpieczeństwa czasowe przytulisko i dążyć w nieznane krainy, między obce sobie wiarą i obyczajami narody.


Gnębiony w Hiszpanii i Niemczech, stanął wreszcie Izrael na polskiej ziemicy w charakterze podróżnego, którego burze wieków zmusiły do szukania schronienia pod dachem gościnnego i wspaniało­myślnego narodu. I nie zawiódł się w swej nadziei strudzony wędrowiec, nie pożałował swego czynu go­ścinny gospodarz. Wzajemna ufność i harmonia między przybyszem a tubylcem, utrzymywały przez długie wieki ów związek, który w początkach swoich tak błogie dla kraju zdawał się zwiastować owoce. Pol­ska, z natury gruntu i geograficznego swego położe­nia jak jest obecnie, tak też i była krajem rolniczym. Naród ją zamieszkujący, z właściwem słowiańskiemu plemieniu zamiłowaniem swobody, wstręt miał do wszelkich wypraw, bądź handlowych, bądź wojowni­czych w dziedziny ościennych państw, tak, że nawet zatargi jego z Germanami wieków średnich, nosiły bardziej na sobie odporny, aniżeli zaczepny charakter. Ponieważ zaś żadne państwo obyć się nie może bez międzynarodowej wymiany produktów ziemnych, z tego też względu przybycie Żydów do Polski, było zdarzeniem bardzo pożądanem dla narodu. Żydzi długoletniem nauczeni doświadczeniem, zdobyli już sobie pewną handlową rutynę, na której zupełnie ich nowym ziomkom zbywało; w krótkim przeto czasie zdołali zagospodarować się, zawiązać stosunki z zagranicą, poczęli sprowadzać do kraju obce płody, ztąd znowu wywozić swojskie: słowem czy drobnem kramarstwem, czy to handlem na wielką prowadzonym skalę, przyczyniali się do bogactwa krajowego, ciesząc się przytem bezpieczeństwem i dobrym bytem.


Posłuchajmy co o tem mówi Wawrzyniec Surowiecki, w swem ważnem dziele pod tytułem: „O upad­ku przemysłu i miast w Polsce.“ „Każdy, pisze on, ktokolwiek bada Żydów bez stronniczego uprzedzenia, przyznać musi, że ich zdolność i przemyślność były dotąd źródłem bogactwa Polski, a błędy ich powiększej części winą niebaczności rządzących.“ W innem znowu miejscu: „Lecz jeżeli Żydzi byli pożytecz­ni krajowi przez swą zabiegliwość, niemniej byli nie­mi przez stosunki handlowe, jakie zawiązali.“


W 1 549 roku np., pisał Zygmunt August do cara Iwana Wasilewicza, z prośbą o udzielenie wolnego handlu w Rossyi Żydom litewskim, a chociaż wdanie to nie osiągnęło pomyślnego skutku, widoczna jednak z niego, iż kraj nie tracił na wyłączności handlowego zatrudnienia Żydów, jeżeli panujący sami starali się im ułatwić stosunki z ościennemi państwy *)(Kojałowicz: Hist. Litwy T. II, p. 412.). Lepszy w tej mierze przykład stawia nam decyzya szlachty wielkopolskiej, zebranej roku 1628 na sejmiku Szredzkim. Zleciła ona posłom na sejm wyprawia­nym, aby wnieśli o dochodzenie przez wysłanych do

wojewody poznańskiego komissarzy, krzywd wyrzą­dzanych Żydom, bo i szlachta poznańska wielkie ztąd szkody ponosiła *)(Staroż. pols. T. II, p. 285 (a).(a) „Choćby był chciał, nie mógł nic złego zrobić Żydom sejm polski, bo ujmowali się za nimi ciągle król, panowie i szlachta. Zauwa­żano, że żaden szlachcic polski nie może się obejść bez Żyda, mó­wi w Pist. II, 337, słynny około r. 1523 Maciej z Miechowa.” W. A. Maciejowski H. P. S. t. IV p. 301.).


Nie trzeba jednakowoż sądzić, że Żydzi w Polsce zawsze się wyłącznie handlowi oddawali. Były czasy, w których rękodzieła większe między niemi znajdowały poparcie, aniżeli kramarstwo; większa też z te­go powodu była przeciwko nim nienawiść, do tego stopnia, że się wreszcie pismami od zarzutów bronić musieli i w nich wykazywać, że przemagająca liczba rzemieślników żydowskich, powinna właśnie skłonić Chrześcian do tem większej zabiegliwości w zajmowaniu się przemysłem. Mimo to wilkirze cechowe wiel­ką objawiały niechęć ku Żydom i wyrażano się w nich nieraz: „gdy niegodziwość żydowska do tego już punktu dochodzi, że się Żydzi do rzemiosł garną, i t. d.“ Więc biednym Żydom, dodaje w zmianku­jąc o tych wilkirzach Moraczewski, i pracowitość, tę wielką cnotę za zbrodnię poczytywano! *)(Loc. cit. Tom I, pag. 119.).


Niech kupiec Chrześcianin nie zbytkuje, pisali Żydzi za Zygmunta I w wydanej przez się broszurze pod tytułem: „Ad querelam mercatorum Cracoviensium, responsum Judaeorum de mercatura,“ niech taniej daje niż Żyd, a każdy od niego kupować będzie.” Wykazują przytem, że w Polsce rzemieślników Chrześcian prawie nie masz, a kupców pięciuset jest tylko. Żydzi zaś mają 3,200 kupców, a trzy razy tyle rzemieślników *)(Czacki.— Rozprawa). Rzemiosła idą w porządku następnym: sukiennicze, kuśnierskie, złotnicze, krawieckie, passamonicze, konwisarskie, kotlarskie, ruśnikarskie, ryngmacherowskie, pasnicze, nożownicze, ślu­sarskie, kaletnicze, introligatorskie, szkatulnicze, czapnicze, stolarskie, szewskie, siodlarskie, stelmachskie, rymarskie, kordybanicze, białoskórnicze, garbarskie, piekarskie, rzeźnicze, piwowarskie, karczmarskie, kowalskie, drukarskie i bibliopolijne. Później jednakowoż liczba ta stopniowo się zmniejszyła, a natomiast drobne kramarstwo wzięło górę; zależało to od okoliczności więcej lub mniej sprzyjających wzrostowi przemysłu krajowego.


Od środka wieku XVII, pisze Moraczewski, w skutek srogich wojen szwedzkich, moskiewskich, kozackich i siedmiogrodzkich, handel doznał wielkiej zmiany. Dawniej Żydzi byli w skazani tylko na poży­czanie pieniędzy na procenta, czyli tak zwaną lichwę, bo jej według zasad religijnych nie mógł prowadzić Chrześcianin, a bez niej obejść się nie było prawie podobna; jeżeli się zaś Żyd wmięszał w handel, to krzyczano że odbiera sposób do życia Chrześcianinowi. Najwięcej kiedy im dozwolono sukna, płótna i niektóre rzeczy na łokcie i funty sprzedawać. Po nieszczęśliwych wojnach XVII wieku, Żydzi sprzedawali towary po miastach szlacheckich, potem po królewskich, a za Sobieskiego, nawet w Krakowie można było już u nich dostać bławaty i zgoła wszystkich najpiękniejszych rzeczy. Magistraty miast podupadłych nie upominały się o zgwałcenie prawa, bo nie było takiego, coby z Żydem chciał się ubiegać, coby miał myśl handel zakładać. Tylko w Krakowie i w Warszawie raz poraz Żydów ograniczano, do miasta nie puszczano… Było też i zepsucie w kraju, wygrywał, kto pod tym względem lepiej wojewodę, starostę, generała, marszałka, ile w stolicy opłacił. Trudno na Żydów powstawać, dodaje w końcu Moraczewski, trudno praw im zapierać do ziemi, na której tysiąc lat żyją, a z rozumem niezgodne bronić im zarobku, przeto i wyrzekać że handel opanowali; aleć ich ówczesna niemoralnóść, która jakkolwiek była skutkiem ich prześladowania po całym świecie handel do reszty podkopała i w ohydę między swoimi i zagranicą wprawiła. Z dobrą wiarą ustał kredyt, Polak handlu unikał, bo kupiec a Żyd, już prawie jedno znaczyło, i chyba tylko gdzieniegdzie Niemiec się zamieszał, który handel komissyjny prowadził *)(Starożytn. polskie T. I, 354. W połowie XVII wieku dopiero, wzięli się Żydzi do karczem (a). (a) Loco cit. Tom I, 423.).“


Co się tyczy nauk świeckich, do tych z mniejszą gorliwością przykładali się Żydzi, ze względu na przeszkody jakich doznawali w ich pobieraniu i zastosowywaniu. Nie mając wstępu do szkół publicznych krajowych, ci którzy się chcieli poświęcić umiejętnościom, zmuszeni bywali do szukania przytułku na uni­wersytetach zagranicznych. Erazm Ciołek poseł polski w Rzymie 1501 r. donosi np. królowi Alexandrowi o sześciu Żydach polskich, którzy przebrani, uczyli się na uniwersytecie w Padwie *)(Czacki, Rozpr. o Żyd. pag. 109. wyd. T ur.). Za Zygmunta I znajdujemy ich drukarnie wtenczas założone, widzimy liczne ich dzieła. Znajdujemy ślady oporu duchownej władzy, aby nie uczyły się żydowskie dzieci z chrześciańskiemi w jednej szkole *)(Loco cit. pag. 99.). Biskup Piotr Gamrat, który skazał na publiczne spalenie Katarzynę Malcherową rajczynię krakowską za to, iż przeszła na żydowską wiarę *)(„Szła tak śmiele na stos, jakby na wesele.” Bielski. Kron. p. 525.), pow stał z powodu tego uczęszczania Żydów do szkół chrześciańskich, na sejmie 19 lipca 1542 roku *)(Czacki, pag. 99. Not. 4.). Mimo tych przeszkód, wy­dał synod żydowski za Zygmunta odezwę do Żydów, aby się uczyli nauk świeckich. „Pierwsza jest nauka święta, pisali oni między innemi w tej odezwie, ale dlatego inne nie opuszczają się… Uczcie się, bądźcie użytecznymi królowi i panom, a będą was szanować… Ile gwiazd na niebie, ile piasku w morzu, tyle jest Żydów na świecie; ale u nas (w Polsce) nie świecą jak gwiazdy, a każdy depta jak piasek… Czemuż i z nas cedr libański wśród tarniny powstać nie ma? *)(Loco cit. pag. 98.).“ Niestety! upadły wówczas ułożone dobroczynne widoki, dodaje w końcu Czacki, kiedy sami Żydzi czuć zaczęli, że pożyteczna reforma w oświeceniu, jest pierwszą kraju potrzebą *)(Loco cit. pag. 99.). Wzmiankują jednakowoż o kilku wydatniejszych osobistościach naukowych za Zygmunta II, Batorego i Wazów. Szy­mon z Gincburga, za Zygmunta Augusta biegłym był w astronomii, a Albertrandy wspominając go, dodaje: Kardynał Commendoni przez Polskę w 1561 r. prze­jeżdżający, wielce się dziwował temu, że Żydzi rolą się bawili, i że się w gwiaździarskiej sztuce ćwiczyli *)( Staroż. pols. I, p. 45.). Najwięcej się do medycyny przykładali Żydzi polscy. Zygmuntowie, Batory i Sobieski, mieli przybocznych lekarzy Żydów. Teofrastus Paracelsus, miał w Polsce ucznia Majera Dawida, którego król Stefan zawsze używał *)(Czacki.).


Z księgarń przez Żydów utrzymywanych, rozbie­rali wychodzące dzieła Żydzi czescy, niemieccy, wę­gierscy i tureccy *)(Krzyżanowski. Dawna Pols.).


Kiedy za panowania Wazów, troskliwiej około urządzenia wewnętrznych stosunków wojnami wyniszczonego państwa krzątać się poczęto, chciano także i Żydów uprawnić z innymi mieszkańcami, a nawet szlachectwo im nadać, wrazie gdyby się chcieli wyrzec wiary swych ojców *)(W statucie III czytamy przy końcu art. V. „A jeżeliby który Żyd do wiary chrześciańskiej przystąpił, tedy taka osoba i ich potomstwo za szlachcica poczytani być mają. O lit. i pols. Praw.). Mało się jednak znala­zło żądnych herbowości, bo nawet ówcześni pisarze z przekąsem wspominają o niedbających o swe własne dobro Żydach, odrzucających to, coby im i ich potomstwu lepszą przyszłość zapewnić mogło. Fakt ten najdowodniej wykazuje, jak fałszywe miano pojęcie o prawdziwych potrzebach kraju, któremu najmniej zależało na tem, by wszyscy mieszkańcy do jednych uczęszczali świątyń, a najwięcej by gorliwych o dobro kraju miał obywateli.


Malgré ces vexations, pisze Carmoly, (Rev. Orient I, 499), si l’on compare l'etat des juifs dans ce pays avec leur situation dans presque toutes les autres contrées chretiennes, on reconnaitra que la Pologne fut encore le royaume le plus tolerant de l’Europe. Aussi devint elle alors non seulem ent un refuge des israelites, mais encore celui de la science rabbinique; on y envoyait de loin les enfants pour etudier le talmud et la theologie. De celébres rabbins tels que Salomon Luria a Ostrog, Natan Spire a Horodno (Grodno), Kalman Worms a Lwów, Moise Storch a Kraków, Ishak Cohen a Krzemieniec, Mardochée Reis a Brześć, attiraient une foule immense de disciples.“


Nie dziw więc, że w takim stanie rzeczy o reformie zewnętrznej Żydów, myśleć nie można było. Zakorzenione wpływem wieków błędy, utrzymywały Żydów pod względem towarzyskim, w ciągłem statu quo, w zgubnej obojętności dla cywilizacyi i oświaty świeckiej.


Po wojnach kozackich, pisze Lelewel (Pols. dzie­je i rzeczy jej T. III, p. 304), już nie żółta krymka, jaką, Kapistran chciał zaprowadzić, ale strój cały począł Jewrejów odróżniać; już im nie wolno było przemienić go, jak go zmieniła szlachta.


Mogliż więc Żydzi odepchnięci od wszelkich urzędów tak cywilnych jak i wojskowych, nie znajdujący na polu nauk żadnego poparcia, nie uznawający nawet potrzeby dążenia za duchem wieku, odstąpić od zwykłego trybu postępowania i ubiegać się na równi z innymi mieszkańcami w oddawaniu usług swej ojczyźnie?


Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę stan ich materyalny, nie wychodzący po za obręb zaspokojenia potrzeb rodziny, stan duchowy, nie mający punktu oparcia na naukach świeckich; nie będziem się dziwić, dlaczego u nas Żydzi stopniowo w większe zacofanie wpadać poczęli, a które też w końcu wyrodziło bardzo szkodliwe skutki pod względem religijnej egzaltacyi, mającej w nowo utworzonych sektach najgłówniejszy punkt oparcia.


Jedyna w swoim rodzaju sekta Chassydów, od 1750 roku egzystująca, w Polsce wzięła swój początek i tu największego dostąpiła rozgałęzienia.


To też gdy za Stanisława Augusta prawdziwe środki reformy przedsięwziąść umyślono, gdy znosząc konstytucyą 3go maja, granicę zakreślającą Żydom jeden tylko rodzaj zatrudnienia, nadano im prawo oby­watelstwa, nie tak prędko zbawienna zmiana w wewnętrznych stosunkach nastąpić mogła. Znalazły się wprawdzie rodziny całe, które rzuciwszy zawód handlowy, z zapałem oddały się roli, ku wielkiej radości autora planu reformy, ale były to tylko w stosunku do całej ludności bardzo słabe wyjątki.


W projekcie ułożonym przez delegowanych członków wielkiego sejmu, zgodzono się na następne zasady: Żydzi uważani dotychczas za tolerowanych, prawa należne obywatelom uzyskać powinni. Kraj ma prawo wymagać, by Żydzi byli oświeconymi. Wszelkie różnice hańbiące żydów, wszelkie oddziały (z wyjątkiem religii, której wolność się ubezpiecza), niszczą się. Cały przemysł jest wolny, lecz trzymanie karczem zawiesza się na czas ograniczony. Żydzi do szeregów wstępować mogą i muszą. Prawo uznaje Żydów za ludzi wolnych. W gminach do których należą, mają głos czynny. Urzędnikami obrani być mogą i obierają takowych, stosownie do praw powszechnych. W magistratach zasiadać mają w proporcyi do ludności. Wolno jest Żydom starać się o wszelkie urzędy i o osobne zaszczyty, właściwe tej klassie do której należą. Prawo jednę karę i jednę nagrodę dla Żydów jak i dla Chrześcian naznacza. Po 20 latach wolno Żydom kupować dobra ziemskie. Podatki te same będą na Żydów co i na Chrześcian. Żaden Żyd do chrztu przyjętym nie będzie, chyba mężczyzna w roku dwudziestym, kobieta w ośmnastym i to po roku doświadczenia. Prawa cywilne żydowskie między niemi samemi ustają. Toż i kryminalne. Prawo ogólne rządzi *)(Czacki. Plan reformy Żydów w Rozprawie.).


Takie były ogólne zarysy planu reformy, czteroletniemu sejmowi przedstawione.


Wypadki polityczne nie dozwoliły ujrzeć owoców tego zasiewu.


Jeżeli jednak taka radykalna reforma podówczas uskutecznioną być nie mogła, to zato dziś wszystko przemawia za jej spełnieniem. Cywilizacya bowiem przenikając najgłębsze warstwy społeczeństwa naszego, porobiła już wyłomy w murze, odgraniczającym dotychczas Żydów od innych kraju mieszkańców; już teraz dobro jego większy w ich sercach znajduje oddźwięk, anżeli wówczas, gdy rąk skostniałych pod wpływem otaczające­go chłodu nieuznania, po laury obywatelskiej zasługi wyciągać nie mogli. W obecnym przeto czasie, zwłaszcza przy położonej zasadzie równouprawnienia, reforma Żydów nie tylko jest możebną, ale nawet konieczną, przez nich samych upragnioną.


Wielką nam na tem polu wyświadczy usługę historya. W niej jakby w zwierciedle odbije się obraz ośmiowiekowego pobytu Żydów na ziemi polskiej, wykazujący przyczyny, dlaczego przez czas tak długi wzajemna nieufność paraliżowała siły kraju, zwracając je ciągle na bezużyteczne walki z mniemanem złem, które nie potępić ale koniecznie wprzód zbadać należało, dla przekonania się o prawdziwym stanie rzeczy. Dziś więc dla nas wszystkie szczegóły tyczące się historyi Żydów w Polsce, są niezmiernej wagi. Historya ta jednak bardzo nielicznych stosunkowo do innych gałęzi wiedzy, znajdowała dotychczas uprawiaczy. Karty tej wielkiej smętnej księgi, zrzadka tylko pamiątkowemi wspominkami są oznaczone. Kronikarzom naszym z niechęcią przychodziło słów kilka poświęcić żywiołowi, bez stale określonych warunków historycznego rozwoju, żyjącemu w Polsce.


Historycy obszerniejszego zakresu, nie śledząc całego przebiegu tych dziejów, wtedy tylko wzmiankowali w swych pracach o Żydach, gdy ci nieco wydatniej na scenę występowali; słowem historya Żydów w Polsce, podobna jest do owego strumienia, który

płynąc szerokiem korytem, nagle zapada się w ziemię, znika i w znacznej odległości znowu pokazuje się na powierzchni, spieniony i burzliwy.


Wprawdzie brak ów zupełny wyczerpującego i jasnego poglądu na kwestyę żydowską w dziełach historyków naszych, brak obszerniejszych wiadomości o położeniu socyalnem Żydów w ubiegłych wiekach, daje się usprawiedliwić ową nieokreśloną, prawnie nieuwarunkowaną podstawą ich bytu w dawnej Polsce; z drugiej jednak strony, zważając na wpływowe stanowisko, jakie między niższemi warstwam i ludności zajmowali Żydzi, żałować przychodzi, iż pracujący dziś na dziejowem polu, tak małą pomoc pod względem materyałów historycznych do tego przedmiotu się odnoszących, w kronikarskich aktach znaleźć może. Chcąc dziś wytłumaczyć sobie niejeden ważny szko­puł w społecznych napotykany stosunkach, szkopuł, o który rozbijają się najlepsze chęci i usiłowania ekonomistów krajowych, trzeba niejako dobadywać się ducha ustaw, obowiązujących Żydów w ubiegłych wiekach, odtwarzać w myśli cały proces ich dziejowego działania, z którego takie a nie inne wypłynąć mogły i wypłynęły skutki; słowem piszący o Żydach, zmuszony jest z suchej litery prawa odczuwać stanowisko ich względem kraju i z tego dopiero kłębka wysnuwać ową czerwoną nić, ciągnącą się przez wszystkie karty ojczystych dziejów *)(Pożądanem byłoby, aby ktoś zajął się skreśleniem dziejów oświaty i literatury żydowskiej w Polsce, oświaty, która zwłaszcza w wiekach średnich niepoślednie zajmowała stanowisko. Nadmienić tu wypada, że między oświatą a cywilizacyą u Żydów, wielka zachodzi różnica. Oświata u Żydów, w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, ciągle postępuje, obejmując sobą cały ogół ludności żydowskiej, gdy tymczasem cywilizacya w dzisiejszem tego pojęcia znaczeniu, od niedawnej dopiero datuje się epoki, znajdując adeptów między jednostkami tylko.).


Historyą Żydów w Polsce, właściwie na trzy podzielić trzeba okresy, z którychby jeden Piastowskiego nosił miano, drugi Jagiellońskiego; trzecim wreszcie byłby okres królów obieralnych do roku 1795 , to jest do ostatniego podziału Polski.


Dzieło które przedstawiamy czytelnikom, jest dopiero pierwszą częścią całkowitej historyi Żydów w Polsce, którą z pomocą Bożą po ukończeniu wydać zamierzamy. Część materyałów niniejszą książkę stanowiących, opracowaną już raz była w „Jutrzence“, piśmie peryodycznem, wydawanem przez ciąg lat trzech przez utalentowanego i zacnego pisarza p. Daniela Neufelda; lecz nowe ważne zdobycze w materyałach historycznych przez nas zebrane, uczyniły obszerniejszą i ponowną redakcyę tegoż przedmiotu niezbędną.


Oprócz materyałów któreśmy z wiarogodnych czerpali źródeł, jako to: kronik, broszur, jużto współ­czesnych opisywanym wypadkom, bądź z drugiej ręki, posługiwaliśmy się także pismami, tenże sam przedmiot w zarysach traktującemi, jak również dziełami, których w stosownych odsyłaczach przytaczać nie zaniedbujemy. Nie śmiemy wyrokować o w artości niniejszej pracy; wiemy bowiem, że wiele braków znajduje się jeszcze w niektórych ustępach, dorywczo, pod pierwszem wrażeniem szczęśliwie odszukanego w źródłach faktu skreślonych; jeżeliby jednak wolno było a priori cokolwiek w obronie swojej powiedzieć, uczynilibyśmy to w nadziei, że pobłażanie względem nas, będzie zachętą dla innych w wyszukiwaniu źródeł (mianowicie hebrajskich), do epoki Piastów się odnoszących, z czego i ogólne dzieje krajowe i prawda historyczna korzyść niewątpliwą odniosą.


Pisałem w Warszawie, 1864 roku.


A. K.



EPOKA PIASTOWSKA.



ROZDZIAŁ I.


Immigracye Żydów do Polski.


Oznaczenie epoki powstania narodu i państwa polskiego, należy do rzędu tych zadań historycznych, nad rozwiązaniem których pracowały usilnie i dziś jeszcze pracują najśmielsze i najsubtelniejsze historyków umysły. Brak wiarogodnych źródeł, pomieszanie fak­tów rzeczywistych lub prawdopodobnych z baśniami, wysnutemi ze skarbnicy ludowych podań, trudność zastąpienia raz już ustalonych mniemań, nowemi, bardziej wyrozumowanemi pojęciami: wszystko to sprawia, iż umiejętność historyczna na polu badań genezy narodu polskiego, nader małe po dziś dzień uczyniła postępy. Tak samo rzecz się ma i z oznaczeniem epoki pomieszania się różnych obcych żywiołów z autochtoniczną ludnością krajową. Już sama okoliczność, iż immigracye plemion do krajów przez autochtoniczne plemiona zamieszkiwanych, nigdy się jednocześnie nie odbywały, ale stopniowo, w różnych odstępach cza­su, w miarę rozszerzania się stosunków handlowych między sąsiedniemi państwy, wpływa nie mało na utrudnienie podobnego rodzaju poszukiwań. Mimo to usiłowali niejednokrotnie dziejopisarze nasi oznaczyć dokładnie epokę takowych immigracyj obcych plemion do Polski, trzymając się w swych badaniach już to miejscowych, zazwyczaj błędnych podań ludu o podobnych faktach, jużto najdawniejszych kronikarzy ojczystych, również z tak problematycznego źródła zaczerpujących swych wiadomości, już nakoniec jakich ważnych zdarzeń w ościennych państwach zaszłych, któreby na te wędrówki albo bezpośredni, albo uboczny wpływ wywrzeć mogły były.


Na takich też przypuszczeniach opiera się dziś historyczna wiedza o pierwiastkowem pojawieniu się Izraelskiego plemienia na terrytoryum dawniejszą Słowiańszczyznę środkową składającem, z którego się późniejsza wytworzyła Polska.


Kiedy właściwie Żydzi przybyli do Polski, z historyczną ścisłością dziś jeszcze oznaczyć niepodobna. O ile nas z kronik najdawniejszych doszły wiadomości, wiedzieć możemy tylko, że Żydzi niejednorazowo, ale w pewnych odstępach czasu, gromadnie w granice Lechii wstępowali, gdzie przyjmowani go­ścinnie, byt swój, względnie do odmiennych warunków miejscowości urządzali. Nie ulega wątpliwości, że prześladowanie które cierpieli w Niemczech, Czechii i Węgrzech, główną było dla nich pobudką do opuszczenia rodzinnych siedlisk i szukania przytułku w ościennych państwach; ale i ten wzgląd pominąwszy pozostaje nam ślad, iż Żydzi od niepamiętnych czasów z Polską w handlowych zostawali stosunkach. I tak, sama legenda o Abramku, jakkolwiek nieprawdopodobna, może nam służyć za wskazówkę, że już w przedchrześciańskiej Polsce dają się dostrzedz ślady ich pobytu na territoryu m słowiańskiem.


Podanie niesie, iż po śmierci króla Popiela, który miał ze swego grzesznego ciała złożyć obfitą daninę gromadzie myszy, tron polski został osieroconym. Na wiecach w Kruszwicy, zgromadzeni elekci, nie mogąc się zgodzić na wybranie nowego władzcy, postanowili stosownie do projektu przedstawionego przez najstar­szego z pośród siebie, iżby ten ktoby wraz z brzaskiem dnia następnego najpierwszy przybył do miasta, królem okrzyknięty został. Przypadek chciał, aby pewien Żyd Abramek, sprowadzający zwykle proch do miasta i z tego względu prochownikiem zwany, pierwszy przybił do brzegu jeziora Gopła.


Z radością, powitany przez postawione nad brze­giem straże, zaprowadzonym został do miasta, gdzie stosownie do uradzonego planu, koronę lechicką miał otrzymać.


Ale nasz Abramek przestraszony wielkością włożonego nań ciężaru, stanowczo odmówił przyjęcia ofiarowanej sobie korony. Gdy jednak elekci żadną miarą na podobną odmowę przystać nie chcieli, zdo­łał sobie nakoniec Abramek wyjednać dni kilka zwłoki, podczas których mógłby w ciszy i w rozpamięty­waniu przygotować się do dania stanowczej elektom odpowiedzi.


Dwa dni i dwie nocy upłynęły już, a Abramek nie ukazywał się niecierpliwemu ludowi. Wreszcie trzeciego dnia, gdy miarka cierpliwości zgromadzo­nych elektów przebierać poczynała, jeden z najstarszych ziemian podniósł głos i „Bracia!— zawołał — tak dłużej pozostać nie może; kraj bez naczelnika, niechy­bnie popadnie w zatratę. Ponieważ Abramek z wła­snej woli z chaty nie wychodzi, przeto ja go z niej wywołam!“ I to mówiąc, porwał siekierę i wybił drzwi chaty, gdzie Abramek w niemem pozostawał rozpamiętywaniu. — „Polacy! — zawołał on, występując na próg przed zgromadzone tłumy. — Oto wasz ziomek Piast! Jego wybierzcie na swego naczelnika. Posiada rozum wytrawny, gdyż uznał, iż kraj bez władzy istnieć nie powinien; posiada on odwagę, gdyż dla ocalenia swej ojczyzny, sprzeciwił się danemu rozkazo­wi nie przeszkadzania mi w rozmyślaniu. Jemu ofia­rujcie koronę, a będziecie za to Bogu i Abramkowi do zgonu wdzięcznymi!…”


Tyle co do samego podania przytoczonego z całą naiwnością dobrej wiary przez p. Sternberga, który protestując przeciwko odmiennej wersyi, podanej w tej mierze przez Zmorskiego w „Domowych wspomnie­niach i powiastkach,“ opiera się w swojem mniemaniu jedynie na legendzie w uściech ludu żyją­cej *)(Versuch einer Geschichte der Juden in Polen. von Sternberg. Wien 1860 pag. 5, 6, 7 i 8.


Powieść o poselstwie do Leszka, pisze z okazyi Abramkowego podania Lelewel, jest niejako tradycyą, podaniem uchowanem dość wczesno może, opartem na wspomnieniu, kiedy dzieci Izraela do Polski zawitali. Innego rodzaju jest ta, jaką Zmorski po swojemu skreślił o Abramie prochowniku, co za króla Piasta prochem handlował, a po jego zgonie królem powitany z powodu, że pierwszy ze świtem du Kruszwicy zawitał, a przemyślnie wywi­kłał się, stręcząc Piasta. W takiej powiastce (powtórzonej w szkół­ce poznańskiej Estkowskiego r. 1854 pag. 220), nie więcejby żydowskiego pomysłu zostawało jak to, że mędrszy od szlachty Abraham uczy, że nie mają potrzeby szukać obcych, kiedy mają między swymi zdolnych. Ale ta powiastka wynika z rzeczywistych między Żydami pogadanek.“ (Polska wiek. średn. II, 419).)


Pominąwszy wszelkie niedorzeczne interpretacye, jakie z okazyi Abramkowego podania z biegiem czasu się potworzyły, pominąwszy już okoliczność, iż w epoce w której tak dziwny fakt miał przypaść, jeszcze mnich niemiecki nie uszczęśliwił wojowniczej ludzkości swoim grzmiącym wynalazkiem, a tem samem bezinteresowny potomek Izraela, nie mógł sprowadzać prochu do Kruszwicy; pominąwszy słabe dowody autentyczności brakteatów numizmatycznych z napisami: ,,Abram dux,“ o których wspominają Lelewel i Strączyński w rozprawach swoich pod tytułem: „Pieniądze Piastów,“ jakoteż Mikocki w rozprawie pod tytułem: „Catalogue de monnaies et medailles polonaises,“ a do którychto brakteatów p. Sternberg tak wielką zdaje się przywiązywać wagę; pominąwszy mówię te dane: zostaje nam inny niezawodny ślad odwiecznych stosunków kupców żydowskich ze Słowiańszczyzną średniowieczną — stosunków, które nie mało wpłynęły na późniejszą kolonizacyą Żydów w kraju Lechitów.


Znakomity nasz historyk Karol Szajnocha, w rozprawie swej pod tytułem: „Słowianie w Andaluzyi *)(Szkice historyczne, III.), wspomina o rozległym handlu niewolnikami, który od niepamiętnych czasów prowadzono nad wschodniemi brzegami Adryatyku. Środkowym tego handlu punktem było miasto Raguza, ta Wenecya słowiańska, jak ją Mickiewicz w swych prelekcyach nazwał; a ponieważ największa liczba niewolników (servi) składała się ze Słowian, przeto Słowianie tych okolic nazwani zostali z późniejszą zmianą dla eufonicznych względów głoski v, Serbami (Servi, Serbi).


Otóż pośrednikami tego handlu Zachodu ze Wschodem, Żydzi francuzcy i niemieccy znaczną stanowili falangę, o co też wielokrotnie przed władzą cesarską i królewską oskarżani byli przez arcybiskupa lyońskiego Agobarda r. 840 *)(Nota przy końcu dzieła.). Niewolników zakupionych prowadzono w okolice nadreńskie i za Pirenee, gdzie przez długi czas napotykano osady słowiańskie, o których Szajnocha w swej rozprawie wspomina. Beniamin z Tudeli, żydowski podróżny z XII wieku, nazwał z tego powodu Słowiańszczyznę krajem Kanaan, którego mieszkańcy sprzedają swych synów i swe córki wszystkim narodom *)(Szajnocha, Szkice pag. 10.).


Handel taki prowadzony przez pośredników żydowskich na wielką skalę, spowodował świętego Wojciecha krzewiciela Chrystyanizmu między Prussakami nad-elbiańskiemi, do energicznego wystąpienia w Pradze Czeskiej, w skutek czego wygnanym został z kraju *)( Sternberg loc. cit.)


Ślad ówczesnych stosunków, pozostał nam do dziś dnia na drzwiach kościelnych gnieźnieńskich, których opisanie szczegółowe Lelewel podaje.


Widzimy z tych faktów, że pobyt Żydów w Słowiańszczyznie zachodniej, sięga czasów pierwszego wyłaniania się narodowości polskiej z pośród pobratymczych słowiańskich plemion; ale pobyt ten jako czasowy, oparty na potrzebie wzajemnych handlowych stosunków, dopiero później zamienia się na stały, gdy prześladowanie doznawane z jednej, a gościnność z drugiej strony zmusiły ich do szukania in­nego siedliska, która to zmiana na wiek VIII, według Maciejowskiego przypaść winna *)(Hist. prawod. słow. Tom II, p. 161.).


Lecz nietylko Zachód był dla Żydów traktem wiodącym do granic gościnnego państwa. Rozsypane ich osady po obu stokach kaukazkiego łańcucha gór i na południowych wybrzeżach Tauryckiego półwyspu, liczne od niepamiętnych czasów wysyłały zastępy kupców żydowskich, do wschodnich i południowych części Polski. O tych osadach żydowskich przez długi czas nie miano dokładnych wiadomości. Czacki polegając na tradycyi rabinów, podaje, iż nad brzegami Kaspijskiego morza i około Wołgi istniały przez czas długi potężne królestwa żydowskie. „Niedawno wydany arabski jeograf, pisze on, Ebn Haukal w początku X wieku żyjący zaświadcza, że nad rzeką Atel czyli Wołgą, było królestwo kwitnące, rolnictwem sławne, w którem Żyd był królem, dziewięciu miał kadych i tysiąc dwieście żołnierzy na swoim żołdzie. Miasto nazywało się Bath i wszystkich religij ludzie tam mieszkali. Massoudi drugi jeograf arabski a współczesny Ebn Haukalowi, mówi, że w stolicy Khozarów liczba znaczna była Żydów, Chrześcian i pogan, król i celniejsi urzędnicy byli Żydami. Przyjęli tę wiarę za Kalifa Haruna Al Raszyda w drugim wieku Hegiry, czyli ósmym naszej ery *)(Czacki: Rozprawa o Żydach. Wyd. Tur. p. 38.).


Należy nieco bliższe wskazać szczegóły o tym arcyciekawym fakcie z dziejów żydowskich, tem ciekawszym, że nie mamy podań późniejszych o losach potężnego państwa, które tak efemerycznym zajaśniało blaskiem i rozwiało się nagle we mgle wieków, bez gwałtownego wstrząśnienia.


Uprowadzeni przez Nabuchodonozora do niewoli Izraelici, przeszli z czasem z Babilonu i Assyryi do ziemi Ormiańskiej w Azyi; ztąd dostali się do krajów dzisiejszą Rossyą południową składających, około czasu Mitridatesa króla Pontu. Rozgościli się następnie w Krymie, Haliczu i okolicach *)(W. A. Maciejowski. Hist. praw. słow. T. II. p. 161.). Roku 1840 Abraham Firkowicz krymski karaim, opatrzony w fundusze przez swoich współwyznawców, zwiedził cały Krym dla zbadania pomników tego kraju tyczących się Żydów,i szczęśliwym trafem odkrył mnóstwo pamiątek piśmiennych na starych grobowcach i w rękopismach. Nagrobek znaleziony na przedmieściu Bakczyserajskiem Czufut Kale z datą 4727 od stworzenia świata, wedle religijnej naszej ery, co przypada na 967 rok cywilnej rachuby, godnym jest uwagi z tego względu, że jest nagrobkiem Izaaka Sangari, bardzo ważnej postaci z dziejów żydowskich. Izaakowi Sangari przypisują przyjęcie judaizmu przez Chazarów, naród władający niegdyś południową Rossyą i zajmujący nawet najgłębsze jej okolice do brzegów Desny i Oki. Lecz przyjęcie to ukryte było dotąd w bajecznym zmroku legend, rzucającym cień podejrzenia i na osobę samego Izaaka Sangari. Teraz zaś pewność bytu jego jest rzeczywistą. Zyskujemy nadto świadectwo niezaprzeczone, że osady żydowskie w Krymie w VIII wieku, były już tak silne jeżeli nie liczbą, to przez swą cywilizację, że zdołały moralnie podbić sobie dziką hordę, przed którą drżeli padyszachowie Iranu i bizantyjscy cesarze *)(Bibliot. Warsz. rok 1844.). Mieszkańcy ich znosząc się wcze­śnie z ościennymi ruskich krajów mieszkańcami, na dwór nawet wielkich książąt kijowskich zaglądali, próbując, jak mówi Nestor, zżydowszczyć pogańską Ruś i w tym celu udali się nawet do Włodzimierza Wielkiego; lecz ten im odpowiedział: że gdy Jerozolimy nie mają, przeto Bóg na nich nie jest łaskawym *)(Czacki: O Żydach pag. 39.). „Gdyby Żydzi znaczenia nie mieli, dodaje Czacki, nie odważyliby się wahającego w wyborze nawracać książęcia.“

Znaczenie to okazuje się nietylko w organizacyi państwowej, jaką sobie podówczas w południowo-wschodniej Europie wyrobić zdołali, ale nawet i na polu piśmiennictwa, gdyż za świadectwem Czackiego, mieli oni już wtedy pisywać oryginalne dzieła, a nawet przełożyli Pismo Święte na ruski język. W bibliotece watykańskiej np., pod numerem katalogowym 300 znajduje się rękopis „Al-Hafthorah“ czyli wykład ksiąg Mojżesza 1094 „in russia“ pisany *)(Czacki: loc. cit. nota IV-ta.).


Z biegiem czasu jednak, wpływ wywierany przez Żydów na rządy południowych prowincyj Rusi, słabnąć począł. Według zdania uczonego prof. Jaroszewicza, autora dzieła pod tytułem: „Obraz Litwy“ wypędzeni oni zostali z W. X. Kijowskiego przez Włodzimierza Monomacha i udali się na zachód do Polski, i na północ do Litwy *)(Najdawniejsze w Litwie mogiłki żydowskie (podaje według Narbutta Jaroszewicz), od niepamiętnych czasów już opuszczone, pokazują około Ejszyszek. W przyszkółku żydowskim tego miasteczka, widziano jeszcze roku 1748 kamień grobowy z napisem hebrajskim i datę 4931. Potrąciwszy od tej liczby lat 3760, znajdziemy rok 1171 ery naszej. T. I, pag. 217.). O tem wypędzeniu, chociaż z innych powodów, niż za mniemane intrygi knowane z Grekami, wspominają dzieje ruskie; dla korzyści bowiem własnych, miał się Żydami z Krymu przybyłemi opiekować książę kijowski Świętopełk, ale zaraz po jego śmierci pospólstwo za przeszkody w handlu ku przybyszom zniechęcone, zrabowało ich domy. Monomach pozwolił im jednak pozostać jeszcze do 1124 roku *)(Obraz Litwy, T. I, p. 111.). Ci więc Żydzi kijowscy już od roku 1155 mieli być znani na Litwie; wszakże pod tę porę większa ich część doznawszy nie najlepszego przyjęcia, wyniosła się do Polski, a ich miejsce zajęli potem brańcy żydowscy, z tejże Polski napędzeni, których książęta litewscy za swoich uznali poddanych, tak właśnie jak to było w Niemczech, gdzie uważano Żydów za niewolników kamery cesarskiej *)(Jost. Gesch. des Volkes II, p. 316.).

­

Jakkolwiek więc kronikarze i dziejopisowie krajowi, różnią się pod względem ścisłego oznaczenia epoki przybycia Żydów do Polski; nie ulega jednak wątpliwości, iż im migracya takowa w różnych odstępach czasu dokonywana, różnemi także wpływała do nas drogami. Jako dowód posłużyć może i ta okoliczność, że Żydzi na Rusi, a zwłaszcza w południowej jej części, stanowią zupełnie odmienną od Polskich Żydów gałąź. Podczas bowiem gdy pierwsi przybyli ze strony Kaukazu, a więc wprost ze Syryi, już po powrocie z babilońskiej niewoli; drudzy, to jest polscy, pochodzą z tej gałęzi, która uciskana w Hiszpanii, Francyi i Germanii, na gościnnej Lechitów ziemi znalazła schronienie. Potwierdza to i odmienne narzecze ludowe obu szczepów. Łamany tatarski dyalekt Żydów ruskich, zastępuje u Żydów polskich żargon nie­miecki, który dzięki oświacie, coraz więcej się w pośród Judu krzewiącej, stopniowo się zaciera, ustępując miejsca językowi krajowemu.


Głownem jednak źródłem, z którego w różnych czasach płynęły wędrowne Żydów gromady do Polski, były w ostatnich dziesiątkach IX wieku Niemcy. Wojna, która podówczas wrzała między Chrześcianami germańskiemi, a wyznawcami Wodana (Odyna), zakończyła się niemiłosiernem prześladowaniem Żydów, którzy uważani przez wojujące strony za nieprzyjaciół, nie mogli dłużej pozostać w Niemczech; musieli się zatem udać pod opiekę Polaków, będących jeszcze wówczas poganami, ale odznaczających się już gościnnością i ogładą obyczajów. Posłali przeto deputacyą do Leszka, by ten zlitowawszy się nad nieszczęśliwemi, dozwolił im osiedlić się w Polsce. Deputacyą składać mieli: Rabbi Chiskija Sefardi, Rabbi Akiba Estremaduri, matematyk Rabbi Emanuel Ascaloni, retor Rabbi Levi Baccari i Rabbi Natan Barcelloni *)(Lelewel. Pols. w. ś. T. II, 417. — Sternberg, Vers. pag. 12.). Deputacya ta, składająca się jak to już same imiona wskazują z Żydów hiszpańskich osiedlonych w Niemczech, przybyła 893 roku do Gniezna, dawnej stolicy panujących i stanąwszy przed królem wysłała rabina Lewi, by ten w krótkiej łacińskiej przemowie, żywemi kolorami wystawił nędzę uciśnionych Żydów i prosił o miłościwe puszczenie ich w granice państwa. Zachęceni wrażeniem, jakie ta przemowa uczyniła na umyśle Leszka, prosili posłowie: 1) o dozwolenie Żydom immigracyi do Polski; 2) o wyznaczenie im miejsc, któreby uprawiać i zabudowywać mogli; 3) o dozwolenie zajmowania się naukami i rzemiosłami wedle upodobania.


Po krótkim namyśle, pisze Lelewel (Pols. Wiek. średn. T. II p. 417), król Leszek wprzód zadawał poselstwu pytania, a odpowiedzi zadowalniały go mocno.


Jaką religią Izraelici mają?


Wierzą w niewidzialną, wiekuistą, wszechmocną, niepodzielną Istotę, która wszystko stworzyła i utrzymuje.


Co o duszy sądzą?


Że nieśmiertelna.


Czy czują się odpowiedzialnymi przed Bogiem, gdy drugiemu złe wyrządzą?


Bez wątpienia: najmniejsza obraza ludzkości, skarconą zostaje.


Kiedy kto w mniemaniach różni się, jestli za człowieka poczytan?


Wszystko co myśli i mówi, jest człowiekiem i jako człowiek uważane być ma.


A kiedy ów człowiek waszych dogmatów i obyczajów nie uznaje?


Ludzkie tylko sprawy do człowieka należą, a reszta zostawiona Bogu: On sądzi!


Jakeście sobie poczynali z obcymi, co w ojczyźnie waszej osiadać chcieli?


Tak jak Bóg i ludzkość wymagała.


Co mówicie? Bóg! Jestże co o tolerancyi w zakonie waszym?


Wiele i mnogo. Jeżeli wolno, przytoczymy wyrazy: „et peregrino vim non inferes neque affliges cum, quia peregrini fuistis in terra Aegipti! Exod. 22; 20. 23; 9. Si habitaverit peregrinus in terra vestra, non contristabitis cum, sed quasi indigena fit in­ter vos, cumque atnabis quasi te ipsum. Levit: 19; 33, 34. Deuter.1 0; 18, 19. 24; 19. 26; 11 *)(Lelewel. Pol. wiek średn. T. II, p. 417— 419.).


Wszystko to Leszkowi wielce się podobało; oświadczył, że się w bóżnicy *)(Tak zwano dawne domy modlitw u Słowian.) ze swemi kapłany naradzi i da im odpowiedź.


Jakoż dnia trzeciego przywołani stanęli przed tronem, a król Leszek upewnił, że się rozlubował w plemieniu izraelskiem i rad je w swem państwie widzieć; dla pewnych przyczyn nie może wydzielić ziem na wyosobnione osadnictwo, ale swobodna mu w całem jego państwie, siedlić się, rolę uprawiać, dobytek chować i rękodzielnem zajmować się zatrudnieniem.


Z rozrzewnieniem rzuciwszy się do nóg królewskich, wynurzyło swą wdzięczność poselstwo i do swoich wróciło; a po chatach Izraela w Aszkenazie (Germania) zabrzmiała radość niedoopisania.


Następnego roku 894, mnoga ilość Izraela z Niemiec do Polski wciągnęła. Z podziwieniem na nich patrzano, jakby na istoty innego świata; uprzejme postępowanie jednało im miłą gościnność. W jedenaście lat potem, 905 roku uzyskali przywilej zapewniający wolne sadowienie się i religii swej wyznawanie, własne dla siebie sądownictwo, swobodę handlu i rękodzielnego trudu, niezależność od rycerstwa, a ochronę od napastnictwa niechęci. Przywilej ten zaginął w czasie wojny Polski z Niemcami *)(Lelewel, loc. cit.) 1049 roku.


Gdybyśmy mieli dowody potwierdzające autentyczność tego faktu, przez Lelewela i Sternberga na podstawie artykułu p. Leona Weyl z Leszna pod tytułem: ,,Beitrag zur Gesch. der Juden in Polen” w czasopiśmie „Orient” podanego *)(X Jahrgang 1849, p. 143, 155 i 159.), jak również i na podstawie broszury bezimiennej, w Berlinie 1801 r. wydanej pod tytułem: „Phylacterium oder Arganton und Philo im Schoose der wahren Glückseeligkeit” *)(Z manuskryptów biblioteki Raczyńskich. (Lelewel).); w takim razie przywilej Bolesława książęcia kaliskiego z r. 1264, przestałby już należeć do najdawniejszych pomników prawodawstwa polskiego i praw nadanych Żydom w Polsce.


Lecz dotychczasowe wzmianki o tym przywileju w dziełach historyków naszych, oparte są jedynie na domysłach i podaniu: „że takowy istniał“ lecz w epoce wojny Bolesława Chrobrego z Henrykiem II cesarzem niemieckim, około 1049 roku zaginął bezpowrotnie. Inni znowu przytaczają, że przywilej ten wraz ze wszystkiemi manuskryptami z dawnych wieków pozostałemi, z rozkazu Bolesława spalonym został. Przyczynę tego kroku upatrują w obawie króla, aby naród polski przez czytanie rękopisów nie zniewieściał, a ztąd nie stracił ochoty do wypraw wojennych *)(Traditur res digna notu de Boleslao Chrobry, qui totus arti bellicae operam navando et saepe in castris Russiae regione commoranda, sub specie videndi manuscripta et legendi, congerere omnia insiraul jussit. Jabłonowski. Mus. Polon.). Mimo tych wszystkich przypuszczeń, istnienie wzmiankowanego przywileju Leszka, uważać należy za zupełnie wątpliwe. W ogóle i podanie o przybyciu Żydów do Polski za tego książęcia, nie jest pewnem i dowiedzionem, bo nawet dziejopisarze poważniejszego nastroju, peryod poprzedzający panowanie Mieczysława I, liczą do czasów bajecznych, i tak Piasta jako i Ziemowita, Leszka i Ziemomysła, uważają za bohaterów ludu, który nie zawsze powoduje się potrzebą historycznej ścisłości.


Czacki nie podaje daty przybycia Żydów do Polski, bo idąc za Naruszewiczem, utrzymuje, że Żydzi od niepamiętnych czasów w niej przebywali, a dopiero 1096 roku, znaczna ich część chroniąc się przed prześladowaniem Czechów, weszła w gościnne Polski granice. Co się zaś tyczy praw, to za pierwsze Żydom nadane, uważa prawa Bolesława książęcia kaliskiego, potwierdzone później przez Kazimierza Wielkiego, Alexandra króla i Witolda. Tomasz Tretter mniema, że Mieczysław I, który wstąpił na tron 964 roku, pierwszy dozwolił Żydom osiedlić się w swem państwie *)(Sternberg, pag. 11.). Nie tak daleko sięga Wacław Grabowski, pisarz z wieku XVII, autor dzieła pod tytułem: „O Żydach w Koronie” (1611) przypuszczając, że pierwsze rodziny żydowskie zjawiły się w Polsce w końcu XI stulecia. Mateusz Bembo kaznodzieja Zygmunta III po Skardze, twierdzi, że Żydzi przybyli do Polski dopiero za Bolesława I Chrobrego, który jak sądzi Maciejowski, miał ich mieć w szczególnej opiece i „nimi jakby ubogiemi się opiekował” *)(Hist. praw. Słow. Tom II, pag. 258.). Lelewel i Szajnocha mniemają, że w IX wieku byli już Żydzi w Polsce, dokąd przybyć mieli z Czech i Węgier, zajmując się handlem niewolnikami.


Panowanie Władysława Hermana rozpoczyna epokę gromadniejszych wędrówek prześladowanych Żydów w granice Lechii. Jarzmo które w Europie zachodniej podczas wojen krzyżowych i w Węgrzech przez długi przeciąg czasu dźwigali, nie mało się także przyczyniło do tłumnej ich ucieczki z niena­wistnych sobie okolic i do szukania przytułku na kresach Słowiańskiej siedziby.


Dr. Jost żywemi barwami kreśli ów straszny ustęp średniowiecznych dziejów, kiedy żydzi pozbawieni zewsząd opieki, oddani byli na pastwę rozhukanej tłuszczy Krzyżowców, którzy zapomniawszy o właściwym celu swej pobożnej wędrówki, niegodnie rzucali się na domy i świątynie bezbronnych, mordując i niszcząc wszystko w około. Piotr, Walter i Gottszalk przewodnicy Krzyżaków, sami często dawali hasło do tępienia Żydów. W Trewirze cząstka ich zaledwie zdołała ujść szczęśliwie, udawszy się z błagalną prośbą o pomoc do szlachetnego biskupa Egilberta *)(Gesch. des Isr. Volkes T. II, p. 328.). Za danym przez Krzyżaków przykładem, poszły wkrótce i inne nadreńskie miasta. W Metz, Kolonii, Moguncyi i Wormacyi, powtórzyły się barbarzyńskie sceny, gdzie również biskupi z krzyżem w ręku na czele stanęli w obronie prześladowanych. W Spirze garstka broniących się Żydów, wyginęła do ostatka. Toż samo miało miejsce nad Menem i Węgierskim Dunajem, gdzie rozhukane tłuszcze pod przewodem hrabiego Emico, wszędzie mord i zniszczenie szerzyły dokoła.


Nad Renem zginęło Żydów do 5,000, w środkowych Niemczech do 15,000 *)(Loco cit. pag. 328.). Arcybiskup Moguncki Rothard i cesarz Henryk IV, na sejmie w Ratyzbonie, ogłosili wszelkie przymusowe nawracanie Żydów za nieważne. Ostatni nawet powrócił zabrane majątki nieszczęśliwym, których ogołocono nawet ze wszelkich środków ucieczki do Szlązka, Morawii i Polski.


Moraczewski w dziejach Rzpltej polskiej, wspomina o krwawych prześladowaniach, dokonanych z rozkazu Brzetysława króla czeskiego i jego następców, na Żydach chcących w inne okolice przenieść nagromadzone bogactwa. Złupionym i wycieńczonym długą podróżą, wrócono dopiero wolność wywędrowania. Toż samo przytacza według Kozmasa Pragskiego i Czacki. Większa część jednak zdołała bezpiecznie przedrzeć się przez łupiezkie kohorty i z pielgrzymim kijem w dłoni, dostać się w granice Polski *)(Co żyło a ukryć się nie zdołało, uchodziło odetchnąć na ziemiach słowiańskich, siedlić się w Polsce. (Lelewel: Polska, dzieje i rzeczy jej. T. III, p. 181).). Jedno tylko Mazowsze, utrzymuje Lelewel, „przez długi czas swe rogatki przed przybyszami zamykało,” ale niezadługo rozprzestrzenili się Żydzi po wszystkich okolicach swej nowej ojczyzny, znajdując w handlu ziemiopłodami jedyne swe utrzymanie.


ROZDZIAŁ II.

Żydzi pod następcami Boiesława Krzywoustego.



Życie pojedynczych warstw, składających organiczną całość narodu, związane jest silnemi węzły z tym potężnym czynnikiem, który w umyśle naszym nosi miano przeszłości. Każda ważniejsza w życiu narodu chwila, każdy wypadek znaczący, wpływa przeważnie na ukształtowanie się w ogólnej massie pojedynczych cząstek, nadając im charakterystyczne, stosownie do otaczających okoliczności znamię. Na żadną być może warstwę ludności, tyle w wiekowym rozwoju narodu nie wpłynęło zmian, ile na Żydów. Każda dynastyczna zmiana, każdy ruch wewnętrzny, każdy wypadek większego znaczenia, przynosiły im w dani wraz ze swem pojawieniem się, dolę, albo niedolę.


Po śmierci Władysława Hermana, synowie jego Zbigniew i Bolesław Krzywousty, podzielili się krajem. Pierwszy odziedziczył Wielkopolskę i Mazowsze, drugi Małopolskę i Szlązk.


Zbigniew powodowany chęcią zajęcia całego kraju i zwierzchnictwa nad bratem, kilkakrotne wszczynał wojny, w których mimo danej mu przez cesarza niemieckiego pomocy, zwyciężonym był nareszcie od miecza rodaków, a Bolesław Krzywousty całym zawładnął krajem.


Za czasów tego króla, według świadectwa Naruszewicza, rozszerzyli się Żydzi aż do Kijowa *)(Hist. Nar. Pols. Tom III.), gdzie osłonięci opieką Świętopełka, znaczny prowadzili

handel, przywożąc sól i inne towary z Halicza i Przemyśla *)(Karamzin. Hist. pań. ross. T. II, p. 130.). Handel niewolnikami jednak, mimo wprowadzenia do Polski chrześciaństwa, nie ustawał. Św. Wojciech, krzewiciel tej wiary w Lechii, usiłował wpłynąć na zniweczenie tak barbarzyńskiego obyczaju, wykupując własnemi funduszami brańców wojennych, których Słowianie sprzedawali Żydom *)(Sternberg, pag. 20.). Matka Władysława Hermana idąc za przykładem tego bogobojnego męża, również wykupowała niewolników z rąk kupców żydowskich *)(Starożyt. Polskie. Poznań. Tom II, p 194.).


Według Marcina Gallusa, miała to także czynić matka Bolesława Krzywoustego, która jak czytamy w kronice, „multos christianos de servitute Judaeorum redimebat” *)(Chron. Lib. II, Cap. I. p. 131.).


Przed śmiercią tegoż króla, nastąpił ów zbawienny, według zdania uczonego Bartoszewicza, podział Polski na cztery dzielnice. Gdy w skutek wygnania Władysława II, najstarszego z pośród pięciu braci, wstąpił na tron Mieczysław III Starym zwany, poczęli się Żydzi cieszyć szczególniejszą tego króla opieką. Wydzierżawił on im mennicę w Wielkopolsce, udzieliwszy zarazem pozwolenie wytłaczania pieniędzy z hebrajskiemi napisami *)(Sternberg, p. 31.). Weissenhorst (pseud.) w dziele swem pod tytułem: ,,Studien in der Geschichte des Polnischen Wolkes“ (Cz. II. Rozd III), postępując za zdaniem Lelewela zbijającego myśl Stronczyńskiego dowodzi, iż Żydzi nie będąc wówczas jeszcze tak licznie osiadłymi w Polsce, nie mogli zajmować takiego stanowiska, aby im poruczono exploatacyę mennicy, lubo później w Gdańsku samym bywały tego częste przykłady; twierdzi nadto, iż kraj zarażony ideami, które spowodowały wojny krzyżowe, nigdyby nie uznał był monety z napisem hebrajskim i wnioskuje naostatek, iż brakteata z temi napisami nie były monetą w kraju kursującą, ale poprostu medalem pamiątkowym, wybitym przez Rabbi Abrahama i synagogę żydowską, jako znak wdzięczności dla Mieczysława Starego, za udzieloną Żydom opiekę *)(Neufeld. Jutrz. II, Nr. 37. Nota przy końcu.).


Jakkolwiek więc fakt ten rozmaicie kommentowany, wielokrotnym już uległ zaprzeczeniom, nie ulega przecież wątpliwości, iż samo istnienie tych brakteatów z napisami żydowskiemi, jest już dowodem pewnego stanowiska Żydów w monarchii Mieczysławowskiej, i nie małego ich wpływu na finanse państwa, za rządów tego króla.


Ślady tej opieki Mieczysława nad Żydami, pozostały nam w kronikarzach, którzy przytaczają kary wyznaczone przezeń na tych, coby wbrew zakazowi władzy odważyli się napastować Żydów. Wincenty Kadłubek w kronice *)(Lib. IV, Ed. Lipskiej, p. 753.) podaje nam w tym względzie, następny dość poniekąd szczególny artykuł wydanego przez Mieczysława rozporządzenia: „Jude um scholares casu percusserunt, iidem paenae ab eisdem judicibus tanquam sacrilegi adjiciuntur.“ Rozumie się pod „iidem paenae“ septuagintę, karę wyznaczoną za zbrodnię obrazy majestatu i świętokradztwa (Lelewel). Naruszewicz wspominając o tem prawie, dodaje z przekąsem: „Żydowska chałastra (sic!), z dawna po kraju zagnieżdżona, znajdowała u tegoż sądu przedanego wsparcie i opiekę. Najmniejsza krzywda uczyniona jej od żaków szkolnych, karana była w rodzicach summą siedmiudziesięciu grzywien” *)(Hist. Nar. Pol. T. III, p. 294.). Takiemi surowymi rozporządzeniani, przytłumiono w krótkim czasie prześladowanie, jakie z powodu ograniczenia władzy oligarchicznego żywiołu, przeciwko Żydom zwracać się poczęło. Miało ono źródło swoje w bogactwach nabywanych przez Żydów, skutkiem prowadzenia interesów wyderkaffowych, które wzbraniane szlachcie i duchowieństwu, przez Żydów jedynie praktykowane były *)(Sternberg, p. 29.). Czacki w znakomitem dziele swojem pod tytułem: „O litewskich i polskich prawach,” wyjaśnia historyę i znaczenie tej manipulacyi handlowej, która jak sama nazwa wskazuje, wziąwszy początek w Niemczech, i u nas w wiekach średnich praktykowaną była. Branie prowizyi bowiem, najsurowiej zabraniane przez papieży i panujących, szlachcie i duchowieństwu, nie zmniejszywszy potrzeby pożyczania kapitałów, koniecznie wyrodzić się musiało w podstępny zwyczaj sprzedawania pewnej summy za umówioną rocznie ratą, która nie nosząc na sobie wprawdzie cechy prowizyi, była w całem znaczeniu tego wyrazu pożyczką procentową, zwiększoną zastawem dóbr nieruchomych *)(Czacki. O lit. i pols. pr. Ed. Tur. II, p. 172.).


Ta to więc manipulacya przez Żydówr zastosowywana, była przyczyną prześladowań, przeciwko którym przedsiębrano powyżej wspomnione środki.


Rozporządzenia Mieczysława i sprężystość z jaką postępował z burzliwą falangą możnowładzców, wywołały w kraju zawichrzenia, w skutek których wspartym został z kraju, a opuszczony tron zajął najmłodszy syn Bolesława Krzywoustego, chlubnym „Sprawiedliwego” zaszczycony przydomkiem.


Na wiecach łęczyckich roku 1180 odbytych, które mogą być uważane za pierwszy zawiązek konstytucyjnego życia Polaków, położono pierwszy węgielny kamień przyszłych przywilejów, które dopiero Bolesław książę kaliski, 1264 r., Żydom wielkopolskim nadał, a dobry byt jakim się ci ostatni cieszyli, powiększonym jeszcze został za następcy Kazimierza II, Henryka Brodatego. Żydzi w tej epoce prowadzili rozległy handel, mieli w główniejszych miastach bogate składy towarów, z któremi zwiedzali ożywione podówczas jarmarki *)(Sternberg, p. 33.). Mazowsze nawet długo dla nich nie dostępne, teraz w rozległych z niemi poczęło być stosunkach, przyznając im prawo swobodnego osiedlania się.


Nie tylko handlem zajmowali się podówczas Żydzi, ale i rękodziełami, posiadali nawet rozległe dobra, jak się to okazuje z darowizny uczynionej klasztorowi w Trzebnicy przez Henryka Brodatego, o której wzmianka w dawnych kronikarzach, podaje nam imiona Żydów: Józefa i Chaskiela, posiadaczy rozległych dóbr na Szlązku *)(O lit. i pols. pr. Ed. Poz. I, 123.).


Panowanie Bolesława V Wstydliwego oznaczone jest krwawem piętnem, jakie wycisnęło na kraj powtórne najście Mongołów, pod wodzą Batu Hana. Po podbiciu i ujarzmieniu Rusi, 1240 r., wpadli oni w pięć kroć stotysięcy jazdy do Węgier i Polski, zdobyli Sandomierz, Kraków, przeszli pustosząc wszystkie okoliczne zasiewy, Sieradz, Łęczycę, Kujawy. Wraz z innemi mieszkańcami powlekli oni z sobą tysiące Żydów przez dolny Szlązk do Azyi, ci zaś którzy zdołali ujść pogoni do Niemiec i Czech, padli ofiarą, rozhukanej tłuszczy ucywilizowanych barbarzyńców *)(Szajnocha, Szkice III.).


Bolesław Wstydliwy panowanie swoje upamiętnił jeszcze tem, że dla zachęcenia do immigracyi w granice Polski niemieckich kolonistów, wprowadził do kraju prawo magdeburskie (jus teutonicum). Kładziemy szególny na tę okoliczność nacisk, ze względu na skutki, jakie pociągnęło za sobą wprowadzenie do kraju żywiołu, nadzwyczaj podówczas nienawistnego Żydom, którzy od tej chwili stali się celem nieustannych prześladowań, dopóki dobroczynne przywileje Bolesława Pobożnego książęcia kaliskiego, nie zapewniły im znowu na czas niejaki bezpieczeństwa i opieki prawa.


Bolesław Pobożny książę kaliski, ojciec Jadwigi, matki Kazimierza Wielkiego, odznaczał się między 24-ma książętami posiadającemi naówczas Wielkopolskę, odwagą wojenną i mądrością swoich administracyjnych rozporządzeń.


Nie dążąc do powiększenia swej dzielnicy, starał się raczej chronić ją od najazdów sąsiedzkich i podnieść materyalnie. Żydzi, których liczba przez ciągłą immigracyę z ościennych krajów, stopniowo wzrastała, stanowili w owej epoce czternastą część ogólnej massy, a ósmą w niektórych miejscowościach *)(Albertrandy: Dzieje Tom II.). Dla uregulowania przeto wewnętrznych między niemi a innemi mieszkańcami stosunków, nadał Bolesław w roku 1264, Żydom swej prowincyi przywilej, formą i treścią zbliżający się do tego, jaki przez Fryderyka Barbarossę cesarza niemieckiego, Żydom nadanym został.


Przywilej Bolesławowski znalazł Łaski kanclerz króla Alexandra w XV wieku, przerzucając w skarbcu na zamku krakowskim przechowywane archiwum *)(Wiszniewski: Hist. lit. pols. Tom II, p. 324.). Nie był on oryginalnym wymysłem księcia Bolesława, uprzedził go bowiem w tej mierze Innocenty III papież w 1199 r., uprzedzili nadłabańscy Słowianie, dalej Węgrzyni r. 1251, Czechowie 1254—1268 r. Za ich to przykładem Bolesław kaliski, a za jego znowu Bolesław książę świdnicki, 1295 r. i Henryk głogowski, dali Żydom takowe przywileje, które później pomnażali królowie polscy, książęta mazowieccy i wielcy książęta litewscy *)(Pan Gumplowicz podał odpis tego przywileju według kanclerza Łaskiego, w b. czasopiśmie „Jutrzenka” Rok 1, Nr. 19.).




Przywilej Bolesława z r. 1264, stanowi najstarszy i jedyny z owej epoki pomnik prawodawstwa polskiego i z tego względu umieścił go Bandtkie na czele dzieła swego: „Jus polonicum.“ Składa się on z 36 artykułów, tchnących wyrozumiałością i tolerancyą, o wiele wyższą nad wiek, w którym został Żydom nadany. Obszerny rozbiór tego przywileju uskutecznił Czacki w dziele swem o litewskim i polskich prawach i w oddzielnie wydanej o Żydach rozprawie. Nie zastanawiając się szczegółowo nad tym znakomitym prawodawczym pomnikiem, podamy tylko w krótkości treść jego, w zwykłym porządku, po sobie następujących artykułów.


1. Kiedy jest sprawa przeciwko Żydowi, nie może przeciw niemu świadczyć Chrześcianin sam lecz razem jeszcze z innym Żydem.


2. Kiedy Chrześcianin pozywa Żyda o zastaw, Żyd zaś utrzymuje, że żadnego nie otrzymał, wtedy Żyd przysięgą się uwolni.


3. Kiedy Chrześcianin utrzymuje, że na zastaw od Żyda mniej pieniędzy otrzymał, aniżeli Żyd teraz żąda, Żyd przysięgą dowód złoży.


4. Kiedy Żyd nie mając świadków utrzymuje, że Chrześcianinowi zastaw wypożyczył, Chrześcianin się odprzysięże.


5. Prócz rzeczy kościelnych i krwią zbroczonych, wolno Żydom wszystko brać w zastaw.


6. A gdyby zastaw jaki był kradziony, Żyd się odprzysięże, że o kradzieży nie wiedział, a Chrześcianin winien mu kapitał na zastaw ten wypożyczony z procentem zapłacić.


7. Kiedy zastaw Chrześcianina przez ogień lub kradzież u Żyda zaginie, Żyd od nalegającego Chrześcianina przysięgą się uwolni.


8. Żydzi w sporach swoich wyłączeni są spod sądów miejskich; zostają pod opieką króla lub wojewody.


9. Za zranienie Żyda, słuszna kara i koszta kuracyi.


10. Za zabicie Żyda, słuszna kara i konfiskata majątku.


11. Za uderzenie Żyda, kara zwyczajna w kraju.


12. Żydzi ceł większych od mieszczan nie płacą.


13. Od przewożonych umarłych, nic nie opłacają.


14. Chrześcianin niszczący cmentarz, oprócz kary zwyczajnej, majątek traci.


15. Rzucający kamieniem na szkołę żydowską, odda wojewodzie dwa funty pieprzu.


16. Gdy Żyd u swojego sędziego zapadnie karze, która się wandel nazywa, zapłaci mu funt pieprzu.

17. Gdy Żyd raz i drugi od swego sędziego zapozwany, nie stawi się, zapłaci karę zwyczajną; gdy się trzeci raz nie stawi, zapłaci karę stosunkowo wyższą.


18. Za zranienie Żyda, Żyd zapłaci zwyczajną karę.


19. Przysięga na dziesięć przykazań Żydowi nie powinna być naznaczoną, tylko o wartość przechodzącą szacunek 50 grzywien srebra, a w mniejszych rzeczach przed szkołą przysięgać będzie.


20. Gdyby dowodów nie było, kto zabił Żyda, my Żydom damy przeciw podejrzanemu prawną opiekę.


21. Za gwałt na Żydzie wyrządzony, Chrześcianin będzie karany podług prawa ziemskiego.


22. Sędzia żydowski żadną sprawę przed sąd nie wytoczy, jeżeli do tego przez skargę strony spowodowanym nie będzie.


23. Gdy Chrześcianin odbierze dany Żydowi zastaw, a procentu nie zapłacił w ciągu miesiąca, przybywa procent do procentu.


24. U Żyda nikt na kwaterze być nie ma.


25. Nie wolno jest Żydom wypożyczać pieniądze na dobra nieruchome.


26. Odwodzenie dziecka żydowskiego, jako kradzież uważane będzie.


27. Zastaw, gdy rok i dzień u Żyda zostaje, staje się jego własnością.


28. W dnie świąt swoich, Żydzi nie mogą być przymuszeni do oddawania zastawu.


29. Zastawy gwałtem od nich biorący, ściągnie na siebie karę.


30. Nie wolno Żydów oskarżać o używanie krwi chrześciańskiej.


31. Występki Żydów, w ich szkołach sądzone być mają.


32. W jakiej monecie Żyd pożyczał, w takiej żądać może oddania długu z należytym procentem.


33. Konie, w zastaw Żydzi, tylko we dnie brać mają.


34. Monetaryuszom nie wolno imać Żydów pod pretextem, że fałszują pieniądze.


35. W gwałcie nocnym, sąsiedzi Żydowi pomoc dać powinni, pod karą 30 szelągów.


36. Wolno jest Żydom wszystkie towary kupować, chleba i innych żywności dotykać się.


Statut ten odmieniając w szczegółach niektórych, potwierdzali następni książęta i królowie polscy dla Żydów wielkopolskich i małopolskich, co widać z redakcyi tegoż statutu wielkopolskiej od Kazimierza Wielkiego z roku 1334, drukiem przez Bandtkiego ogłoszonej, i czerwonoruskiej z roku 1337, w rękopiśmie znajdującej się; nakoniec z r. 1426 i 1455 mazowieckiej, w Sochaczewie zrobionej. Toż samo czynili wielcy książęta litewscy dla Żydów tamecznych, zkąd jeden wszystkich w Koronie i na Litwie mieszkających obowiązujący, utworzył się statut, który i dla prawa polskiego jest ważny. Albowiem zatwierdzając ten statut Żydom, wymienili książęta i królowie polscy, jakie ustawy mają im służyć, a jakie nie mają obowiązywać ich wcale, rozbierają co w tychże prawach jest żydowskim a co polskim zwyczajem, bo mówią: ,,Statuimus, juxta terrae nostrae consuetudinem, Judaei juxta suam consuetudinem *)(W. A. Maciejowski, Tom I, p. 200.).


Przywilej Bolesławowski, nie jednokrotnym już ulegał rozbiorom i krytyce: zarzucano mu, iż nie jest wiarogodnym, że go uprzywilejowani sami sfałszowali, a panujący nie mając dostatecznych dowodów usprawiedliwiających dowód jego niesprawiedliwości, potwierdzali ten przywilej tylko „tacito consensu.” Niektórzy nawet powołują się w tej mierze na list Zbigniewa Oleśnickiego, zamieszczony w tomie IV Pomników Wiszniewskiego, napomykający, jakoby dopiero Kazimierz Jagiellończyk zrobił go niesprawiedliwie ustawą polską *)(Staroż. pols. T. II, pag. 340.). Dzisiejsza krytyka wykazała całą niewłaściwość podobnego zarzutu, mogącego mieć jedynie źródło w złej woli i niechęci uprzedzonych przeciwko Żydom historyków. Nader charakterystyczny znajdujemy ustęp w dziele kronikarza Sarnickiego, który tu w przekładzie podajemy.


W księdze VI na stronnicy 1106 Annalium Polonicorum, pod datą roku 1264, pisze nasz kronikarz: „W tym czasie Bolesław książę kaliski, pradziad Kazimierza Wielkiego, przywileje i wolności Żydom nadał, które autorowie historyi polskiej i Przyłuski, jako prawom przeciwne odrzucają. Co gdym ja nie jednokrotnie starszym (senioribus) żydowskim zarzucał, w taki mi sposób odpowiedzieli: „Gdyby się w istocie rzecz tak miała, (si haec ita se haberent), jak Przyłuski sądzi, zaiste nie tolerowaliby nas królowie nie tylko przez tych lat trzysta, ale nawet przez trzy miesiące (sed ne per tres menses quidem).“ Dodali nadto, pisze dalej Sarnicki, że mają potwierdzenia swoich praw i przywilejów nietylko od królów polskich panujących kolejno po sobie, lecz także od cesarzy, a nawet od najwyższych pontyfików rzymskich, za których idąc przykładem, książę Bolesław i Kazimierz Wielki i pozostali królowie, takowe potwierdzili i wzmocnili (corroboraruntque).”


Wspomnieliśmy już, iż w XV wieku dopiero znaleziono oryginał przywileju Bolesławowskiego, w archiwum krakowskiego zamku. Pod pieczęcią następne znajdują się podpisy hrabiów i baronów polskich: Comes Arbeldus Palatinus Calisiensis, Comes similier castellanus Gnesnensis, Comes Jan Calis, Comes Mathias Castellanus Ledenen, Comes Czhoslaus Pincerna Callisiensis, Comes Derslaus Venator Ledenen cum aliquis quam pluribus baronibus terrae nostrae. Działo się nazajutrz po dniu Wniebowzięcia N. M. Panny, R. P. 1264 *)(Star. Polskie, T. I, pag. 342.).


Porównywając ów Bolesławowski statut, będący jak formuła prawna, w dawnej Polsce praktykowana, domyślać się każe dziełem: „de consensu et consilio“ lub też „consentientibus militibus, nobilibus, baronibus etc.,“ słowem, dziełem intelligencyjnej części narodu, ze statutami podówczas w Europie wydawanemi, możemy dopiero ocenić całą wagę jego i charakter narodu, takowemi się prawami wyrozumowanej ludzkości rządzącego.


Podczas gdy w zachodnich prowincyach Polski, a mianowicie w Wielkopolsce, panujący książęta nad Żydami prawną rozpościerać zaczęli opiekę; inny się oczom naszym przedstawia obraz w południowych okolicach Polski, podówczas na małe księstwa podzielonej. Wzmianka o 25 letniem prześladowaniu Żydów, przez Lelewela uczyniona *)(Po zgonie Bolesława Pobożnego, miało być jakieś 25-cioletnie (1279—1304) prześladowanie (z nieładu, który był później przez Łokietka powściągniony). Ile pomnę, krajowi kronikarze nim się nie cieszą i milczą o nim. (Lelewel. Polska, dzieje i rzeczy jej Tom III, p. 181.), znajduje bliższe w opisie Dra Graetza wyjaśnienie *)(Dra H. Graetz. Gesch. des Juden. T. VII, p. 163.). W miesiącu wrześniu 1279 roku, miał miejsce wielki synod kościelny, w mieście węgierskiem Budzie (Ofen) złożony z węgierskich i południowo-polskich biskupów, który pod prezydencyą papiezkiego legata Filipa, następne względem Żydów węgierskich, polskich, dalmackich, kroackich, slawońskich, lodomeryjskich i galicyjskich, wprowadził ograniczenia. Żydzi i inni mieszkańcy państwa, religii rzymsko katolickiej nie wyznawający, usuniętymi zostali od dzierżawienia ceł i wszelkich urzędów. Biskupi i inni wyżsi i niżsi duchowni, Żydom wynajmujący dochody ze swych posiadłości, odsądzonymi zostali od duchownych godności, a świeccy dopóty mieli być pod kościelną anathemą, dopokiby żydowskich dzierżawców nie oddalili i na przyszłość nie obowiązali się takowych do żadnych nie dopuszczać urzędów, „gdyż — są to słowa rozporządzenia,— szkodliwem jest, aby Żydzi i chrześcianie wspólnie mieszkali i z niemi w stosunki handlowe wchodzili *)(Loco cit. p. 164.). Postanowił również synod Budeński, aby Żydzi obojga płci, tak wę­gierscy jak i południowo-polscy, skrawek czerwonego sukna po lewej stronie ubrania nosili, nie zdejmując takowego nigdy. Ci zaś z Żydów, któryby po zakreślonym terminie bez takowej cechy spotkani byli, mieli być pod klątwą aquae et ignis interdictio od stosunków z Chrześcianami wyłączeni…


Wykluczenie Żydów z towarzystwa Chrześcian, dodaje Graetz, nie miało podówczas tak wielkiej wagi, gdyż równe prześladowanie nie ich tylko samych spotkało. I mahometanie mieli być na równi z Żydami od piastowania urzędów odsądzeni, z tą tylko różnicą, że mahometanie zamiast czerwonych, żółte łaty na piersiach nosić mieli. Madziarowie i Polacy nie byli wszakże podówczas takim duchem nietolerancyi przejęci, aby tym „ognia i wody“ odmawiać, którzyby czerwonemi i żółtemi łatami naznaczeni nie byli. W pół wieku dopiero po tem rozporządzeniu, nasienie to, zgubne zaczęło wydawać plony.


Dr. Graetz wiadomości tych zasięgnął od młodego historyka, rodaka naszego Dra Caro z Włocławka, (autora kontynuacyi liistoryi polskiej Roepplla), który mu artykuły 113 i 114 koncilium Budeńskiego, w dokładnej kopii z petersburgskiego archiwum nadesłał. Słusznie zwraca Dr. Caro uwagę na tę okoliczność (Gesch. Pol. p. 539), iż słowa wstępu do

artykułu 113: praesente constitutione statuimus, quod omnes Judaei, in terris nostrae legationis portent unum circum de panno rubeo, z tego względu są ważne, że piętnowanie Żydów po raz pierwszy na tym synodzie uprawnionem zostało i że miało ono odtąd znaczenie nie tylko dla Węgrów, ale i dla Polski i sąsiednich krajów, słowem tam gdzie się rozpościerała władza papiezkiego legata Filipa. Wykluczenie od piastowania urzędów przez Żydów, następnym artykułem określonem zostało: Praeterea statuimus, quod tributa, vectigalia, telonea, seu pedagia vel quaevis alia officia Judaeis… seu quibuscunque alliis, ab unione fidei catholicae alienis, nullatenus commitantur.


Wszystkie te rozporządzenia były, jak słusznie Graetz uważa, owocem reakcyi, jaka po najściu Mongołów w całem prawodawstwie objawiać się poczęła. Nie długo wszakże trwał ten stan anormalny, gdyż po wstąpieniu na tron Władysława Łokietka i syna jego Kazimierza, tolerancyjne przywileje Żydów wielkopolskiej prowincyi, do wszystkich dzielnic kraju wprowadzonemi zostały.


ROZDZIAŁ III.


Przywileje.


Zanim postąpimy w opowiadaniu naszem, pójdziemy za przykładem owego wędrowca, który dostawszy się na szczyt napotkanego wzgórza, zwraca raz jeszcze wzrok wstecz, dla objęcia myślą przebytego obszaru.


Pogląd takowy, tem stosowniejszym nam się być wydaje, iż w dotychczasowem kreśleniu poprzedzających epokę dwóch ostatnich Piastów wydarzeń, nie zastanawialiśmy się nad stosunkiem społecznym Żydów polskich do innych mieszkańców kraju, nie odcechowaliśmy wyraźnie owej różnicy, jaka ich w Piastowskiej epoce dzieliła pod obywatelskim względem, od autochtonicznego żywiołu. Bez takowego ścisłego zdania sprawy z zajmowanego przez Żydów stanowiska, przed panowaniem Łokietka, nie będziemy mieli punktu oparcia w dalszych badaniach nad ich położeniem w Polsce, a tem

samem studyum nasze byłoby pozbawione najważniejszego odeń wymaganego warunku, historycznej prawdy.


Po za poetyczną stroną każdego dziejowego faktu, po za ową mglistą obsłoną, ocieniającą skrzydłami swemi surowy, bezbarwny obraz dalekiej przeszłości, kryje się jeszcze strona inna, nie zawierająca w sobie ani szczypty owego świętego prochu, przed którym poświęcone czoła ze skruchą skłaniać się winny… Jestto strona czysto prozaiczna, rachunkowa, ale wiele mówiąca.


W rozważaniu losu Żydów, zwłaszcza, w początkowych epokach ich przybycia do polskiej ziemi, niepodobna uniknąć odkrycia i tej strony, chybaby trzeba było poświęcić istotę rzeczy, dla błędnych fantasmagoryj słowa, co w żadnym razie do celu prowadzić nie może. Trzeba więc, oddawszy przeszłym wiekom należny dług wdzięczności, przeciwstawiwszy szczęśliwe poniekąd położenie Żydów w kraju naszym, temu, które było udziałem ich współwyznawców na Zachodzie, zastanowić się, czyli można dawnej Piastowej społeczności czynić zarzuty z tego względu, iż ta, prócz zapewnienia Żydom bezpiecznego przytułku, nic więcej dla ich wewnętrznego dobra, dla dobra potomków przyjętej generacyi nie uczyniła.


Czem się to dziać mogło, pytają bezstronni badacze, iż naród, który pojęciami cywilizacyjnemi, zwłaszcza w średnich wiekach, górował nad wszystkiemi innemi narody, którego dziejowe karty nie splamione przez długie wieki krwawem prześladowaniem innowierców, znamionują ową wyższość moralną polskiego charakteru, właściwą dobrze uorganizowanym społecznościom, jakim sposobem, mówią naród ten mógł tak długo cierpieć, by w jego łonie znajdowała się ludność zasobna we wszystkie środki korzystnego rozwoju swych sił, a mimo tych zalet, pozbawiona owych czynników wpływowych, mogących przy stosownem pokierowaniu niemi, społeczne jej pojęcia obrócić na dobro całego kraju, a nie na własną i innych szkodę?


Pytanie zaiste godne głębszego zastanowienia.


Chcąc zbadać dokładnie przyczynę tak znaczącego pojawu, trzeba przedewszystkiem dobrze rozeznać, na jakich posadach zbudowaną była monarchia Piastowska, z jakich czynników składała się jej społeczność i czy możebne było podówczas zespolenie się żydowskiego żywiołu z innemi. Odrzucając na stronę kroniki dawne, podające nam wprawdzie wiadomości o miejscowej harmonii mieszkańców i o liberalnych prawach, jakiemi się Żydzi w Piastowskiej epoce cieszyli, przyznać trzeba, że takowe zlanie się dwojga żywiołów w jednę organiczną całość, jak z jednej, tak z drugiej strony możebnem podówczas nie było. Polska średniowiekowa, jakkolwiek nie opierała się na zasadach feodalizmu, nie była jeszcze do tego stopnia przejęta ważnością idei wyznaczenia każdemu ze swych składowych czynników pewnego udziału w ogólnej narodowej pracy, w tym, jakto niektórzy lubili nazywać, społecznym dorobku narodu; nie było w niej jeszcze owego zobopólnego poważania stanów, a każda cząstka narodu, stała nieprzyjaźnie względem drugiej, gotowa przy najmniejszej sposobności toczyć zawziętą o swe dziedziczne prawa walkę. Stan rycerski ufny w swe kastowe przywileje, dumny z tej krwi, którą przelewał na polach bitew w imię niepodległości narodu; stan kmiecy uciemiężony srogiem i prawami, czyniącemi zeń machinę dostarczającą narodowi produktów konsumpcyi, a wśród nich słabo jeszcze funkcyonujący stan mieszczański: wszystko to były zbyt jeszcze nieprzyjaźnie względem siebie usposobione żywioły, by się w krótkim peryodzie czasu spodziewać można było poświęcenia z ich strony interesów kastowych w imię ogólnego dobra, dobra, pojmowanego pod inną zupełnie aniżeli to dziś

ma miejsce, formą.


W epoce tak krytycznej, wśród walk interesów tak sprzecznych, przybywa na widownię ziemi naszej gromada ludzi znękanych długoletniem prześladowaniem, ludzi noszących w swej podróżnej sakwie źródło krajowego bogactwa, w przemyślnych głowach tysiące planów, koncentrujących się z razu w jednym: zabezpieczenia sobie życia i dobytku. Gromada ta przyjęta gościnnie, usadawia się tymczasowo w miejscach ludniejszych, po większej części po miastach, i obywając się przez czas długi bez praw indywidualnych, żyje jedynie nadzieją jutra i ufnością w łagodność charakteru plemienia, w pośród którego osiadła.


Właściwe Żydom zatrudnienie, któremu się w ościennych krainach po wywędrowaniu z Niemiec oddawali, i tu im nastręczyło pola do dalszej w tym kierunku pracy. Oddali się interesom pieniężnym i drobnemu handlowi.


Nie trwożeni w tym zawodzie, mało, a prawie wcale podówczas nieuprawianym w Polsce, żadnemi prześladowaniami, mogli oni bezpiecznie zdobyczami majątkowemi na tem polu osiąganemi, rozszerzać powoli koło swych zajęć, i zwrócić się do handlu przywozowego. Czyniąc to li tylko z wyrachowania korzyści na swoją stronę, bezwiednie pomagali krajowi

do tego stopnia, że książęta uznawszy z czasem potrzebę takiego obrotnego w interesach pieniężnych żywiołu, protekcyjne mu przywileje nadawać poczęli.


Przywileje te, czyli wyjątkowe prawa, bardzo skromne początkowo zakreśliły sobie cele. Zmierzały one bowiem najprzód: do utwierdzenia Żydów w raz obranym zawodzie, do zachęcenia ich ku niemu, przez powstrzymanie surowemi paragrafami innych żywiołów od nadużyć, słowem nie zdawały się wcale zmierzać do zacofania Żydów na drodze społecznego postępu.


Tymczasem inaczej się stało.


Żydzi przybywając do Polski skutkiem prześladowania jakiego w innych doznawali krajach, umyślili w interesie własnego dobra, poddać się z razu pod prawa miejscowe, w nadziei, że te ochraniać ich będą w razie, gdyby im znowu doświadczyć przyszło takich jak poprzednio prześladowań.


Nie ulega wątpliwości, iż gdyby skorzystano wtedy z tak zbawiennego usposobienia Żydów, odosobnienie się ich społeczne od innych mieszkańców, które i dziś jeszcze pod wieloma względami, tak się nam daje we znaki, nie przybrałoby w przyszłości tak zatrważających rozmiarów; lecz przeciwnie, w zarodzie samym przytłumionemby zostało i ci wkrótce staliby się krajowcami w ścisłem tego wyrazu znaczeniu. Przez przywileje jednak, do których model z Niemiec zaczerpniętym został, powstrzymano ich na tak zbawiennej drodze i uczyniono na czas długi zupełnie odrębną w społeczności polskiej cząstką.


Przypuściwszy, że przywileje owe nic w swoich paragrafach niekorzystnego dla kraju nie zawierały, że to była jedyna i zwykle praktykowana w wiekach średnich forma praw, nadawanych przybyszom przez czas ich pobytu w kraju; przypuściwszy nawet, że pod pewnym względem miały te przywileje swoją dobrą stronę; to już tem samem, że żadnych Żydom względem kraju i mieszkańców nie przepisywały obowiązków, że sankcyonowały ich odrębność kastową, mogły wydać i rzeczywiście wydały wcale nie korzystne dla kraju rezultaty.


Rozszerzając koło zajęć ludności żydowskiej, jedynie na drodze interesów pieniężnych i drobnego handlu, nie wdrażały ich wcale do obywatelskich obowiązków, nie określały ich stanowiska do innych mieszkańców, co wszystko główną podstawę społecznego rozwoju stanowi.


Skutkiem tak anormalnego stanu rzeczy, nie dziw iż Żydzi do czasów Łokietka, nie wyrobili sobie żadnego zgoła obywatelskiego stanowiska. Nie tworzyli w narodzie stanu, nie weszli w skład mieszczaństwa, nie złączyli się z ludem wiejskim, ale stanowili oddzielną cudzoziemską korporacyę handlarzy. Słowem, nie uważali się sami, ani też byli uważani jako obywatele nowej siedziby, nowej ojczyzny. Naruszewicz w swojej historyi narodu polskiego, mianuje ich ze względu na dwuwiekowe przed Kazimierzem Wielkim zamieszkiwanie w Polsce, błędnymi obywatelami. I słuszna. Jakżeż bowiem stosowniejsze przysądzić miano Żydom przed-Łokietkowym, jeżeli nie takie, któreby ani oznaczało stałych krajowców, ani też wcale do rubryki krajowej nie należącego żywiołu?


Prawa nadane Żydom, pisze p. Stawiski w swej ważnej rozprawie o stosunkach handlowych w dawnej Polsce, zamieszczonej w B ibliotece Warszawskiej (r. 1859) zupełnie im odrębne i wyjątkowe położenie wyrobiły. Głównie oddano im interesa pieniężne, handel w bardzo określonych granicach, bo temu przywileje miast stały na przeszkodzie: trudnili się więc tym ostatnim o tyle, o ile pakta z miastami zawarte dopuszczały.


Na końcu XV wieku, już Żydzi czuli się ściśnieni przepisami, które im sferę ich działania zakreślały; rozradzając się, usiłują przejść zakreślone koło. Gdy jednak u nas jak wszędzie w owych czasach, każda warstwa społeczna miała właściwe sobie prawa, przywileje i obowiązki, i gdy na tych szczególnych prawach, przywilejach i obowiązkach cały społeczny organizm polegał; gdy z niemi zwykle łączyły się pewne formy, a niekiedy obrzędy religijne, przesiąkające głębiej jak dziś życie publiczne: ztąd poszło, że Żydzi przekraczając zakreślone im koło, spotykali się wszędzie z temi prawami, przywilejami, formami lub obrzędami, którym poddać się nie chcieli, które raczej rozłamać lub podejść usiłowali, nie robiąc ofiary ani ze swych przekonań (socyalnych nb.), ani ze swoich wyłącznych przywilejów. Przyczyny więc starcia i nieharmonii, już w tem samem leżały. Do tego prawa krajowe błądziły w tem, że im nie zostawiały drogi wyjścia z ich anormalnego położenia; Żydzi więcej jeszcze pobłądzili w tem, że niczem się nie przyczyniali do tego, aby otwarcie tych dróg, na drodze prawa zasłużyć i przyspieszyć.“


Nie przypisując wyłącznie jednej lub drugiej stronie winy takowego stanu rzeczy, musimy przyznać, że nieprzyjazne okoliczności przeważnie przyczyniły się do utrzymania Żydów na tak nieobywatelskiem stanowisku. Długie wieki przebywania na południo-zachodzie, gdzie bezpieczeństwo osób i dobytku Żydów na ciągły szwank narażonemi były, odstręczyły ich od chęci dobijania się otwartą drogą obywatelstwa, koniecznego dla każdego w ogóle społecznego żywiołu. Dążenia ich skierowane wyłącznie ku kupieniu się w jednę plemienną całostkę, któraby silniej opierać się mogła wszelkim natarciom stron innych na jej prawa, nadspodziewanie uwieńczonemu zostały przez owe przywileje jak najpomyślniejszym skutkiem. Mogli odtąd pod osłoną z niemiecka przystrojonych przywilejów, dalsze czynić zdobycze, nie występując z obrębu wyłącznych, a w skutek tego i wyłączających praw. Co więcej, ubezpieczali się tem samem na przyszłość od prześladowań, któreby w razie zażądania przez nich praw, wkraczających w dziedzinę innych żywiołów, niewątpliwie z nową odezwały się siłą.


Nie owijamy w bawełnę tak ważnego punktu w pierwiastkowych dziejach Żydów polskich; rozpatrujący się bowiem z uwagą po wszystkich do epoki Piastowskiej odnoszących się materyałach, sam do takowego przekonania przyjść musi a ociąganie się

z wyrzeczeniem stanowczego zdania, nigdy na korzyść dziejów wyjść nie może.


Z drugiej jednak strony, możnaż usprawiedliwić rządy przed-Łokietkowe z zarzutu, iż przyjąwszy już Żydów do ogółu mieszkańców, uznawszy przytem ich ważność i znaczenie dla krajowego przemysłu, nadawszy im mimo swej wyłączności, dość liberalne ustawy, w niczem nie przyłożyły starań do przyswojenia krajowi owego żywiołu, nie starały się o jego uobywatelenie, o rozszerzenie koła jego zajęć, do wyższego nad interesa pieniężne zakresu?


Skutki wykazały, iż nie można.


Stan wyjątkowy, stan wielowiecznego cierpienia, któremu przed immigracyą podlegali Żydzi, wymagał od rządów krajowych owego pośrednictwa między dbałemi o swe prawa autochtonicznemi żywioły, a nową do społecznego organizmu Polski wprowadzoną ludnością. Krwawe prześladowania w dawnych siedzibach doznane, ciągłe zamachy na przekonania religijne Żydów, wyrodziły w nich tę miłość niczem określić się nie dającą, do drogiej po ojcach spuścizny, religii, do wszystkich choćby najpospolitszego znaczenia formułek do niej przywiązanych. Wiara w Najwyższą Istność, nie była dla Żydów uczuciem

przyrodzonem, każdemu społeczeństwu właściwem, ale szczytem marzeń, jedyną ucieczką w godzinie trwogi, najświętszą skarbnicą pamiątek, jedynym celem, do którego dążyli, ich politycznym bytem. Każda formułka do tej wiary przywiązana, była w ich mniemaniu świę­tą, każde z którejkolwiekbądź strony targnięcie się na nią, świętokradztwem. Przyzwyczajeni duszą i ciałem żyć w religii, wpoili w siebie to przekonanie, bolesnem niestety wzmocnione doświadczeniem, że obowiązek obywatelski, który nie mniej jest świętym jak religia sama, a od którego wszędzie odepchniętymi zostali, nie zasługuje na tyle zabiegów zawsze bezowoc­nych, by dlań aż trzeba było narażać się na krwawe prześladowanie, kończące się jak to zwykłe w wiekach średnich bywało, zamachem na całości nietykalność religii.


W takim stanie pojęć Żydów, obowiązkiem rządów było ułatwienie im drogi do szerszego na obowiązek obywatelski poglądu, zniweczenie dawnych przesądów, dowodnem okazaniem, że państwowe prawa dobrze pojęte i w duchu sprawiedliwości wykonywane, nie targają się nigdy na przekonania religijne podległych im społeczności a wpływaniem na umysły pozostałej ludności, uspokajanie namiętności i zawiści kastowych w przyszłości wyrodzić się mogących. Oto pośrednictwo, o którem mówić chcieliśmy powyżej, oto święte zadanie, od którego spełnienia przyszłość Żydów i całego kraju zawisłą była. Że taką drogą w przeciągu paru wieków przeprowadzana kwestya, uczyni­łaby już Żydów w epoce Zygmutów Jagiellonów obywatelami, wątpliwości nie ulega; że jednak wcale inszą postępowano drogą, o tem kroniki współczesne i faktyczne skutki najdowodniej świadczą. Zostawiono Żydom, jak mówiliśmy powyżej, najzupełniejszą swobodę zarządu wewnętrznego, nie określono wyraźnie ich stanowiska względem innych warstw narodu, zaczerpniętemi od Niemców przywilejami, odcięto ich od sieci krajowego prawodawstwa, słowem czyniąc ustępstwo ich wymaganiom, po części, ale tylko po części słusznym, przygotowano sobie zawczasu apatyjny w kraju żywioł, który zwykle długiego szeregu wieków ciągłej pracy wymaga, zanim go można otrząsnąć ze szkodliwych skutkiem długiego odosobnienia nabytych nałogów i wcielić do związku obywatelskiego. Tak samo jak z Żydami, postępowano wprawdzie z innymi osadnikami, ale ci przynajmniej wkrótce po swojem przybyciu do kraju, zaliczeni zostali do krajowców ze względu na przyjęcie praw miejskich, gdy tymczasem z Żydami inaczej rzecz się miała. „Prawa, pisze p. Stawiski we wzmiankowanej powyżej rozprawie, prawa usuwały dowolnie cudzoziemców nie osiadłych, uważały za krajowców tych tylko, którzy prawo miejskie przyjęli. Do tych należeli Ormianie i Tatarzy.“ Widzimy więc, że złe leżało już w samych początkach, przez przeciąg paru wieków powiększyło się jeszcze. Trzeba więc było nadzwyczajnego jakiego zdarzenia, dla podciągnięcia Żydów pod rubrykę krajowców, w razie gdyby zupełnej reformie, zupełnemu przeobrażeniu dotychczasowych stosunków, nieprzychylne okoliczności na przeszkodzie stanęły.


W takim stanie kwestyi żydowskiej, wstąpił na tron Władysław Łokietek. Pojął ów wielki mąż całą doniosłość kwestyi ludowej, obejmując tą nazwą żydowską kwestyę, wiedział on dobrze, jakie usługi oddawali Żydzi krajowi w poprzedzających epokach, jakieby w przyszłości oddać mogli, gdyby tylko mu się udało przeprowadzić reformę pod korzystnemi warunkami.


Pojmując położenie kraju i jego potrzeby, widział on brak pośredniczącego żywiołu między interesami domowemi a państwowem i narodu swego. Na pracowitej rolniczej dłoni, Polsce nie zbywało nigdy; nie posiadała ona jednak wśród autochtonów klassy przemysłowej, któraby zobojętniać mogła zbyteczny napływ miejscowych produktów, stosowną tychże zamianą na inne nie mniej niezbędne, których nie posiadała sama. Żydzi więc jako żywioł obrotny, dotychczas wyłącznie handlem się trudniący, mieli odtąd ten brak zapełnić przyjęciem na siebie obowiązku pośredników między handlem krajowym a zagranicznym, a tem samem nabrali już cechy uprawnionego w narodzie stanu.


ROZDZIAŁ IV.

Stan Żydów za Władysława Łokietka.


Zbliżamy się wreszcie do epoki, w której tak stan kmiecy, jako i ludność żydowska, stopniowo wywalczają, sobie niezawisłe w narodzie stanowisko i ze skromnych ćwieczków podtrzymujących trwałość budowy, niedozwalających rozlecieć się na cząstki tej wielkiej społecznej machinie, która się Państwem nazywa, stają się ruchomemi kółkami, wprowadzającemi w ruch wszystkie elementa narodowego życia. Epoka ta nader ma wielkie dla dziejów Polski znaczenie. Widzimy w niej powstające wszelkie idee, które później posłużyły Kazimierzowi Wielkiemu za punkt oparcia we wszystkich swych wzniosłych zamiarach; widzimy w niej dojrzewającą ideę równości obywatelskiej mieszkańców, jedności i wspólności praw, poczucie obowiązkowych dla kraju ofiar. Niepodobna Kazimierza zrozumieć, nie widząc obok niego posągowej Łokietka postaci. Pierwszy jest uzupełnieniem drugiego, stwierdzeniem wzniosłych jego idei, jego apoteozą, z której jutrznia błogiej dla kraju przyszłości ma wzlecieć.


Po śmierci Bolesława V Wstydliwego wstąpił na tron Leszek Czarny. Śmierć tego króla w 1289 r. spowodowała gwałtowne wstrząśnienie, które przez lat trzydzieści skołataną nawą państwa miotało. W takim stanie rzeczy, czuć się dawała konieczna potrzeba męża, któryby stanąwszy u steru władzy, stanowczo położył kres wszelkim nadużyciom oligarchicznej falangi i państwu pomyślność i znaczenie zapewnił.


Władysław Łokietek tej nadziei kraju nie zawiódł. Dwukrotne wygnanie, długoletnia wędrówka po obcych ziemiach z pielgrzymim koszturem w dłoni, widok zgromadzonych narodów u stóp Piotrowej bazyliki w Rzymie, zapaliły serce młodego króla do wzniosłych celów tak, że za trzeciokrotnym powrotem do władzy, przedsięwziął wszystkie chwile żywota poświęcić szczęściu narodu, a po uśmierzeniu zewnętrznego nieprzyjaciela, zajął się wewnętrzną or­ganizacją państwa.


Dotychczas rządziło się każde księztwo oddzielnemi przywilejami i prawodawstwem. Za Przemysława już usiłowano jednolitą księgę praw dla całego ustanowić kraju, ale dopiero Władysław Łokietek na sejmie w Chęcinach, w myśl tego postanowienia działać począł. Za jego to panowania Żydzi, którzy w skutek ciągłych napadów tatarskich za Bolesława V w opłakanym znajdowali się stanie, teraz pozbawieni przywilejów, wspólnem wszystkim innym mieszczanom prawem, rządzić się zaczęli *)(Łokietek, der die von den Juden inne gehabten Privilegien aufhob, sicherte ihnen durch die für das ganze Land ertheilte Constitution, Schutz und Freiheit, und stellte die Juden ihren Christlichen Mitburgern gleich. Sternberg, Vers, pag 78.).


Jakkolwiek jedyna powaga w kwestyach do historyi praw Żydów odnoszących się, Czacki, nic o tak znaczącym fakcie nie wspomina, a autor, z którego tej wiadomości zaczerpnęliśmy, nie podaje jej źródła; jednak, o ile ze słów Lelewela daje się wywnioskować przypuścić możemy, iż niektóre przywileje, a między niemi i przywilej Bolesławowski, z rozkazu króla uchylonemi zostały, a dawni uprzywilejowani wspólnem i jednolitem prawem rządzić się odtąd mieli.


Wejrzał Łokietek, pisze Lelewel w swych Dziejach Polski, w bezprawia i w upadek prawa polskiego. Zapowiedział tedy, że wszystkie przywileje o tyle szanować będzie, o ile się z powszechnem zgadzają prawem. Powszechne zaś prawo było ziemskie, tojest dawne polskie, które wskrzesić przedsięwziął dla szlachty i kmieci, oraz prawo miejskie tojest niemieckie, czyli teutońskie, dla mieszczan i klassy ludzi tem prawem nadanych. Uprzywilejowani tedy są obowiązani trzymać się tych praw, a stosować do krajowego i do najwyższego sądownictwa *)(Pag. 71. Rozd. p.t. „Porządek i prawa”.).


Słowa te znakomitego historyka, mogą służyć jako potwierdzenie powyższego zdania, że Żydzi za Łokietka cieszyli się wspólnem z innymi mieszczanami prawem; jeżeliby więc ta prawodawcza zmiana nie oznaczała zupełnego równouprawnienia, niemniej jednak mogła mieć znaczenie uprawnienia, kierunku którego doniosłość w obecnej chwili więcej aniżeli kiedykolwiek mamy sposobność ocenić. Nieszczęśliwym tylko wypadkom, które nie dozwoliły Łokietkowi przeprowadzić do końca tak znaczącej reformy, przypisać należy okoliczność, dla której Kazimierz w rozwiązaniu kwestyi żydowskiej znowu rozpocząć musiał swe dzieło od stawiania pierwszych cegiełek administracyjnych urządzeń.


Zniesienie przywilejów za Łokietka i zapewne urzeczywistniony zamiar tego króla, aby całe królestwo jednemi rządziło się prawami *)(Wiszniewski, Hist. lit. pols. II, 402.) i w tem

działaniu Kazimierza znajduje nawet swe potwierdzenie.


Wydając bowiem pierwsze rozporządzenia tyczące się Żydów, odwołał się prawodawca do Bolesławowskiego przywileju, coby miejsca mieć nie mogło, gdy­by za Łokietka przywileje Żydów utrzymały moc obowiązującą, w tym bowiem razie prowadziłby już Kazimierz dzieło reformy w duchu ustaw wiekopomnego ojca swego. Sam fakt zniesienia przywilejów nadanych Żydom przez poprzedników Łokietka, ostatecznie świadczy o dobrych chęciach Wielkiego króla względem niższych warstw krajowej ludności i o energii, z jaką działał w przeprowadzeniu ważnych społecznych zadań. Musimy więc silnie i stanowczo zaprzeczyć wszelkim twierdzeniom, jakoby przyjęcie Żydów do społeczności polskiej, w pierwszych wiekach ich przybycia do kraju i protekcya im udzielona, zawarunkowane były jedynie interesem materyalnym panujących samych, że więc z tego względu naród o pojmowaniu obowiązków towarzyskich nie stał wyżej od wszystkich innych państw Europy Zachodniej. Weźmijmy przed siebie księgę owoczesnych dziejów a z wewnętrzną zgrozą przyjdzie nam czytać opisy strasznych prześladowań, dokonywanych przez rozbójnicze bandy owych rycerzy Palladyńskich, na sztandarze swoim noszących kłamliwe hasło „redresser les torts” na bezbronnej gromadzie Żydów. Usłyszymy z jakiemto wyuzdanem okrucieństwem pastwiono się we Francyi i w Niemczech nad Żydami, jak to owe ostatnie latorośle domu Kapetyngów wypędzały ich z kraju, aby pozostałe po nich majątki zabrać i protoryańskim rozdać kohortom; jakto w kilka lat po tych wypadkach Ludwik X napowrót ich do Francyi przywołuje, by podzielić się z niemi pozostałemi długi, należącemi się Żydom z dawna od francuzkiej szlachty *)(Szajnocha, Szkice T. I.). Nie materyalny więc interes, bo na takowym wówczas nie mniej, jeżeli nie więcej, zależało Francyi i Niemcom, ale idea wyższa, którą późniejsze stwierdziły wieki, główną w zamiarze ojca Kazimierza W. odegrywała rolę. Jeżeli więc stan Żydów pod panowaniem Łokietka nie odpowiadał jeszcze warunkom tak szczęśliwej i korzystnej

dla kraju zmiany, jak to było życzeniem prawodawcy, nie chciejmy przeto rzucać zasłony na tak ważny w życiu narodu objaw, ale przypiszmy raczej późniejszym i to przy końcu panowania Łokietka zaszłym wypadkom, winę niedoprowadzenia do skutku tak ważnej społecznej reformy.


Liberalne ustawy nadane Żydom, wymagały także i po nich pewnych ofiar z dawnych przesądów, które należało poświęcić dla interesów wyższych, ofiar, które atoli ze względu na obywatelską ich cechę, raczej za ustępstwo wymaganiom kraju, aniżeli za skutek restrykcyjnego prawa uważać należy. Mieszkańcy cieszący się prawami tej ziemi, której są obywatelami, nie powinni stać po za innymi w oddawaniu jej żądanych usług. Pojął tę zasadę Władysław Łokietek i dlatego też Jus militare powołało Żydów na równi z innymi mieszkańcami do służby wojskowej *)(Sternberg, pag. 80.). Zawichrzenia wewnętrzne, których widownią była Polska za Łokietka, obowiązek ten czyniły nieuniknionym. Dzieje nie podają nam szczegółów, w jaki sposób poboru tego dokonywano u Żydów, to tylko wiadomo, iż za Kazimierza Jagiellończykam1447 r. zniesiono nakaz poboru żydowskiego żołnierza, ograniczając go tylko do tych Żydów, którzy dobra dziedziczne (bona haereditaria) posiadali.


I formą ubioru nie odróżniali się Żydzi od innych krajowców; nosili bowiem według ówczesnego zwyczaju odzież, podobnie jak szlachta szamerowaną, szable przy boku i złote łańcuchy na szyi (Lelewel). Ta jednak forma pozostała im z dawna, bo Żydzi wkrótce po przybyciu do Polski, odzież krajową przywdziali i tę nosili do czasu, aż im wzbronioną i na kastową zamienioną nie została.


Znajdujemy w Dziejach Polski Lelewela malowniczy opis uroczystości, jaka się po szczęśliwie dla oręża polskiego ukończonej bitwie pod Płowcami, w Krakowie odbyła, uroczystości, w której po raz pierwszy Żydzi, jako stan uprawniony w narodzie, hołd swemu królowi złożyć pospieszyli.


Wysypali się naprzeciw wracającemu ze zwycięzkiej wyprawy pod Płowcami mieszczanie i co było w mieście podówczas narodu. Szedł magistrat, burmistrz z rajcami, szedł wójt z ławnikami, wystąpiły za nim cechy z chorągwiami i bractwa kościelne i prałaci z niższem duchowieństwem i ludu obojej płci co niemiara, i starcy i matki swoje dzieci prowadziły i cudzoziemcy tegoż widoku ciekawi, a Żydzi ze starszemi na czele przybrani w świąteczne ubiory nieśli dziesięcioro Bożego przykazania *)(Lelewel, Dzieje, pag. 79.).


O ile w naszych czasach działalność uboższej klassy Żydów, wyłącznie kramarstwo ma na względzie, o tyle za Łokietka i w ogóle w pierwszych wiekach ich pobytu w Polsce, handel wywozowy i pieniężny przeważnem Żydów był zatrudnieniem. Nie przeszkadzało to jednak innym mieszkańcom w zajmowaniu się handlem. Po miastach widzieć można było krajowców Polaków zajętych ryczałtową sprzedażą zboża, soli, handlujących skórami, pędzących stada koni, trzody bydła, wieprzów i owiec. Widzieć było można po rynkach, sklepy, stragany i kramiki przekupek trudniących się przedażą wszelkiego rodzaju główniejszych dla ludu potrzeb, ale razem zmieszanych w to Żydów, otwierających po miastach swoje kramiki i wszelkiego rodzaju towary do odzienia i pożywienia i do wszelkich potrzeb także przedających *)(Loco cit. pag. 69.). Co do rolnictwa, to zostawało w zupełności w ręku autochtonów.


Żydzi będąc jedynym i pośrednikami między ościennemi państwami a krajem w handlowych stosunkach, sprowadzali z dalekich stron produkta a ztąd rozprowadzali po odległych kończynach zachodu ziemiopłody, korzystając z nieuzasadnionego niczem zakazu, na mocy którego szlachcie zawód handlowy najsurowiej był wzbronionym.


W takich okolicznościach nie dziw, iż przywłaszczywszy sobie arbitralnie, ze wzgardą przez innych odrzucany monopol handlarstwa, starali się zeń korzystać wszelkiemi możliwemi sposobami, co przy ówczesnych stosunkach koniecznie nadużycie zrodzić musiało. Szkodliwe skutki pogwałconej zasady ekonomii politycznej o konkurencyi, aż nazbyt za poprzedników Łokietka widocznemi się stały.


I handel pieniężny przeważnie w ręku jednej klassy pozostający, przy niedostateczności zaradczych środków, szkodliwe dla interesantów następstwa, koniecznie wyrodzić musiał. Wysoki procent, który konsumenci opłacali Żydom, stał się powodem do zażaleń, którym też Łokietek z właściwą sobie energią tamę położyć postanowił i w tym celu wydał rozkaz, iżby Żydzi nie więcej procentu nad 7 od sta pobierali, dalej, by żądanie zwrotu kapitału przez pożyczającego, pod utratą korzyści w ciągu dwóch lat uskutecznianem było *)(Sternberg, według Bandtkiego i Przyłuskiego, 79.). Rozporządzenie to może dać miarę sprężystości, z jaką Łokietek przeciwko nadużyciom z którejkolwiekbądź strony popełnianym, występował. Rozszerzając z jednej strony swobody mieszkańców, nadając im stosowne do ducha wieku prawa; z drugiej musiał stać czujnie na strażnicy ogólnego dobra, nie pozwalając, by prawo zaniedbane w bezprawie przechodziło, co w żadnym razie korzystnie na spokój i bezpieczeństwo wewnętrzne mieszkańców wpływać nie może.


ROZDZIAŁ V.

Żydzi za ostatniego Piasta.


Pojęcia obecne pod względem prawa obywatelstwa owego starorzymskiego jus civitatis, zdaje się dostatecznie są rozjaśnione. Długie przemieszkiwanie na jednem terrytoryum i usługi oddawane krajowi, oto są główne czynniki otwierające wstęp tak jednostkom jako i zbiorowym ciałom, do narodowej świątyni swobód obywatelskich. Nie tak jednak przez długi czas, zapatrywano się na tę kwestyę w wiekach średnich. Podówczas, dla uzyskania praw obywatelstwa, trzeba było koniecznie należeć do jakiego stanu w narodzie, umieć w razie potrzeby orężem stawać w obronie kraju; słowem, trzeba było być jednem z przodowych ogniw w rzędzie jednostek naród składających. Kazimierz Wielki dopiero, nie

uchylając zupełnie dotychczasowo w tej mierze panującego przekonania, począł się starać, aby zasada inna, którą uznał za konieczną dla przyprowadzenia kraju do pomyślnego stanu, w krew i życie narodu weszła, a wszystkie reformy, które podczas czterdziestoletnie­go panowania zaprowadził w wewnętrznym ustroju państwa, zmierzały do wyrobienia w narodzie przekonania, iż nietylko rycerz, którego powołaniem jest ciągłe czuwanie nad nietykalnością ojczystych granic, z praw obywatela korzystać może i powinien, ale także i kmieć w pocie czoła uprawiający zagon roli, uczony oddany obowiązkom swego powołania i skromny handlarz przyczyniający się zabiegliwością swoją do krajowego bogactwa; że i ci, sądził, z ogólnych praw korzystać mają prawo i wspólnej opieki państwa doznawać mogą. Co się tyczy Żydów, miał Kazimierz, o ile to z rozporządzeń wydanych widzimy, dosyć rozjaśnione pojęcia o korzyści, jaką kraj z przypuszczenia ich do swego łona, mógłby odnieść. Szło tylko o to, by nadanemi ustawami, o ile można najbardziej przeciągnąć ich na stronę narodu, zetrzeć z nich ową fatalną barwę cudzoziemszczyzny, a uczynić żywiołem miejscowym, żywiołem, któryby się sam uznawał za domownika a nie za przybysza z dnia wczorajszego.


Chcąc dobrze pojąć cele Kazimierza Wielkiego, trzeba przedewszystkiem mieć na uwadze pewien wzgląd, który, o ile sądzimy, dosyć gorliwie i zręcznie przez długi czas pomijano. Chciano mniej więcej wmówić w czytelników historyi ojczystej, iż protekcyjne rozporządzenia Kazimierza, jedynie „z dobrego serca” jego początek wzięły; że przeto zbyteczna jest, nadawać im jakąśkolwiek prawodawczą wartość. Kazimierz, utrzymują ci psychologowie historyczni, miał nad Żydam i tylko, jak o nad „stworzeniami Boskiemi” litość i dlatego im tak rozległe nadał prawa. Zapatrując się z tego stanowiska na Kazimierza, jako na reformatora państwa, popełnionoby grzech względem jego prawodawczej powagi i ściągniętoby na siebie zarzut jakiejś czułostkowości w rozbiorze wiekopomnych ustaw Króla Chłopków, na czem nikomu zapewne nie zależy. Nie trzeba zapoznawać roli, jaką przedewszystkiem dobre serce w prawodawcy odegrywa; rzecz pewna, że bez tego silnego czynnika, wszystkie po wieki istniejące prawa, do Drakonowskich chyba przyrównaćby nam przyszło; ale zbawienność i mądrość rozporządzeń kłaść li tylko na karb uczuć, nie zdaje się dostatecznie usprawiedliwionym. Serce prawodawcy tysiącznym ulega w pływom i odmianom, stosownie do otaczających okoliczności; źleby przeto wyszedł kraj i sam prawodawca, gdyby ten tylko czynnik przyjęto za jedyny ster w kierowaniu państwową nawą. W prawodawcy przedewszystkiem, obok innych zalet od jego powołania nieodłącznych, górować winien zdrowy, przewidujący zmysł, bo ten tylko przy stałych, szlachetnych i prawych zasadach mocen jest nadać księdze ustaw wartość nieodwołalnych, świętych przykazań wieki przetrwać mogących, ku dobru społeczeństwa, któremu przysądzonemi zostały.


Prawodawcą takiem i obdarzonym zaletami był właśnie Kazimierz Wielki. Nie szedł on jedynie za popędem serca: ono w jego działaniach współrzędną tylko, a nie pierwszorzędną odegrywało rolę. Kierując się pierwszem, musiałby gwoli miłości, jaką żywił dla ludu, pognębionego przez panów, nienawidzieć tych ostatnich; tymczasem on chciał im tylko wydrzeć morderczą broń z dłoni, któraby się w końcu przeciwko nim samym zwrócić musiała, a przywrócić zachwianą sprawiedliwość do posad wytkniętych przez wiekopomnego Łokietka: czynił to więc dla ogólnego dobra, a w tem jego działaniu przebija się przeważnie zmysł prawego, szlachetnych zasad i przezornego króla. Kazimierz Wielki bolał nad losem pognębionych, skutkiem prześladowań osadników żydowskich, ale jego współczucie nie ograniczało się jedynie na wyznaczeniu im przytułku i tymczasowej opieki: chciał on przedewszystkiem zużytkować ich siły na dobro państwa, zwrócić je do uprawy tej gałęzi zatrudnienia, która im w wiekach średnich właściwą była, a którą skutkiem nieprzyjaznych okoliczności kraj zaniedbywał zupełnie; ale, aby to jego życzenie urzeczywistnić się mogło, aby Żydzi poczęli wreszcie uważać tę ziemię, która ich przed dwoma wiekami gościnnie przyjęła, za swoją ojczyznę, aby poczęli czuć całą wyższość stanu osadniczego nad koczowniczym: widział się w konieczności nadania im praw odpowiednich duchowi czasu i potrzebom kraju, praw, któreby same przez się mogły dokonać tak wielkiej i cudownej metamorfozy w stosunkach Żydów do całego państwa. W tych tedy dalekonośnych zamiarach Kazimierza, w tem dotykalnem ziszczeniu przepowiedni, którą przed wieki wygłosił był Platon, nie widać, mimo całej gorliwości w dopatrzeniu się tej strony prawodawcy litującego się nad „stworzeniami Boskiemi”, ale prawodawcę uznającego w każdym mieszkańcu państwa, przyszłego obywatela, a w skutek tego i przyznającego temu wszelkie możliwe prerogatywy do tej przywiązane godności.


Rozszerzyliśmy się może zbytecznie nad tak drobnym szczegółem, do charakterystyki praw Kazimierzowych raczej, aniżeli do historyi Żydów, za jego panowania mogącym się stosować. Są jednak pewne drobnostki, od pomyślnego rozebrania których, rzecz cała może zyskać na jasności i prawdzie. Dla czegóż więc pomijać ten wzgląd, jeżeli on nam może rzucić światło na trochę skomplikowaną kwestyę? Zobaczymy później, iż w ogólnym zarysie nadanego Żydom statutu, nie natrafi się nic takiego, coby zapatrywanie się psychologów historycznych, o którem wspominaliśmy powyżej usprawiedliwiać mogło; co więcej, złe skutki jakie niektóre szkodliwe paragrafy statutu Kazimierzowego w przyszłości pociągnęły za sobą, najlepszą nam będą miarą w osądzeniu, iż Kazimierz jako prawodawca mylił się pod pewnemi względami, wbrew zdaniu psychologów historycznych, w dziedzinę uczuciowości bynajmniej nie wkraczającemi.


Głownem dążeniem ostatnich dwóch dynastów gałęzi Piastowej było stopniowe uprawianie pojedynczych żywiołów składających społeczny organizm narodu polskiego, żywiołów uciskanych przez czas długi ciężkiem brzemieniem, które na nie włożyła możnowładna frakcya. Już Władysław Łokietek, ojciec Kazimierza Wielkiego, pierwszą podwalinę lepszych krajowych urządzeń ustanowić zamierzał, ale opozycya możnych, z którą na każdym prawie musiał walczyć kroku, nie dozwoliła wielkiemu królowi do prowadzić do skutku zamierzonych reform. W rzeczy samej bowiem, nie łatwo było rzeczą w epoce ówczesnej i w takim stanie rzeczy, w jakim się podówczas znajdowała Polska, wystąpić z projektem zniesienia możno władzkiej przewagi panów, z projektem równości obywatelskiej mieszkańców w obliczu prawa; mimo to jednak ani tylokrotne wygnania, ani najazdy nieprzyjacielskie, ani zawichrzenia wewnętrzne nie były w stanie odwieść Łokietka od upragnionego zamiaru. Z godną podziwienia wytrwałością walczył on do ostatka z butną falangą przeciwników, ograni­ czał jej przewagę i darł przywileje niezgodne z duchem mającego się ułożyć prawodawstwa, a choć śmierć przecięła zamiary szlachetnego króla, to jednak zasady, które chciał przeprowadzić stały się dla jego następcy sztandarem , pod którym wywalczone zostało zwycięztwo.


Tym wielkim prawodawcą, silnie miecz gotów do obrony kraju trzymającym w dłoni, drugą ręką ukazującym narodowi księgę ustaw, która dlań od tej chwili miała być przewodnią gwiazdą wśród przewrotów wewnętrznych, był ostatni potomek Piastowego rodu, pierwszy obrońca ludowych i ludzkich praw, Kazimierz Wielki.


Kazimierz wstąpił na tron 1333 r., w chwili, gdy nieład w kraju do najwyższej dochodził potęgi. Nieprzyjaciel zewnętrzny grabił bezustannie granice państwa, swawola uprzywilejowanej klassy nie dozwalała na szybkie i stanowcze przeprowadzenie ustaw zbawiennych dla narodu; handel podupadł, rola zaniedbana dla ciągłej niepewności o jutro, grabieże po drogach publicznych, dokonywane przez feudalnych panów, ze swych zbrojnych kastelli wysyłających hufce najemników, przeciwko kupcom prowadzącym towary *)(J. S. Bandtkie, Hist. nar. pol. Tom I.); nieuszanowanie dla prawa, pobudzające możnowładnych do szukania sobie samowolnie sprawiedliwości: wszystko to wymagało silnej dłoni, któraby ujęła ster rządów z niezłomną wolą doprowadzenia do skutku reorganizacyi państwowej, jakiej się podówczas czuć dawała potrzeba. Nie zbywało Kazimierzowi na tych koniecznych warunkach dobrego rządzenia narodem. Kierując się zasadami wiekopomnego ojca swego, które mu na śmiertelnem już łożu przekazał, wiedział Kazimierz, że wtedy tylko będzie mógł kraj uszczęśliwić, gdy zgodne z duchem ludzkości nada mu prawa, gdy zniesie ową fatalną możnowładzką przewagę, a przywróci równowagę między wszystkiemi klassami i stanami narodu. Ale i najzbawienniejsze zamiary króla, najradykalniejsze środki dla wprowadzenia w wykonanie wszystkich reform, okazałyby się bezskutecznemi, gdyby kraj sam nie czuł potrzeby zmiany tego, co już nie odpowiadało stanowisku ucywilizowanego narodu, co było jedynie attrybutem schorzałości, a nie leżało w charakterze słowiańskiego plemienia.


Feudalizm nie wyrosły na naszym gruncie i wszystkie z niego płynące następstwa, musiały runąć pod naciskiem nowszych pojęć o powołaniu każdego narodu, a w szczególności narodu polskiego. Idea państwa, w duchu starożytnej Hellady i Romy dotychczas pojmowana, musiała ustąpić miejsca pojęciom wyższym, iż nie obywatele są dla państwa, ale państwo dla obywateli.


Widzimy też za Łokietka zjazd w Chęcinach (1331), kładący pierwsze podwaliny z narodowego ducha zaczerpniętych ustaw.


Na gruzach możnowładztwa staje gminowładztwo szlacheckie, pod którego przewodem zwycięztwo pod Płowcami wywalczone; a choć przy końcu panowania tego króla, dawny porządek rzeczy zdaje się na chwilę brać górę nad prądem opinii, nowe zwycięztwo ducha na Wiślickim sejmie (1347) kładzie ostateczny kres roszczeniom możnowładztwa, a stan kmiecy dotychczas w pogardzie i pognębieniu żyjący, stawa na pokładzie rozhukanej państwowej nawy, i nową, świetniejszą państwu zwiastuje erę. W takim stanie rzeczy niepodobna już było, by i kwestya żydowska kroku nie uczyniła naprzód.


Wiedział Kazimierz Wielki, że nadaniem praw żydowskiej klassie ludności, przyspieszyć tylko zdoła pomyślne rozwiązanie ważnej reorganizacyi państwa, i dlatego też, jak drugi Serwiusz Tulliuss starożytnej Romy, tę ostatnią w poniżeniu i zaniedbaniu pogrążoną warstwę przedsięwziął przypuścić do tribus obywatelskiej. Historya wykazuje, o ile on tę zasadę życiem obdarzyć umiał.


ROZDZIAŁ VI.

Światło i cienie.


Drugiego roku po wstąpieniu swojem na tron zajął się Kazimierz przedwstępnemi przygotowaniami do wielkiego dzieła, które w kilkanaście lat potem, na sejmie w Wiślicy ogólną sankcyę narodu otrzymać miało. P zygotowaniem tem było wznowienie przywileju nadanego w 1264 r. Żydom Wielkopolskim przez naddziada Kazimierza, Bolesława Kaliskiego książęcia.


Dekret wznawiający brzmiał jak następuje *)(Według Łaskiego i Vol. L. w Bandtkiem.): „Aby z upływem czasu, królewskie rozporządzenia zapomnieniu nie uległy, słusznie zdrowy rozsądek nakazuje, aby takowe obecnym i przyszłym zalecić pokoleniom. Z tego względu My, Kazimierz z Bożej łaski, Król Polski, Pan i Dziedzic ziem: Krakowskiej, Sandomierskiej, Sieradzkiej i Łęczyckiej, Kujawskiej i Pomorskiej, wszystkim obecnym i potomnym wiadomem czynimy, iż wierni, zdolni Żydzi nasi, przywileje naszego ukochanego dziada księcia Bolesława im udzielone, Nam i Naszym baronom przedstawili, i najpokorniej prosili, abyśmy takowe przywileje Naszym podpisem wznowić i stwierdzić raczyli. Treść przywileju jest co do słowa następująca i t. d.” Tu następuje wyliczenie znanych już nam 36 artykułów.


Dziwnem to być może wyda się komu, iż po tak rozległej reformie Władysława Łokietka, o której na zasadzie znalezionych notat wspominaliśmy, po reformie wymagającej tylko uzupełnień i rozszerzenia pod niektóremi względami, nagle kwestya żydowska stanęła na takim punkcie, iż na nowo ujrzano się w konieczności sztukowania jej przywilejami, odraczając tem samem zasadniczą reformę do kalend grec­kich.


Rzecz ta dziwna na pozór, wyda nam się uzasadnioną, jeżeli zważymy na przeszkody zaszłe przy końcu panowania Łokietka.


Dość przytoczyć, iż wewnętrzny stan kraju po śmierci tego króla, wszelkie zamiary na obszerniejszą zakreślone skalę, uniemożebniał wymagając takich jedynie środków, któreby się z korzyścią do niego zastosować dały. Każda reforma ma to do siebie, iż w szlachetnym podjęta celu, obmyślona na czas jak najdłuższy, z wielkiemi trudnościami i zachody wprowadzona w życie, za natrafieniem najdrobniejszego na drodze swego pochodu kamyka przeszkody, chwiać się poczyna, a nie podźwignięta silną dłonią przyjaznych okoliczności, rozpada się w nicość. Fakt ten nie jednokrotnie już doświadczeniem stwierdzony, w owej epoce miał właśnie miejsce. Rozporządzenia i prawa, które Bolesław 1264 r., Żydom swej dzielnicy nadał, uległy zapomnieniu. Ciągłe między panującemi swary i kollizye, napady Tatarów, dość często się powtarzające, rozerwały prawodawczą nić dotychczas obowiązujących ustaw. Ludność krajowa wycieńczona tyloma klęskami, nie mająca stałych podstaw, na których by oprzeć mogła nadzieję poprawy swego losu, opuściła gnuśnie ręce i podupadła. Uprzywilejowana klassa, tymczasem nieoględnie szafowała majątkami swemi; nie dziw więc, iż w takim stanie rzeczy wzmogła się w łonie Żydów liczba lichwiarzy, od których zaciągać można było sutym procentem opłacane fundusze. To mając na względzie, Kazimierz Wielki usiłował położyć tamę obustronnym nadużyciom i za jedyny do tego środek, użył potwierdzenia, za wspólną zgodą mężów, których zasięgał rady, przywileju żydowskiego, z tą tylko różnicą, iż rozciągnął takowy do wszystkich prowincyj swego państwa, podczas gdy Bolesław jednej tylko prowincyi, mianowicie Wielkopolsce wspomniony nadał przywilej *)(Długosz, Czacki, Maciejowski, Szmitt, Sternberg. „Kazimierz, pisze Naruszewicz, ponowił dziadowskie postanowienie w Krakowie i one pod imieniem swojem i pieczęcią przez ręce kanclerza Zbigniewa, Żydom podać rozkazał.” (Hist. N. P. IV 60).).


W kilkanaście lat później dopiero, to jest 1347 idąc śladem przodka swego Kazimierza Sprawiedliwego, który pierwszy sejm do Łęczycy zwołał i ojca swego Łokietka, za którego to panowania odbyto zjazd w Chęcinach i Małopolskę z Wielkopolską połączono, zwołał Kazimierz stany Królestwa do Wiślicy i na tym zjeździe obwieścił swój statut, ułożony za poradą słynnego podówczas Rajmunda z Neapolu, statut znany pod nazwą Wiślickiego albo Kazimierzowego.


Nie mając potrzeby zastanawiania się nad historyą tego statutu, względnie do punktów kwestyę żydowską określających, nie możemy szczegółowo takowych rozbierać, o tyle jednak, o ile to historyi Żydów za Kazimierza tyczeć się może, postaramy się wszystkie te paragrafy rozpatrzeć pod czterema szczególniej względami, które rzucą światło na całą doniosłość Kazimierzowego statutu, okazując szlachetne zamiary prawodawcy w przeprowadzeniu tak ważnej dla kraju reformy.


Statut Kazimierza, w paragrafach tyczących się Żydów miał na uwadze cztery przedewszystkiem kwestye: religijną, socyalną, administracyjną i handlową, od zgodnego załatwienia których, rozwój wewnętrznych stosunków kraju po wszystkie wieki zależał i do dziś dnia zależy. Reforma Żydów z trudnością przeprowadzićby się dała, gdyby te cztery względy usunięto, albo też jeden z nich tylko z pominięciem reszty na uwadze miano. Ale Kazimierz jako prawodawca, nie mógł w kwestyi żydowskiej jedynie Żydów mieć na względzie, obowiązkiem jego było bowiem starać się, by i druga strona, to jest kraj cały, o ile można najwięcej na tem załatwieniu skorzystała a najmniej utraciła. Uszczerbek, albo korzyść materyalna kraju, zależały od szczęśliwego pogodzenia tych względów z duchem epoki i nowo ustanowionemi prawami.


I tak, co do paragrafów statutu, mających wolność sumienia Żydów na względzie, te jak najrozleglejszy przybrały zakres, pozostawiając samorząd religijny samej interesowanej stronie. O tyle jednak, o ile to od prawodawcy zależeć mogło i powinno było, starał się Kazimierz wejrzeć w wewnętrzny stan żydowskiej gminy, usunąć nadużycia w przyszłości wyrodzić się mogące, postanowieniem, by wyroki sądowe z łona tejże gminy wyszłe, podlegały poprzedniem u rozbiorowi wszystkich jej członków.


Wolność jednak wyznania, ochronę od fanatycznych prześladowań, szanowanie obrządków religijnych Żydów pod szczególniejszą wzięto opiekę *)(W. A. Maciejowski. Ilist. praw. słow. Tom I.). Wiedział Kazimierz, iż od rozciągłości paragrafów mających kwestyę religijną na względzie, zgodne załatwienie innych punktów zawisło, i dlatego też nie wahał się ani na chwilę z wydaniem przepisów, które religię Mojżeszową nie tylko tolerowały, ale nawet pod pewnemi względami w równym rzędzie z panującą w kraju stawiały. Kwestya religii dla Żydów w wiekach średnich, była kwestyą życia; im większą jej

w którymkolwiek kraju swobodę rozwoju przysądzano z tem większą chęcią garnęli się tam Żydzi, że jednak podówczas nigdzie z taką tolerancyą względem niej nie postępowano, jak w Polsce, nie dziw przeto, iż w tej epoce tak wielka liczba Żydów znowu tu z Niemiec przywędrowała. Nie potrzebowali się w tym kraju kryć z odbywaniem swoich religijnych obrządków, ale z pełną ufnością w opiekę narodu i panującego, dziękowali w świątyniach swoich Najwyższemu za przytułek, jaki w Polsce znaleźli. Poczęli w znaczniejszych miastach okazałe stawiać synagogi, jako to: w Krakowie i w Poznaniu. W tem ostatniem mieście uzyskali pozwolenie do wystawienia synagogi naprzeciw kościoła Dominikanów i innej niemniej bogatej przy Żydowskiej ulicy *)(Starożytności Pols. Tom II, pag. 309.). Już samo wystawienie domu modlitwy obrządku Mojżeszowego naprzeciw świątyni katolickiej, rzuca światło na ówczesną tolerancyę wyznań i wzajemne ich między sobą szanowanie się.


Ulica na której te dwa godła duchowego zbratnienia się wyznań znajdowały się, należała w Poznaniu za czasów Kazimierza do okazalszych, a jednak krzyż z wysokości wieżyc kościelnych, harmonijnie odbijał się w szybach okien żydowskiej synagogi, niesłusznie przez czas długi bóżnicą nazwanej. Nie długo jednak trwał jeden z tych znaczących pomników równouprawnienia wyznań za Kazimierza Wielkiego, bo wkrótce po jego śmierci, gdy na tron Piastów wstąpił książę z domu Andegaweńskiego, Ludwik Węgierski,

o którym kronikarz Bielski pisze, że się „wiele złego za niego działo w Polszcze“ wznowiło się okrutne prześladowanie Żydów, następstwem którego było zrównanie z ziemią owej synagogi Nehemiasza, nie wiele lat swego istnienia liczącej.


Szanując przekonanie religijne Żydów, usiłował Kazimierz usunąć ich zupełnie z pod wpływu instytucyj, którym by z urzędu zależało na tem, by o ile można najbardziej paraliżować zamiary królewskie w kwestyi żydowskiej i dlatego statut Kazimierza, zabronił zanosić skarg przed sądy duchowne, w razie gdyby sprawa toczyła się z Żydami. Krok taki usuwał niesnaski wyrodzić się mogące w skutek rezultatu zapadłych wyroków duchownych i zostawiał Żydom wolną apelacyę do króla. Oprócz tego zwrócił Kazimierz szczególniejszą baczność na zniweczenie w narodzie dawnych względem Żydów przesądów, które w Niemczech swój początek wzięły, jużto wydając osobne w tym przedmiocie edykta, wykazujące całą bezzasadność zarzutów Żydom czynionych, a barwę

fanatyczną na sobie noszących; już surowemi karami ścigając niegodziwych potwarców *)(„Roku 1349, pisze kronikarz Bielski, był srogi mór w Polszcze, tak, iż miasta y wsie były puste; a nie tylko w Polszcze, ale po wszelkiem Chrześciaństwie to było. W czym winowano Żydy, rozumiejąc, że wody jakimsić jadem zarażali y przetoż je rozmaicie o to męczono.” Szajnocha w Szkicach swoich podaje opis okrucieństw, dokonywanych na Żydach w skutek tego piekielnego oskarżenia. „W Europie zachodniej, pisze on, ogromne działy się bezprawia na Żydach, z powodu panującej podówczas zarazy.“ Następnie przytacza ustęp z współczesnego tym wypadkom kronikarza, o zażegnywaniach djabła, do którego jakoby udać się mieli Żydzi wraz z podówczas istniejącą sektą trędowatych (fratricelli), poczem dodaje, „wyszło rozporządzenie, by podejrzanych uwięzić, a „przekonanych” spalić .” Widzimy z zestawienia tych wypadków, iż prócz zarazy fizycznej, której źródło medycyna tylko a nie namiętność ludzka wskazać nam jest w stanie, ist­niała jeszcze zaraza moralna, chwilowo przez Zachód udzielona Polsce. Szczęściem jednak, że podówczas na jej tronie panował lekarz tak wzniosłych zamiarów.) W osobnym rozdziale poświęconym opisowi wypadku za czasów Kazimierza zaszłego, będziemy mieli sposobność wykazać, z jaką energią Kazimierz i wyższe polskie duchowieństwo, występowali przeciwko bezzasadnym przesądom gminu, dla którego pozór był podówczas dostatecznym dla potępienia nauki Mojżesza, w swoich zasadach nie skażonej i czystej; tutaj zaś chodziło nam tylko o wykazanie w ogólnym zarysie zasad, któremi się Kazimierz powodował, przy rozstrząsaniu kwestyi religijnej żydowskiej.


Z nie mniejszą gorliwością jak przy poprzedniej, starał się Kazimierz o rozwiązanie tak zwanej kwestyi socyalnej względnie do Żydów, kwestyi, która zresztą sama w sobie wszystkie inne obejmuje.


Nie łatwem jestto zadaniem, obalenie zastarzałych posad uprzedzeń do pewnej cząstki ludności w narodzie samym; podejmujący się przeprowadzić tak owe zadanie z korzyścią dla ogółu, zawczasu musi być przygotowanym na pokątne potwarze i silny opór ze strony ludzi złej woli i dwuznacznych przekonań. Trzeba być mężem wielkiego hartu duszy i wzniosłych zamiarów, by wbrew niechęci licznej falangi źle uprzedzonych jednostek, śmiało wystawiać pierś swoją na pociski z za węgła rzucane z ową zaciętością, lepszej zaiste sprawy godną.


Włościanie i Żydzi za Kazimierza byli właśnie w tem położeniu, że względem nich największych się dopuszczano nadużyć, w tej ufności, iż Kazimierz jako następca dynastyi, która najwięcej przez możnowładzką frakcyę ograniczoną w swych postanowieniach była, nie zdobędzie się na tyle hartu duszy, by sprawę niższych warstw ludności za swą własną zechciał uważać i jej pomyślne rozstrzygnięcie zamierzyć. Tymczasem inaczej się stało. Wiedział Kazimierz, iż dwa te stany w narodzie, najwięcejby swą zabiegliwością, do wzrostu pomyślności w kraju przyczynić mogły, gdyby ich sprawę podjęto i pomyślnie przeprowadzono, że uprzedzenia względem nich wynikły po części z zaniedbania dotychczasowego, w jakiem pozostawała ludowa kwestya. Postawić ją na pierwszym planie i w myśl Wiślickiego statutu obdarzyć życiem, oto zadanie, które Kazimierz spełnić

z niezłomną wolą zamierzył i rzeczywiście spełnił. Szło tylko o to, by silna dłoń jaka dała inicyatywę tak wielkiemu przedsięwzięciu, a tej dłoni nie cofnął przed przeciwnemi okolicznościami wielkomyślny przewodnik narodu. Przykład dobry zawsze idzie z góry, rzecz to dowiedziona i wielokrotnemi stwierdzona doświadczeniami. Przyjmując Żydów pod swą bezpośrednią opiekę, narażał się Kazimierz wprawdzie na potwarze i bezzasadne domysły źle uprzedzonej mniejszości, intelligentna większość jednakże jednomyślnie pochwaliła królewskie zamiary i w myśl takowych ze swej strony również działać poczęła. Mieli odtąd Żydzi udzielony wstęp do higienicznych zakładów na równi z innymi mieszkańcami, mieli zapewnione bezpieczeństwo osób i dobytku przy wstępie do prywatnych domów i oszczędzenie od przykrości na rynkach i podczas jarmarków. W razie popełnionego zabójstwa na osobie Żyda, prawa z niezwykłą surowością ścigały mordercę, nie karząc go już w razie ujęcia pieniężnym okupem (inaczej główszczyzną zwanym), ale gardłem. Chociaż co do tego punktu zachodzi jeszcze pewna wątpliwość, bo niektórzy podają, iż zwyczaj opłacania się za popełnione zabójstwo, nie został za Kazimierza zniesionym, to jednak pewniejsze w tej mierze jest przyjąć, iż kara w razie zabójstwa na osobie Żyda popełnionego, stokroć była surowszą, aniżeli to do czasów Kazimierza W. miało miejsce. Kwestya ta czysto prawna, ukrywa jednak w sobie stronę wzniosłą, godną zastanowienia. Postanowił Kazimierz, aby w razie zażądania ze strony zabójcy listu żelaznego, mającego go chronić przed następstwami czynu, pierwszeństwo w ułaskawieniu zostawionem było krewnym zabitego Żyda, tak, aby ta inicyatywa łaski łagodziła umysły tych nawet, dla których fawory królewskie okazywane Żydom, nie zbyt przyjemnemi były.


Ciągle dążąc ku zbliżeniu Żydów do innych mieszkańców kraju, starał się Kazimierz usunąć poprzednio wszelkie przeszkody, któreby w przyszłości jego widokom i urzeczywistnieniu powziętego zamiaru, na drodze stanąć mogły. Przeszkody te w życiu towarzyskiem zazwyczaj trudniejszemi są do usunięcia, jestto bowiem jedyne terrytoryum, do którego prawo jako prawo, w żaden sposób zastosować się nie daje. Można je siłą wprowadzić, postawić na straży opinii, ale wrazić w serca i zasady jednostek, niepodobna. Przeciwnie. Niechęć ku tej albo owej cząstce narodu żywiona, gdyby jej przyjazne nie przemogły okoliczności wzmogłaby się z większą jeszcze siłą i groźnąby się stała, w razie gdyby ją jakiemiś nienaturalnemi środkami uśmierzyć chciano; nie znajdując punktu wyjścia i objawienia się, tłumiłaby się ona do czasu, by w danym razie wybuchnąć i boleśniejsze od poprzednich zadać ciosy nie sympatycznej cząstce narodu.


Inaczej się dzieje z tak nazwaną niechęcią sztuczną. Tu trzeba przedewszystkiem dobrej woli prawodawcy i szczerości jego zamiarów, by przeszkody o które zresztą w życiu towarzyskiem nie trudno, utraciły moc swoją, a przynajmniej łatwemi były do usunięcia. Na tej właśnie dobrej woli w uczynieniu Żydów żywiołem swojskim, nie zbywało przewodnikowi Wiślickiego sejmu. Żydzi średniowiekowi, jak o żywioł wyłącznie handlem się trudniący, w ciągłej pozostawając styczności z przepisami, które tenże handel albo propagowały, albo też ograniczać usiłowały, zależeli w zupełności od władzy magistratów i osobno ku rozstrząsaniu ich spraw wyznaczonych władz. Łatwo poznać, iż w takich okolicznościach samowola jednostek, niezmierny wpływ na bieg kwestyi żydowskiej, wywrzećby mogła. Pojmując wagę położenia i usterki dotychczasowego prawodawstwa, usiłował Kazimierz usunąć przyczynę starcia i w myśl tego zamiaru, otworzył Żydom wolną drogę apelacyi do tronu. W tem rozporządzeniu widoczna analogia z systematem, którego się trzymał Kazimierz względem poddanych włościan, ci bowiem w razie pokrzywdzenia ze strony panów, mogli się bezpośrednio udawać do swego obrońcy, u którego znajdowali opiekę i sprawiedliwość *)(Tenuiores a potentiorum vi et injuria (sc. Casimirus M.) sedulo vindicabat; ita ut aequior plebi, quam nobilitati esse videretur. Sarnicii: Annal. Pol. L. VII, p. 1147.).


Jak już poprzednio wspomnianem było, punkta tyczące się strony czysto handlowej żydowskiego statutu, mniejszy wprawdzie od poprzedzających przybrały zakres, ale za to większy na przyszłe losy Żydów w Polsce wpływ wywarły. Dążenie do uczynienia Żydów żywiołem krajowym, nie przeszkadzało jednakowoż Kazimierzowi do żywienia w sobie tajemnej chęci, by ta gałąź pracy, której się dotychczas z konieczności oddawali Żydzi, i nadal stała się dla nich jedyną ścieżką prowadzącą do celu; słowem, by Żydzi pozostali przy swym dawnym zawodzie handlarzy, nie starając się wcale o inne środki materyalnego bytu, któreby chociaż mniejszą im początkowo przyniosły korzyść, nierównie jednak pomyślniej na ich przyszłość oddziałaćby mogły.


W tej myśli dają się wytłumaczyć wszystkie punkta statutu tyczące się Żydów. Zapewniona wolność wyznania, ochrona od prześladowań, zniesienie ograniczeń zastrzeżonych w poprzednich statutach: wszystko to zmierzało do opasania Żydów jednym nie rozerwalnym łańcuchem status quo pod względem ich dotychczasowego zatrudnienia. Gdyby podobny systemat zachowany był przy urządzeniu stosunków włościańskich, gdyby Kazimierz Wielki przyjmując do serca sprawę uciśnionych chłopków, dążył tylko do uczynienia ich poddaństwa znośniejszem, a nie zmierzał do stopniowego wyzwalania ich z pod niego na drodze sprawiedliwości i prawa; gdyby jednem słowem, nie żądał widzieć z czasem chłopów obywatelami czynnymi i czującymi całą wartość obywatelskiej w kraju godności; w takim razie, ta chęć utrzymania Żydów na wyłącznem stanowisku handlarzy, z łatwością wytłumaczyćby się dała. Ale Kazimierz podejmując sprawę uciśnionych włościan, widział w jej rozstrzygnięciu środek przysporzenia krajowi znacznej liczby obywateli, którzyby z czasem odznaczyć się mogli w rozmaitych zawodach publicznego życia. Wątła podwalina poddaństwa włościan, poddaństwa zależnego od samowoli ekonomów, runąć miała pod ciosami mądrze ustanowionych praw, na mocy których kmieć miał udzieloną zupełną wolność opuszczenia źle się z nim obchodzących panów, a „pełne obywatelstwo,“ w razie gdyby się chciał poświęcić naukom i kunsztom *)(Rysy dziejów pols. T. I, p. 213.). Wobec tak doniosłego faktu, z trudnością przychodzi nam dziś wytłumaczyć sobie, dla­czego Kazimierz Wielki ustanawiając tak szlachetne, tak wzniosłe prawo dla włościan, uznawszy przytem analogią ich sprawy ze sprawą Żydów, w groźniejszem od poprzednich poddaństwie, bo poddaństwie wiekowym uprzedzeniom i zastarzałym obyczajom pozostających; nie załączył do statutu żydowskiego, paragrafu, na mocy którego ci ostatni zachęconymiby zostali do przerzucenia się częściowego na inną gałąź czynności, jużto przez zajęcie się uprawą roli, sztuk, nauk świeckich, rzemiosł, już znowu handlu, lecz nie wyłącznie pieniężnego. Pomimo bowiem, iż zamiarem Kazimierza było, by Żydzi się stali pośrednikami między handlem ościennych krajów a swojskim; jednakowoż przy takiem uwarunkowaniu rzeczy, ci, widząc dla siebie większą korzyść w zajmowaniu się drobnym handlem miejscowym, aniżeli na wielką osnutym skalę, woleli pozostać przy dawnym swoim zawodzie, a tem samem tracili wszelką chęć do innych zatrudnień.


Jak z jednej strony łatwo sobie wytłumaczyć, dlaczego Żydzi przez cały czas swego pobytu w Polsce, jeden tylko przeważnie stopień działalności tak wysoce rozwinęli; tak z drugiej strony, trudnem jest wytłumaczenie, dlaczego Kazimierz nie zwrócił uwagi na tę stronę żydowskiej kwestyi i nie zapragnął, aby Żydzi stali się z czasem przedstawicielami oprócz handlu, i innych gałęzi czynności ludzkiej. Chcąc przybliżenie przynajmniej rozebrać tę kwestyę, bez naruszenia jej historycznej wagi, trzeba się uciec do wniosku, iż Kazimierz Wielki dwa główne miał powody w uczynieniu Żydów handlowym stanem w narodzie.


Powód pierwszy leżał w tem, iż trudność przeprowadzenia zupełnego żydowskiej kwestyi w okolicznościach niezbyt jej przychylnych, nie pozwalała na jednorazowe rozstrzygnięcie wszystkich względów, któreby się do tej kwestyi odnieść mogły. Być może, iż Kazimierz pojmując to, chciał najprzód uczynić Żydów krajowcami, by potem mógł bez żadnego skrupułu uczynić ich obywatelami. By się zaś stali pierwszymi, koniecznie trzeba było załączyć ich pod rubrykę stanowości, która pierwszorzędną odegrywała rolę na scenie owoczesnego uwarstwowania się narodu. Uczynić Żydów stanem handlowym, znaczyło uznać solidarność ich interesów z interesem kraju. Pod tym względem historya żadnegoby Kazimierzowi nie czyniła zarzutu, gdyby powód podany był rzeczywiście tak stanowczym, że dla niego jedynie trzeba było Żydów otoczyć szańcem handlowości; ale jeżeli się bacznie wpatrzymy w jądro kwestyi, natrafimy na poszlaki, które w zupełności zmienią naturę i znaczenie faktu. Oprócz bowiem powyższego względu istniał jeden jeszcze, dla którego Kazimierzowi Wielkiemu z osobistego interesu zależało na tem, by Żydzi nie występując z raz zakreślonego koła zajęć, stopniowo wzbijali się w pieniężną potęgę *)(W. A. Maciejowski Hist. Pr. Słow. Wyd. I. T. I.). Co do tego punktu widoczna, iż Kazimierz Wielki nie powodował się już taką bezstronnością, aniżeli to przy wydaniu innych paragrafów statutu miało miejsce.


Ułatwiać drogę wszystkim jednostkom w narodzie do nabywania godziwych środków utrzymania lub też do prędkiego bogacenia się, leży w interesie wszystkich sprawiedliwie i rozsądnie kierujących losami kraju; ale ze szkodą klass innych popierać interes materyalny jednej tylko cząstki narodu, oznacza albo zapoznanie powołania prawodawcy, albo płytkość w zapatrywaniu się na domowe sprawy państwa. Zawinili tem przed obliczem historyi wszyscy poprzednicy tronu Kazimierza, iż przeważnie jednej tylko klassie narodu, to jest Żydom, podali we własnym interesie do rąk środki prędkiego bogacenia się, bez względu na to, iż ułatwianie jednej cząstce państwowego organizmu sposobów wzbijania się w pekuniarną potęgę, szkodliwie na pomyślność wewnętrzną innych mieszkańców kraju wpływa.


Zawinili w tem podwójnie, iż przez propagandę handlu między Żydam i tylko, mimowoli stali się przyczyną ich długowiecznego zacofania się na drodze obywatelskich obowiązków, i powodem niechęci, która na widok zabiegliwości Żydów około materyalnych zysków w mieszczaństwie budzić się musiała. Stan taki ani się przyczyniał do dobra Żydów, bo tylko jednostki między nimi bogaciły się, podczas, gdy ogół ich współwyznawców pozostawał w ostatniej nędzy; ani też nie przyczyniał się do wzrostu bogactwa między mieszczanami, którzy jakkolwiek większemi od Żydów przywilejami handlowemi uposażeni byli, nie mogli pierwszym dorównać biegłością w prowadzeniu interesów pieniężnych *)(E. Stawiski: O stosunkach handlowych w dawnej Polsce. (Bibl. Warsz. za rok 1859, z miesiąca Grudnia).). Kazimierz Wielki jako nad wiek w którym panował, rozjaśnione mający pojęcia o powołaniu narodu swego, powinien był w tej mierze odstąpić od dotychczasowo zachowywanej reguły; powinien był, uznawszy już w Żydach żywioł nie cudzoziemski a swojski, przypuścić ich na równi z innemi mieszkańcami, do korzystania z owoców różnorodnej pracy, nie wiążąc ich tak ściśle jednym tylko warunkiem: by się starali o jak największe pieniężne zasoby, jedynie na drodze handlu.


Jakkolwiek o przystosowaniu takowem pojęć wyrobionych skutkiem cywilizacyi bieżącego stulecia, do stulecia będącego jednem z ogniw epoki średniowiecznej, wieleby się dało pro i contra powiedzieć; jakkolwiek na instytucye i rozporządzenia danych wieków li tylko z właściwego tym wiekom stanowiska zapatrywać się trzeba, mimo to jednak niepodobna, mówiąc o przyczynach odosobnienia się społecznego Żydów w Polsce, takowe uwarunkowanie rzeczy w pierwszych zaraz wiekach ich przybycia do kraju, jakkolwiek w wysokim stopniu tolerancyjne, przyjąć za dobre i panegirykiem ominąć.


Wyłączność zatrudnienia któremu się Żydzi w początkach swego przybycia do Polski oddawali, przez długi czas koniecznością wywoływaną będąc, nie zgorszy zrazu na wewnętrzną pomyślność kraju wpływy wywierała. Żydzi doświadczeni we względzie handlowych czynności, zabiegliwością swoją, byli dla innych mieszkańców przewodnikami w zawodzie dotychczas jeszcze przez nich nie uprawianym i zapełniając próżnię napotykaną z powodu braku obiegowego kapitału, przyczyniali się do wzrostu materyalnej pomyślności narodu. Gdy jednak królowie nadający Żydom statuta handlowe, umyślili sami korzystać ze zdobytych przez nich bogactw, już wtedy Żydzi nie z konieczności, ale z interesu umyślili zatrzymać berło handlu w swej dłoni. Ogół mieszkańców tracić na tem nie mógł, boć zdobyte przez kilku bogactwa, pozostawały w obrębie kraju, ale handel po miastach, przy nirównej konkurencyi, malał i co większa, kwestya wspólności interesów między wszystkiemi mieszkańcami cierpieć na tem musiała. „Statuta handlowe, pisze Maciejowski, godziły w to, aby Żydzi mieli nastręczone sobie środki zbierania pieniędzy, którychby w razie potrzeby monarchom udzielać mogli, by posiadali wolność kupowania dóbr miejskich i wiejskich z prawem nieponoszenia przywiązanych do nich ciężarów, lecz opłacania się za nie” *)(Hist. prawod. słow. Tom II, wydanie drugie.). Nie dziw więc, iż w takim stanie rzeczy, Żydzi nie mogli wyrobić w sobie poczucia obywatelskich dla kraju obowiązków. Zachęcani, a nawet przynaglani do ciągłego ubiegania się za materyalnym zyskiem, którym dzielić się musieli z nadawcami tych statutów, pod groźbą utraty onych, tłumili w sobie wszelką chęć do brania udziału w sprawach narodu, które dla nich w takich okolicznościach musiały być obcemi i obojętnemi. Trzeba było w istocie głębokiego poczucia rzeczy oderwanych, trzeba było tak cenić swą przeszłość i ideały przyszłości, jak je cenili Żydzi, by w tej ciągłej trosce o chleb powszedni, w ciągłej walce z materyalnemi przeszkody, nie upaść i nie stać się odrętwiałymi na wszystko co jest zaziemskiem i duchowem. Zarzucano, i podziśdzień jeszcze niektórzy zarzucają Żydom chciwość w nabywaniu majątków, ciągłą troskę o zapewnienie sobie materyalnych zysków; ale gdyby ci, którzy im taki zarzut czynią, zechcieli trochę bacz­niej wejrzeć w ich bolesną przeszłość, zechcieli na chwilę wejść w ich położenie, w którem się przez wieki znajdowali: musieliby przyznać, iż tak zwana chciwość żydowska, ma w historyi swoje usprawiedliwienie, że przeto tylko na drodze obywatelskich swobód zatartą być może i powinna. Pieniądz i pieniądz! Oto oręż, którym Żydzi zawsze przebojem walczyć musieli; przed ich brzękiem jak przed głosem trąby spod Jericho upadały forteczne mury niechęci, gdy ich obywatelską zasługą zdobyć nie można było. Nawet Kazimierz Wielki, ów mąż podniosłego ducha i szlachetnych zamiarów, nie mógł się oprzeć pokusie pozostawienia Żydów pod względem zatrudnienia, w dotychczasowem położeniu, bo ono tronowi pewną korzyść przynosiło i przynieść mogło w przyszłości *)(Okazuje to jasno paragraf statutu: „et hoc ideo, quia ipsi Judaei debent fieri suis pecuniis parati, pro necessitatibus nostris, sicut subditi nostri.“ Stat. Kaz. W.). Tak więc prawa handlowe nadane przezeń Żydom, prawa zmierzające do tego, aby ich przypuścić do dobrodziejstw jakich i mieszczanie używali, a uwolnić od ciężarów jakie wszyscy bez wyjątku mieszkańcy ponosić musieli (Maciejowski), spowodowały w przyszłości to anormalne stanowisko Żydów wobec kraju, a tem samem przyćmiewają nieco zasługę Kazimierza, którą zresztą innemi rozporządzeniami zjednał sobie w obliczu historyi. Kraj na tem urządzeniu stosunków żydowskich zyskał tylko, bo mu przybył żywioł swojski i tysiące rąk do pracy sposobnych; ale Żydom samym wymknęła się z dłoni sposobność okazania, że nietylko na drodze handlu mogą się stać użytecznemi i sobie i swoim współobywatelom.


ROZDZIAŁ VII.

Źródła Kazimierzowego statutu.


Znaną jest każdemu, przynajmniej tym, którzy się nieco historyą prawodawczych pomników Polski zajmowali, polemika J. W. Bandtkiego, wymierzona przeciw Böhme’mu autorowi dyplomatycznych przyczynków do poznania szlązkich praw i dziejów, z powodu,

iż ten z niehistoryczną namiętnością bronił genezy Bolesławowskiego przywileju, przypisując autorstwo takowego li tylko panującym niemieckim *)(„Denn, pisał on, es ist gar nicht warscheinlich, dass in Polens Wildnissen, Rechte erfunden sein sollten, welche deutsche Provinzen (Szląsk!…) angenommen hätten.). Pisarze nasi nie śledząc z należytą ścisłością genealogii dyplomów nadanych przez królów polskich Żydom, które ogólnie biorąc, były tylko ciągłemi potwierdzeniami, jednego i tegoż samego przywileju, zatrzymywali się zawsze przy dacie roku 1264, jako epoce, w której pierwszy prawodawczy pomnik Polski przez Bolesława kaliskiego wydanym został.


Bliższe poszukiwania okazały wszakże, iż rok 1264 nie jest ostateczną granicą pochodzenia tego przywileju, ale że geneza takowego sięga dalej, a nawet wychodzi po za granicę terrytoryum , jakie w wiekach średnich mianem Polski oznaczonem było.


Palma pierwszeństwa wydartą nam została i już od chwili tego odkrycia, nie Bolesław kaliski figuruje jako autor żydowskiego przywileju, ale Fryderyk II, cesarz niemiecki, godny potomek Karola Wielkiego.


Z tem wszystkiem, odkrycie to nie uczyniło ujmy średniowiekowemu prawodawstwu polskiemu.


Macaulay, wypowiedział raz proste ale trafne zdanie, które i do naszej kwestyi z łatwością da się zastosować. „Chluba, mówi on, nie jest po stronie tego, który pierwszy coś dobrego dla ludzkości uczynił, ale po tego stronie, który pomimo wielu współzawodników, najlepiej czegoś dokonał.“


Nie powinni się Niemcy tak bardzo szczycić autorstwem słynnego przywileju. Kto głębiej wejrzy w skutki, jakie takowy w dwóch sąsiadujących z sobą krajach wywarł, przyzna bez wahania, iż kopia zaszczytniejszą ma za sobą historyę, aniżeli oryginał, który mimo całej składanej mu apologii, nie był w stanie ochronić Żydów niemieckich od krwawych prześladowań, jakiemi karty dziejów naszych bynajmniej nie są shańbione.


Wiele w ostatnich czasach pisano o tak zwanym Bolesławowskim przywileju. Mniej daleko w czasach, gdy takowy mógł mieć jeszcze dla Żydów nie tylko historyczną, ale i praktyczną wagę. Pomimo iż przywilej ten przetrwał kilka wieków w kraju naszym, pomimo iż, panujące dynastye kolejno takowy potwierdzały, powiększając go raz mniej, drugi raz więcej znaczącemi interpretacyami i dodatkami; główne prawodawcze i historyczne powagi nasze mało sięnim zajmowały, a wzmiankując nawet o tym przywileju, a raczej o różnych takowego waryantach, nie zadały sobie tyle pracy, aby ziarno od łupin oddzielić i wykazać co w tym przywileju jest pierwiastkowem, a co pochodnem, co pożytecznem a co szkodliwem.


To co zwykle statutem Kazimierzowym nazywamy, nie jest prostem tylko potwierdzeniem przywileju Bolesława, ale jest dziełem prawodawczem, osnutym wprawdzie na tle dawniejszym, ale skończoną w sobie całość stanowiącem, z wybitną swego pochodzenia oznaką. Nie szukajmy statutu Kazimierza ani w Voluminach Konarskiego, ani w Lelewelu, ani nawet w Pomnikach Helcla, bo go w tych źródłach nie znajdziemy. Jan Wincenty Bandtkie, pierwszy dopiero w swym zbiorze, p. t. Jus polonicum, prawodawczy ten pomnik obok potwierdzenia Bolesławowskiego zamieścił, wyznaczywszy mu wbrew zdaniu Długoszów i Konarskich, pierwszorzędne w pantonomii ojczystej miejsce. Obok tego dyplomu jednak, zamieścił Bandtkie i waryant onegoż, w starych znaleziony manuskryptach, nie objaśniając nas, jakie znaczenie przypisać takowemu należy, i czy ów waryant jest dziełem samego Kazimierza, a jeżeli niem jest, kiedy wydanym został, w skutek jakiej okoliczności, co wszystko naturalnie, wielkieby na ów pomnik prawodawczy rzuciło światło i krytyce należyte takowego ułatwiło ocenienie.


Tak Naruszewicz jak i Czacki, nie umieli nam również wytłumaczyć, dlaczego waryant Kazimierzowego potwierdzenia, znacznie od pierwiastkowego przywileju jest obszerniejszym i zkąd pochodzą umyślnie w jego treści odmiany. Naruszewicz wzmiankuje tylko, dziwnym wiedziony instynktem, iż być może, że wolności nadane przy końcu panowania Kazimierza, Żydom, o których w znanym ustępie Długosz wspomina, innemi były od tych, które Bolesław nadał i sam Kazimierz potwierdził. Słowem, była to dość ciekawa kwestya, której rozstrzygnięcie nowoczesnej dopiero krytyce i poszukiwaniom przysądzonem zostało.


Dr. Gumplowicz, mając przed sobą oryginalne dyplomata w kancelaryach rabinów krakowskich przechowane i urzędowe tychże tłumaczenie na język pol­ski, doszedł po długich staraniach do pomyślniejsze­go od swych poprzedników rezultatu, tak, że obecnie

jesteśmy w stanie ocenić należycie wartość prawodawczego Kazimierza W. pomnika *)(Dziennik lit. Lwowski z 1860 i Jutrz. z 1862 r.).


Zestawiając dyplomy Sobieskiego, Augusta III, i Stanisława Poniatowskiego, nadane Żydom z textem waryantu Bandtkiego B. III *)(Jus polonicum. Warsz. 1831.), i potwierdzeniem przywileju Bolesławowskiego przez Kazimierza W. uskutecznionem, jak z jednej strony, zauważył zgodność tych wszystkich dyplomów między sobą, tak z drugiej, widział różnicę, jaka między powyższemi dyplomami zachodzi, a textem przez Łaskiego kanclerza zachowanym. Różnica ta, nie mogła pochodzić z fałszywej wersyi jednego z tych dyplomatów, ale przyczyną takowej musiała być nie jednoczesna tych dokumentów redakcya, co też i w rzeczy samej ma miejsce.


Potwierdzenie Kazimierza u Łaskiego brzmi: „My Kazimierz, oznajmujemy, że gdy do nas przyszli nasi wierni Żydzi, i okazali nam przywilej książęcia Bolesława, i prosili abyśmy go im potwierdzili i t. d. więc potwierdzamy pierwsze nadanie.“


Waryant zaś potwierdzenia Kazimierza w Kod. B. III, brzmi: „ponieważ przyszli do nas Żydzi nasi, przynosząc nam przywileje Bolesława, my ten przywilej ze statutami naszego królewskiego majestatu potwierdzamy etc.“


Wszystkie zaś trzy dyplomata mają zgodnie: „my ten przywilej ze statutami naszego królewskiego majestatu potwierdzamy.”


Jest tu więc mowa o całkiem innem nadaniu jak u Łaskiego, mianowicie jest tu mowa: 1) o przywileju Bolesława, 2) o statutach własnych Kazimierza W. Waryant Bandtkiego, jak i dyplomata które miał przed sobą Gumplowicz, są bez daty, kończąc się tylko słowami: et ut omnia praemissa robur perpetuae firmitatis obtineant, ad praesens privilegium, sigillum praesens est appensum.


Ten brak daty, pisze Gumplowicz, zdaje się wprowadził w błąd Bandtkiego, bo nie rozmyślając wiele, suponował datę 1334 r. i zmieszał go z przywilejem owoletnim. Rozważając zaś, że ten bez daty przywilej, jest daleko obszerniejszy, aniżeli tamten z roku 1334, że wszystkie tamtego paragrafy w tym są uzupełnione i wykończone, nie podpada wątpliwości, że przywilej ten waryantu i dyplomatów, być musi daleko późniejszym od r. 1334. I otóż pod rokiem 1356 mówi Długosz: „ad preces quoque praefatae Esther Judae et libertates (Judaeis)… concessit.“ W tych ciemnych dotąd i niezrozumianych słowach Długosza znajduję dowód, że nadanie takie istniało, i znajduję ślad tego drugiego nadania, pochodzącego zatem z roku 1356 *)(Loco cit.).


Zgadzając się z Gumplowiczem co do ostatniego punktu, uczynim tu ogólną uwagę, iż jakkolwiek zdanie Długosza wielce nam tak zawiłą dotychczas kwestyę rozjaśnia, jednakowoż nie możemy się zgodzić na przypisanie tak błahym powodom, powtórnego potwierdzenia tyle ważnego dla Żydów statutu.


Musiały być insze ważniejsze przyczyny, które skłoniły Kazimierza do nadania Żydom tak rozległych wolności, widocznych zwłaszcza w artykułach określających ich prawa do dóbr niewypłacalnego dłużnika (§ 19). Zadanie nasze nie dozwala nam, abyśmy szczegółowy rozbiór wszystkich punktów Kazimierzowego statutu na uwadze mieli; z historycznego stanowiska naszego, możemy tylko podnieść jeden ważny wzgląd, całą doniosłość prawodawczej pracy Wielkiego króla wykazujący. Potwierdzenie przywileju i późniejsza ponowna takowego redakcya, wykazują nam, jak szybko pod opiekuńczem berłem Kazimierza, rozwijały się stosunki mieszkańców państwa, i jak względnie do powiększania się potrzeb ludności krajowej, prawodawca rozszerza ciągle swobody raz już potwierdzone, nie zamykając ich w zaklętem kole status quo. Wprawdzie były to tylko spiralne, zawsze do jednego dążące ogniska, nie zbyt, jakeśmy to w uwagach nad przywilejami wykazali, pod socyalnym względem korzystnego; w każdym jednak razie sądząc ze stanowiska epoki średniowiekowej, jest to fakt wielkiej doniosłości, rzucający światło na prawodawczą pracę Wielkiego króla.


Pod Kazimierzowym statutem następne znajdujemy podpisy: Spicymira kasztelan krakowski, Niszczyna sandomierski, Mikołaj wojewoda krakowski, Andrzej łowczy, Krzywosandy podkomorzy krakowski *)(Staroż. pols. T. I, p. 342.).


Tak więc ziarno owego przywileju żydowskiego, pierwiastkowo za Fryderyka II cesarza, z 16 punktów złożone, później przez Fryderyka Bitnego do 30 powiększone, a przez Bolesława kaliskiego potwierdzone, z dodatkiem sześciu nowych artykułów, przetrwało aż do ostatnich czasów Rzpltej polskiej, obiegłszy przedtem jeszcze ziemie niemieckie i zachodnio-słowiańskie, gdzie wszędzie mniej lub więcej ważny wpływ na losy uprzywilejowanych wywierało. Koleje tego przywileju nader są ciekawem w historyi Żydów polskich zjawiskiem i dlatego uwag naszych nad nim, rozdziałem tym nie zamykamy.


ROZDZIAŁ VIII.

Żydzi i miasta.


Niesłusznie utrzymywano przez czas długi, iż rola Żydów na scenie wypadków dziejowych kraju naszego, była najzupełniej bierną, że wśród tylu zadań, które szeregi pokoleń następnym przekazują pokoleniom, zachowywali się oni zawsze obojętnie, nie biorąc najmniejszego w nich udziału. Rzeczywiście, gdybyśmy przyjęli za zasadę, że wszelka korzystna działalność w narodzie, uwydatniać się winna i uwidomiać czynem, bezpośrednio, w takim razie przyznaćby potrzeba było, iż Żydzi do tej ogólnej massy dzieł spełnionych w kraju i dla kraju, nader małą przysporzyli daninę; ale, jeśli natomiast przyjmiemy, jak też to zazwyczaj się dzieje, iż pożytek krajowi przynoszony w darze, niekoniecznie bezpośrednio objawiać się winien, ale pośrednio, wszelkiemi możliwemi środkami, wtedy przyznamy, iż oni nie mogą i nie powinni być wykluczani z rzędu czynników niezbędnych dla krajowego dobrobytu.


W wiekach średnich, gdzie skutkiem panującej powszechnie idei feodalizmu, jedna tylko klassa pierwszorzędna w narodzie, mogła mieć otwarte do działania pole, podczas gdy inne, obwarowane siecią restrykcyjnych ustaw, szukać musiały odpowiednich dla się warunków bytu, w wiekach średnich, działalność Żydów nie mogła się inaczej i innym symbolem, jak tylko na drodze handlowej i przez pieniądz uwidomić. Gdyby nie ten brzęk metaliczny, odzywający się do nas z pośród ciszy ubiegłych wieków, możnaby było mniemać, iż w rzeczy samej Żydzi niczem nie przyśli krajowi w pomoc, niczem nie przyłożyli się choć w części do jego dobrobytu.


Pieniądz u Żydów w wiekach średnich, a nawet i później, zastępował miejsce ich rąk do pracy sposobnych; onto na polach bitew, stanowiących o losie narodu, przejawiał się w postaci płatnych najemników; onto zastępował miejsce obowiązków obywatelskich; on wpływał na rezultaty karzącej sprawiedliwości; on upiększał dwory magnatów i królów; onto na sejmikach i zjazdach forytował partyzantów rywalizującym stronom; on podtrzymywał świetność chylących się do upadku domów; on ochraniał posiadaczy tego talizmanu od czasowych kollizyj, na które w razie przeciwnym nieuchronnie narażonemiby byli. Nie sądźmy jednak, iż w razie, gdzie rola żydowskiej monety, mogłaby rzeczywiście stać się honorową-narodową, że tak rzec się godzi, do niej się udawano…


Były bowiem wypadki w historyi naszej, gdzie pieniądz więcej od orężnego współudziału znaczył, zwłaszcza, gdy się miało do czynienia z przeciwnikiem, który jedynie w imię tego argumentu podnosił broń przeciwko Polsce. Natenczas uchwalano podatek, mający na celu wykupno zabranej części kraju. Każdy żywioł krajowy, miał być w tym okupie reprezentowany, stając się przez to samo solidarnie ze sprawą ogółu związanym.


Żydów zawsze wykluczano z tego honorowego obowiązku. Między innemi faktami znanym jest jeden z czasów Jagiełły, w kilkanaście lat po Kazimierzu W. zaszły, gdy szło o wykup ziemi Dobrzyńskiej z rąk Krzyżaków, którzy ją mieli w zastawie od czasów Władysława Opolskiego, książęcia (1378) wicekróla polskiego. Zwołano roku 1404 sejm powszechny w celu uchwalenia podatku, potrzebnego do wykupu tej ziemi; w razie zaś gdyby Zakon wahał się dłużej z wydaniem drogocennego zastawu, orężnie miano tę sprawę zakończyć. W rzeczy samej tak się stało. Powołano wszystkie bez wyjątku klassy mieszkańców do opłaty tego podatku, nie wyjmując Tatarów w Czerwonej Rusi zamieszkałych. Żydów wykluczono z listy składkodawców *)(Starożyt. Polskie, Tom II. Poznań.) Fakt ten sam przez się może być świadectwem, w jaki sposób zapatrywano się podówczas na kwestyą współudziału wszystkich klass ludności w sprawach cały ogół obchodzić mogących, co więcej, może rzucić światło na stosunki Żydów, w jakich pozostawali względem kraju, stosunki, pozbawione wszelkich odcieni obywatelskości, tak

ważną rolę w dziejach krajowych grającej. Zmieniły się czasy, zmieniły i wyobrażenia, ale skutkiem wieków nabyte nałogi, nie mogły Żydów tak prędko odzwyczaić od odosobnienia socyalnego w jakiem pozostawali i uczyniły ich tem, czem się nam w ubiegłej historyi kraju przedstawiają. Jeżeli co działali w interesie narodu, działali to bezwiednie, bez poczucia obowiązku skłaniającego do czynu. Współcześni, tej korzyści jaką krajowi przynosili Żydzi, ocenić nie mogli — bo zwykle oko teraźniejszości nie może dostrzedz tych względów i stosunków bytowych, które dopiero następne wieki z właściwej zdolne są ująć strony. „Od najdawniejszych czasów, pisze Surowiecki, trudnili się Żydzi znaczną częścią pożytecznych przemysłów; pod Piastami już przykładali się znacznie do handlu tak wewnętrznego, jak o też i zagranicznego. Ale te ich przysługi większej części wydawały się niczem“ *)(O upadku przemysłu i miast w Polsce. Wydanie Turów.). I dziwić się nawet temu nie można — kiedy sami Żydzi nie czuli, iż działają z korzyścią dla ogółu, bo działali z poczucia osobistej potrze­by — z konieczności.


Z takiego uwarunkowania rzeczy, wynika ten dziwny wzgląd, iż dzisiaj zapatrując się na dzieje Żydów pod panowaniem Kazimierza, niepodobna nie uznać tej prawdy, iż działalność Żydów, korzystna dla kraju, objawiała się przeważnie w pożyczaniu kapitałów, potrzebnych do urzeczywistnienia i wprowadzenia w wykonanie wszystkich zamiarów Wielkiego króla.


Z natury rzeczy i stosunków ówczesnych, wynikło, iż Żydzi w wiekach średnich, a zwłaszcza pod panowaniem Kazimierza Wielkiego, zastępowali instytucye kredytowe, brakujące podówczas i niemożebne, z powodu przepisów kościelnych co do procenta *)(Stawiski: O stos. handl. w daw. Pols. rok 1859.). Kazimierz podejmując tyle ważnych dla kraju prac, widział w posiadanym przez Żydów kapitale skuteczny środek doprowadzenia do skutku zamierzonych celów. Dbały o polepszenie bytu mieszkańców, nie mógł obojętnie patrzeć na drewniane domki, któremi się podówczas zabudowywały miasta, postanowił przeto w ich miejsce, wystawić trwalsze — murowane *)(S. Sarnickiego. Annal. Polon. Lib. VII. p. 1146.). Przytem utrudnienie kommunikacyi handlowej, wymagało większej liczby miast, na traktach bardziej uczęszczanych. Wszystkiemu temu zaradzić można było tylko za pomocą olbrzymich kapitałów, a których w ówczesnych okolicznościach, ze strony mieszczaństwa, słabo jeszcze funkcyonującego, nie można się było spodziewać. Żydzi, przyzwyczajeni w innych krajach do ryzykowania pieniędzy na wszelkie handlowe przedsięwzięcia, z chęcią przystąpili do zawarcia zażądanej przez Kazimierza pożyczki, i dostarczyli mu odpowiedniego funduszu dla wystawienia, lub też obwarowania 70 miast *)(Les Israelites de Pologne; par Holl. I.), których wyszczególnienie w każdej większej historyi polskiej znaleźć można. Według Czackiego, do tej pożyczki przyczynili się także i obcy Żydzi, widząc w królu takim, jakim był Kazimierz, odpowiednie swym warunkom rękojmie. Dla naszych Żydów, pożyczka ta, oprócz korzyści jaką nastręczała, była i z tego względu pożądaną, że w niej widzieli poręczenie na przyszłość nadanych świeżo praw i zobowiązanie się niejako ze strony króla, do ich utrzymania.


Jednakowoż sam fakt dostarczenia kapitałów do budowy miast, przez Żydów, nie byłby tyle znaczącym, gdyby doń nie był przywiązany jeden wzgląd, nadzwyczaj ważny dla stosunków miast między sobą.


Wszędzie bowiem, gdzie tylko nowa osada miejska wznosić się poczęła, ludność różnych części kraju, mająca z początku wstręt do wszelkich wędrówek w nieznane sobie okolice, szła jednak za przykładem Żydów, którzy do takowych osad się garnęli i również przenosiła się do nich ze swym dobytkiem. Przez to przeludnienia miejscowe usuniętemi zostały, a kraj zyskał na tem utworzeniu się nowych ognisk handlowego ruchu. Gdzie tylko Żydzi osiedli, zaraz z właściwą sobie skrzętnością zaprowadzali stosunki z ościennemi miasty, krzewili przemysł, a skutkiem tego i bogactwo krajowe.


Wszystkie te po większej części założone osady przez Kazimierza, słyną dziś jako miasta ożywione i produkcyjne, w czem największą zasługę, jak słusznie utrzymuje Surowiecki, położyli dla kraju Żydzi. „Wyjąwszy kilka miast znaczniejszych, pisze on we wzmiankowanym powyżej dziele, gdzie panowie czasami rozrzucali swoje dochody, wszędzie prawie samym Żydom winna Polska ocalenie handlu i rękodzieł.” To rozprzestrzenianie się Żydów po wszystkich zakątkach kraju, a zwłaszcza po miastach, tłumaczy się jeszcze jasno tem, że za czasów Kazimierza, mieli oni na mocy statutu im udzielonego, zupełne prawo i swobodę przesiedlania się i pobytu, gdziekolwiekby ich interesa kraju powołać mogły. Każdy Żyd — według słów statutu Kazimierzowego — mógł wolno i bezpiecznie iść, przechodzić, jechać, bez wszelkiej przeszkody i aresztu, od miasta do miasta, z prowincyi do prowincyi Królestwa i podług zwyczaju z zupełnem bezpieczeństwem mógł prowadzić i przenosić swoją własność i rzeczy albo towary jakiekolwiek, mógł takowe przedawać i inne kupować, zamieniać i ku użyciom upodobanym i dowolnym obracać; mógł je w mieście i miasteczku zostawiać, stać z niemi i bawić jak mu potrzeba wypadała, we wszystkich miastach i miasteczkach, wsiach i innych miejscach Królestwa, doznając, jak każdy obywatel, pewności i bezpieczeństwa, nie opłacając przytem ceł większych od Chrześcian.


Żydzi osiedli w miastach, nie mieli wyznaczonych osobnych miejsc lub dzielnic, ale zmieszani z ludnością, żyli wśród niej, przyswajając sobie powoli wszystkie obyczaje właściwe narodowi, wśród którego osiedli i przyjmując ubiór narodowy, wraz z szablami, które podówczas i mieszczanie nosili, nie dla obrony osobistej, jak niektórzy sądzą, ale z chęci naśladowania ówczesnego stroju szlachty *)(Gołębiowski: O ubiorach w Polsce. Graetz: Gesch. der Juden. Caro: Gesch. Polens.).


Polska bowiem za Kazimierza Wielkiego, nie przyjęła jeszcze była owego systematu rozgraniczania klass ludności wałami i fossami, jak to w innych krajach miało miejsce, rozgraniczania, które samo przez się jest w stanie budzić niechęć między mieszkańcami i opóźniać dzieło socyalnej reformy.


We Włoszech było w zwyczaju, wyznaczać Żydom po miastach osobne ulice lub kwatery całe, pod pretekstem zabezpieczenia ich tym środkiem od kollizyj z ludnością. Mniej zwyczaj ten zachowywanym był w Niemczech *)(Jost. Allg. Gesch. des Is. Vol. Tom II.). Z czasem odgraniczanie to nabrało pewnej sankcyi urzędowej i stało się prawem zwyczajowem, ze względu na wygodę, którą przedstawiało w stosunkach wewnętrznych kraju i jego spokojności. Ztąd też powstała we wszystkich miastach nazwa żydowskich ulic, żydowskich dzielnic. W nich, jakby w osobnych gminach, urządzali Żydzi swoje stosunki życiowe. Zaprowadzali szkoły, szpitale, łaźnie, nadzory synagogalne, domy modlitw, zaprowadzali rękodzielnie, przy mniejszej nawet fachowej zdolności robotnika funkcyonować mogące; do większych bowiem zakładów fabrycznych, gdzie znajomość fachowa jest konieczną, nie dopuszczano ich: cechy zaś w wiekach średnich powstałe, odtrącały Żydów od siebie. Rzeczy zbytkowe, więcej znajomości sztuki i biegłości artystycznej wymagające od robotników, nie mogły przeto być przez nich uprawiane i dlatego musieli Żydzi poprzestawać na tych tylko zajęciach, które potrzebują mniejszej lub większej wprawy praktycznej a nie teoretycznej znajomości: słowem, w takich dzielnicach organizowała się odrębna klassa ludzi, z pozostałymi mieszkańcami miast, jedynie w pieniężnych stosunkach zostająca i przez te stosunki jedynie do nich zbliżona.


Odosobnianie Żydów od innych mieszkańców, stopniowo przekradało się i do ościennych krajów, tak, że i tam poczęto ustanawiać żydowskie Ghetta, nakształt rzymskich, albo tak zwane Juderia, jak w Hiszpanii, otaczając takowe dokoła murami i bramami zamykanemi na olbrzymie upusty w nocy i w dni świąteczne.


U nas w Polsce podobnych środków oddzielania, nawet i w wiekach średnich nie używano, a jak zobaczymy, dopiero po śmierci Kazimierza Wielkiego napotykać się takowe, w niektórych miejscowościach, dają. Z dziejów, podań i przywilejów najdawniejszych nie widać, aby mieszkańców miast polskich prócz samego powołania, dotykalnie różniono od reszty narodu. Różne były wprawdzie prawa i zwyczaje między nimi, ale jednych swobód towarzyskich używał rolnik, mieszczanin, obrońca kraju i handlarz, bo, jak mówi Surowiecki, każdy z nich był dziś jednym, a jutro drugim. Żydzi osiadając w miastach, nie kupili się w jednę całostkę odgraniczoną murem od innych, ale zmieszani z tłumem, używali swobodnie swoich praw i przywilejów, niemi tylko różniąc się od pozostałych mieszczan.


W niektórych np. miastach Wielkopolski, domy żydowskie przytykały do klasztorów, co zważając na ducha nietolerancyi, jaki w całej średniowiekowej panował Europie, jest już bardzo znaczącym dowodem, pełnego wyrozumiałości usposobienia narodu naszego. „Podanie niesie, czytamy w Wspo­mnieniach Wielkopolski hr. Raczyńskiego, że do rozprzestrzenienia zabudowań klasztornych Franciszkanów w Gnieźnie, zakupiono wtenczas kilka domów żydowskich, co niejakie ma podobieństwo do prawdy; wiadomo bowiem że właśnie w tym czasie, Żydzi w Wielkopolsce przywileje od Bolesława księcia uzyskali; wiadomo także, że domy ich w późniejszych czasach, pod sam klasztor dochodziły. W tem to miejscu, przed kilką laty po rozebraniu domku klasztornego, znaleziono w ziemi dość znaczne srebra, a między niemi kubek z napisem hebrajskim. Do

dziś dnia podanie głosi, że Żydzi wtenczas ofiarowali klasztorowi znaczną summę, za pozwolenie odkopania i przejrzenia zasypanych sklepów klasztornych, na co jednak nie zezwolono *)(Wspom. Wielk. Tom II, pag. 367.).


Wprawdzie w niektórych miejscowościach, jak np. w Piotrkowie, mieszkali Żydzi za Kazimierza Wielkiego po przedmieściach, ale nie z przymusu, lecz z powodu, że im siedlisko to interesa handlowe, jako nader dogodne wskazywały. W Piotrkowie bowiem, na przedmieściu żydowskiem, stał podów­czas ratusz i zamek królewski, w około których, jakto zazwyczaj w dawnej Polsce się praktykowało, ulokowane były kramy i kramiki; z tego też względu i Żydzi tam przemieszkiwali *)(Staroż. polskie. Tom II.).


Książęta dopiero z czasem wpłynęli na odróżnienie się ich zewnętrzne i ta była pierwsza miedza, która zaczęła prawnie przedzielać mieszkańców kraju polskiego i która przy innych okolicznościach nie mało dopomogła do dalszych ich przedziałów *)(Surowiecki.).


W żadnym jednak paragrafie Bolesławowskiego a później Kazimierzowego statutu, nie znajdujemy rozkazu odgraniczenia zewnętrznego Żydów od mieszczan. Wzgląd ten zupełnie jest pominiętym i straconym z uwagi przez prawodawcę. Trzymając się tej zasady, iż nie religia, ale przemysłowość stanowi miasta, uważał Kazimierz wszelkie odgraniczenie ludności w zamieszkiwaniu, lub też ograniczenie jej w swobodach towarzyskich, za szkodliwe dla wewnętrznej pomyślności państwa. Dlatego też wolno było Żydom wznosić wszędzie wspaniałe synagogi i akademie, posiadać nawet dobra *)(Charles Malo. I’histoire des Juifs. pag 353.). W samym Krakowie mieli oni własne sądy, w osobnym pomieszczone gmachu, które wyrokowały tak w sprawach cywilnych, jako i kryminalnych *)(Loc. cit.).


Das wissen wir bestimmt, pisze Dr. Caro *)(Gesch. Polens. Cz. II, p. 540. Gotha. 1863.), das König Kasimir, unangefochten von den kanonischen Beschränkungen, gerade in den südöstlichen Provinzen die Lage der Juden, zum Wohle des Landes zu fördern suchte. (Roepell, Verbr. des Magd. Stadtrechts, p. 283). So sicherte er ihnen, z. B. in Lemberg freie Religionsübung zu, und gestattete ihnen, ihre Rechtsfälle nach ihrer eigenen Gerichtsbarkeit zu entscheiden. Sollte es ihnen aber erwünscht sein, das Magdeburger Recht in Anspruch zu nehmen, so stünden ihnen diese Rechtsmittel offen.“


Nie dziw więc, iż w skutek takowego pojmowania zasady obywatelskiej swobody mieszkańców, dobrobyt krajowy stopniowo się wzmagał i pożądana reforma zewnętrzna u Żydów szerzyć się poczęła. Z pozostałych po dziś dzień kronik owoczesnych i z dzieł nowszych historyków, przekonywamy się jak szybko dojrzewa owoc reformy, gdy troskliwa o dobro narodu ręka pierwsze jego ziarno zasiewa. Gdy z jednej strony, Kazimierz swemi prawami wykazywał dowodnie, iż opieka dawana Żydom nie gubiła miast *)(O lit. i pols. prawach, Czackiego, p. 125.), z drugiej znowu, Żydzi, zmieszawszy się z pozostałymi mieszkańcami kraju, wiarą jedynie i obyczajami różnić się od tychże poczynali. I obyczaje te, jako nie płynące z ducha religijnych ich ustaw, ustąpiłyby z czasem, gdyby prawa Kazimierzowe nie przestały być dla następnych pokoleń li tylko martw ą literą, ale weszły w program zasad, następnych prawodawców. Już w kilkanaście lat po śmierci Kazimierza Wielkiego, ustawy synodalne na zborach prowincyonalnych ogłoszone wyrzekły, iż względy konfessyonalne nakazując rozciągnięcie bacznego dozoru, nad wszelkiemi sprawami tyczącemi się wewnętrznego urządzenia miast, wymagają: aby Żydzi w oddzielnych ulicach murem lub rowem odcięci mieszkali; aby przeto wyznawcy wiar innych, mający domy między Żydami, niezwłocznie się wyprzedali *)(Staroż. pols. T. II.).


Takim sposobem za murami i rzeczkami, przy miastach starych powstawać od tej chwili zaczęły nowe miasta, które około XVII wieku, po przerzedzeniu się autochtonicznego mieszczaństwa, stały się ównemi miastami, czyli właściwie mówiąc — żydowskiemi, a stare przemieniły się w liche przedmieścia. „I było to, mówi Jędrzej Moraczewski, naturalnym skutkiem okoliczności, bo nie religia mieszkańców, ale przemysłowość stanowi miasta, a ta pozostała tylko przy Żydach *)(Art. pod tyt. „Miasta“ w powyższem dziele, p. 124.). Po wojnach szwedzkich, małe miasta stały się czysto żydowskiemi, a większe w a nawet w ½. Przedtem Żydzi w mieście królewskiem, rzadko ⅒ mieszkańców przenosili, w miastach duchownych pospolicie ani jednego nie było i tylko miast szlacheckich swobodnie się trzymali, później ten stosunek zmienił się zupełnie. Pierwotnie — pisze dalej Moraczewski — Żydzi musieli żyć tylko z lichwy, czyli pożyczania na procenta, co ich bogaciło, bo według statutu Kazimierzowego, prawnie brać mogli od grzywny na tydzień pół grosza, a na rok wiardunek *)(Wiardunek (Viertung) zwał się i czwartkiem, miał w sobie groszy dwanaście i był jedną czwartą częścią grzywny.), to jest rocznie 25%, później dozwolono im handlu tylko solą, grubem płótnem, starzyzną i takiemi mniej ważnemi rzeczami. Od środka XVII wieku, zaczęli już występować po różnych miastach z coraz ważniejszemi przedmiotami handlowemi, a za Sobieskiego przedawali bławaty nawet w samym Krakowie.


ROZDZIAŁ IX.

Szkoły i Kampsorowie.


Zastanawiano się przez czas długi nad kwestyą czy oświata jest skutkiem wewnętrznej pomyślności narodu, czy nieodzowną dobrego bytu państwa przyczyną i jakkolwiek rozmaite w tej mierze, stosownie do okoliczności tworzono teorye, przyjąć wszakże za pewnik się godzi, iż materyalnie pomyślny byt narodu i jego oświata, są to dwa czynniki wzajemnie się dopełniające, z pominięciem których albo jednego tylko z nich, społeczna budowa narodu traci na sile i w końcu rozpaść się musi. Jak z jednej strony błędne jest zapatrywanie tych, którzy utrzymują że trzeba najprzód podnieść naród przez oświatę, zanim mu się od tej oświaty nieodłączne, przysądzi prawa, tak znowu nie można dzielić przekonań tej strony, według której pomyślność kraju i oświata jego, są to dwa rozchodzące się w przeciwne kierunki promienie, a z tego względu jednoczenie ich i tożsamienie niejako, w żaden sposóh uskutecznić się nie daje. Oświata budzi pragnienie mądrych i sprawiedliwych praw; prawa znowu i rodząca się w nich pomyślność wewnętrzna kraju, domagają się uzupełnienia swego bytu, co tylko na drodze oświaty narodu spełnionem być może; słowem, gdziekolwiek naruszymy tę kwestyę, zawsze nam jeden i ten sam wypadnie rezultat, że narody stoją tylko granitową podstawą mądrze ustanowionych praw i oświatą, która jak kopuła wspaniałej bazyliki na tych prawach się wspiera.


Kazimierz Wielki jako mąż ożywiony najlepszemi dla narodu chęciami, trawiony wewnętrznym niepokojem, aby te posady lepszego bytu, które z takim mozołem dla kraju przygotował, nie rozpadły się po jego zgonie, wraz z zabraniem się do pomnikowego dzieła reorganizacyi dotychczasowych ustaw, zamierzył ugruntować w Polsce oświatę, przez założenie wyższej naukowej instytucyi, w którejby się z czasem zogniskować mogły wszystkie promienie narodowego ducha.


Myśl ta powzięta jeszcze przed zwołaniem Wiślickiego sejmu, dopiero w kilkanaście lat później uskutecznić się dała; przez ten czas bowiem, wysłani na Zachód uczeni, rozpatrywali się po założonych we Francyi i Włoszech akademiach, dla zastosowania za powrotem do ojczyzny, tych samych środków, jakie tam przy zakładaniu podobnych instytucyj użytemi były.


W okolicach Krakowa, dziś położone przedmieście Kazimierzem zwane, stanowiło za czasów o których mowa, wieś, gdzie z dawien dawna mieszkali handlem trudniący się Żydzi *)(Kronika Joachima Bielskiego, pag. 243.). Mieli oni tam swoje kramy i dosyć jak na owe czasy wspaniałe domki, które w spokojnem położone miejscu, zwróciły na się uwagę Kazimierza tak, iż przedsięwziął we wsi owej, inaczej „Bawołem” zwanej, umieścić ulubiony przedmiot swoich zabiegów, akademię. W tym celu zawarł umowę z właścicielką jednego z domów przy ulicy Żydowskiej, dziś Św. Anny położonych, na mocy której dom ów odstąpionym został miastu, za cenę urzędownie oznaczoną. Właścicielką tą była Żydówka, której nazwisko „Klelka“ dotychczas w archiwum Krakowskiej akademii się przechowało *)(M. Wiszniewski: Hist. lit. polskiej. Tom IV.).


Ustanowienie tak ważnej dla kraju instytucji wymagało wielkiego pieniężnego nakładu, jakkolwiek do katedr nie wielka płaca przywiązaną była. Professorów prawa w akademii było ośmiu, z tych trzech wykładało prawo kanoniczne, a pięciu prawo cywilne Justyniana. Wydział prawny jako najlepiej obsadzony, zjednał był akademii tytuł, „Szkoły prawa“ choć właściwie i medycyna i filozofia w niej reprezentowanemi były, ale już w mniejszym od poprzedniego studyum zakresie.


Uczniowie akademii sami wybierali sobie professorów i takowych usuwać w razie potrzeby mieli prawo, a rektorem był jeden z grona studentów wybrany kandydat, który ważne później w akademii zajmował stanowisko. Prawda, że podówczas uczniowie w dojrzałym wieku słuchali uniwersyteckiego wykładu, co jednakowoż bynajmniej nie przeszkadzało, by w tumultach ulicznych a zwłaszcza w zabawnych figlach płatanych krakowskim Żydom, zawsze rej wodzili, jak to później zobaczymy.


Płaca dla professorów ustanowiona, ulokowaną była u żupnika solnego Wieliczki, który także miał obowiązek czuwać nad ogólnemi funduszami akademii *)(„Znajdujemy w historyi Akademii Krakowskiej wzmiankę o summach, które ta miała zabezpieczone na różnych kahałach żydowskich. Podczas gdy w innych państwach Żydzi byli poje­dynczymi wierzycielami wszystkich klass mieszkańców, w Polsce, gdzie obieralność dynastyi zmienne z kolei rzeczy rokowała im losy, przeistoczyli się w solidarnych za kahały dłużników , tak dalece, iż akademia Krakowska na tychże kahałach do 550,000 złotych miała zabezpieczonych. (A. Paprocki: Rys hist. ludu Izraelskiego. Warszawa 1850).), że jednak jak słusznie utrzymuje Wiszniewski, wraz z obudzeniem się literackiego życia w stołecznem mieście, nieodłączny od niego niedostatek, mógłby trapić adeptów nauk wyzwolonych, przeto Kazimierz zapobiegając wyrodzić się mogącemu brakowi odpowiednich funduszów, któryby mógł uczniom przeszkodzić w chęci kontynuowania studyów uniwersyteckich, ustanowił tak zwanych kampsorów Żydów, aby ci wypożyczaniem pieniędzy za stosownem wynagrodzeniem, niezamożnych z kłopotów wyprowadzać mogli.


Kampsor taki czyli bankier akademicki, nosił w urzędowym języku tytuł: „communis totius universitatis Cracoviensis, servus privilegiatus.“ Rozporządzenie królewskie ustanawiające urząd kampsora dla akademii, brzmiało następnie: „Ustanawiamy także, dla rzeczonych osób szkolnych, kampsora, czyli Żyda w mieście Krakowie, któryby miał wystarczające pieniądze, do pożyczania im na pewne zastawy, a który procentu nie więcej żądać będzie, jak grosz od każdej grzywny na miesiąc” *)(Item ordinabimus praedictis Scholaribus, unum Campsorem vel Judaeum, in Civitate Cracoviensi, qui habeat sufficientem pecuniam ad mutuandum in necessitatibus Scholarium, super bonis pignoribus, nec ultra pro servitis suo exigat, nisi unum grossum de Marca, qualibet intramensem. § 33 Dyplomatu Kazimierza danego akademii. Anno 1364 die Pentecostes.). Wynosiło to coś około 24 od sta rocznie.


Urząd ten kampsorów zapożyczonym był od ościennych krajów, gdzie oddawna już kampsorowie używali rozległych przywilejów i wielkiego wpływu na bieg interesów handlowych. Przy powstaniu jarmarków we Francyi i w Niemczech, handel w szczupłych początkowo zawarty granicach, stopniowo wzmagać się poczynał. Ponieważ zaś kupcy z trudnością brzęczącą monetę przeprowadzać mogli, a pieniądze za granicą kraju traciły na swej nominalnej wartości; przeto handlujący zwrócili się do osób, które się zajmowały wymianą obcych pieniędzy i przesyłką tychże do oddalonych krajów za pośrednictwem wexli. Tacy wexlarze zwani byli kampsorami (changeurs) *)(Schiebe, pag. 6.).


Otóż w Krakowie za czasów Kazimierza Wielkiego znajdowali się tacy kampsorowie pośredniczący między handlem pieniężnym Polski a ościennych krajów, i z pomiędzy nichto, wybrał fundator akademii jednego, który miał na siebie wziąść obowiązek dostarczania uczniom odpowiednich dla utrzymania się w mieście funduszów. Liczba tych kampsorów z czasem się powiększyła, zwłaszcza gdy rektor akademii otrzymał pozwolenie do wybierania takowych, a jeden servus privilegiatus, dla tak wielkiej liczby uczących się, okazał się niewystarczającym. Widać że usługi kampsorów oddawane uczniom cenionemi były, bo w przywileju Jagiełły, danym roku 1401, przy wznowieniu upadłej za Ludwika Węgierskiego akademii Krakowskiej, znowu znajdujemy paragraf ustanawiający „dla wygody uczniów” kampsorów akademickich *)(O lit. i pols. prawach, Czackiego.).


Rola ich początkowo nic nie znacząca, bo ograniczona tylko czynnością wypożyczania za stosownem wynagrodzeniem pieniędzy uczniom, z czasem wpływową się stała, zwłaszcza od chwili, gdy akademia Krakowska oprócz budzenia umysłowego ruchu w kraju, przyczyniąc się także pośrednio poczęła, do budzenia między swymi wychowańcami samowoli, której pierwszych nie do zazdrości skutków, krakowscy Żydzi podczas jarmarków i w dni świąteczne doznawać poczęli.


Przekazały nam dzieje wiadomość, iż od samego początku akademia Krakowska nie chciała, czy też nie umiała utrzymywać swojej młodzieży w karności *)(Historya szkół w Koronie i W. Ks. Litewskiem i t. d. J. Łukaszewicza. Poznań. Tom I, pag. 62.). Pierwsze wybryki studentów, zwłaszcza w czasie jarmarków, gdzie znaczna liczba Żydów zgromdzoną zawsze bywała, ograniczały się zrazu na swawolnem dokuczaniu handlarzom, które to dokuczanie jednakże mimo rozdwojenia jakie budziło między mieszkańcami, nie wychodziło z granic zakreślonych dla podobnego rodzaju prześladowań. Później wszakże to swawolne znęcanie się nad Żydami, poczęło przybierać nieco poważniejszy charakter i z naigrawania się nad jednostkami, nie cieszącemi się zbytnią popularnością między młodzieżą szkolną, przeszło w rodzaj nie tolerancyi nie umiejącej nawet szanować domów modlitw innowierców *)(Loco cit. Tom I.). Zwyczaj tak niezaszczytny, do tego stopnia zakorzenił się między studentami, iż kampsorowie o których powyżej wspomniano, przyjęli na siebie obowiązek towarzyszenia swym współwyznawcom podczas jarmarków, w nadziei, że wziętość jaką się między studentami cieszyli, zdoła oswobodzić od prześladowań, protegowanych przez nich handlarzy; później jednakże, gdy ten krok nie powściągnął swawolników od napaści, zobowiązali się płacić w dni oznaczone, pewien stały podatek uczniom, pod warunkiem, aby odtąd podobne excessa względem Żydów miejsca nie miały. Podatek ten z biegiem czasu dostąpił historycznej wagi.


Excessa żakowskie dopóki ograniczały się na turbowaniu handlarzy podczas jarmarków, i dopóki władza szkolna jakkolwiek w poskramianiu swawolników bezsilna, samą oppozycyą dawała dowody swej niechęci względem tak nie zaszczytnych postępków młodzieży; nie nosiły na sobie cechy jakiejś groźnej i plemiennej nienawiści do Żydów, tak, że ci, drogą dobrowolnych układów, zwolna zabezpieczać się mogli od ważniejszych symptomów niechęci, nie uciekając się nawet do opieki królewskiej, która im zapewnioną

była. Ale zczasem drobny ten fakt, tak się stał popularnym, że sama akademia w czasie zatargów religijnych posługiwać się nim zaczęła, podburzając młodzież do niszczenia domów modlitw innowierców *)(Loco cit. Tom I.). Szkoły niższe, mianowicie elementarne, biorąc przykład z tego postępowania almae matris w sprawie Żydów, ustanowiły także pewien podatek judaiką zwany, który Żydzi chcący sobie zapewnić spokojność na ulicach, w dni oznaczone opłacać zobowiązani byli.


W Krakowie szkoła elementarna Św. Szczepana, pobierała dziewięć razy do roku judaikę od Żydów. Było to bowiem dochodem seniora jej i dyrektora, oznaczonym przez Sebastyana Piskorskiego, akademickiego rektora *)(Historya szkół w Koronie i na Litwie i t. d. Tom II.). Z biegiem czasu i inne szkoły przejęły ten zwyczaj od akademii i szkół krakowskich, za czasów Kazimierza zaprowadzony, wybierając również podatek ochronny od Żydów, ale już pod inną nazwą. Szkółka elementarna w Szamotułach np., miała fundusze ulokowane na tych podatkach, które jej Żydzi składać musieli *)(Praeter hos, census ac salaria a civibus samotuliensibus, percipit rector consolationem a Judaeis samotuliensibus, pro posse tempore nundinari. Łukaszewicz Tom II.). Uczniowie szkoły Lubrańskiego w Poznaniu, celujący zawsze nad uczniami jezuickiemi, karnością i porządkiem, byli jednak nie bardzo przychylni Żydom, którzy też aby uniknąć batów, co się sypały na każdego Żyda pokazującego się na Chwaliszewie, Śródce, Ostrowku i Zawadach składali co rok na ręce rektora podatek zwany kozubalcem, dzielony między uczniów *)(Starożytn. polskie T. II.).


O tych excessach żakowskich pisze Kitowicz: „Żydów na ulicy szarpać tak wnieśli w zwyczaj, że Żydzi mieli się na wielkiej ostrożności pod te godziny, w które studenci szli do szkół, albo z nich do domu powracali. Jeżeli zaś Żydek jaki trafunkiem postrzeżony był tam, gdzie studenci rekreacyą odbywali, miał się tak jak zając, kiedy wpadnie między charty i ogary… Wszystkie zabawy swoje studenci porzucali a Żydka obracać spieszyli i dobrze go poszamotali!“


Co do szkółek elementarnych, a szczególniej co do szkółki którą Mikołaj Radliński herbu Wieniawa wystawił, to Żydzi okupując sobie spokojność od żaków, dawali magistrowi tej szkółki i uczniom na obchód jednej z ważniejszych uroczystości dorocznych panującego kościoła *)(Historya szkół i t. d. Tom I, pag. 333.).


Oprócz tych nadzwyczajnych podatków, były także jak już wspominaliśmy, zwyczajowe niejako, stanowiące jedyny dochód magistrów szkółek elementarnych; ale te opłacać nie tylko Żydzi byli obowiązani, lecz i protestanci. Szkółka elementarna w Krakowie miała sześć dukatów rocznic od Żydów *)(Ibidem pag. 334.). W ostatnich czasach rzeczypospolitej, powstałe Pijarskie szkoły stanowiły pod tym względem wyjątek. Mało znajdujemy przykładów, aby uczniowie pijarsc y dopuścili się kiedy takich wybryków, jakich się uczniowie innych szkół niemal codziennie dopuszczali. Nie pochodziło to bynajmniej z obawy plag, w które zresztą i Pijarzy byli hojni, ale raczej było skutkiem szlachetniejszych zasad czcigodnego zgromadzenia, które młodzież mi­łością porządku napawało, nie podburzając jej przeciw różnowiercom, a zwłaszcza przeciw Żydom. „Z Żydami, pisze Łukaszewicz, mieli wprawdzie i pijarscy uczniowie rozmaite zatargi i bijatyki, i w niektórych miejscach zniewalali Żydów do okupywania sobie spokojności pieniędzmi i prochem do strzelania w uroczystości szkolne, który to haracz nazywano judaiką. Wszakże w roku 1729 prowincyał pijarski czując niesprawiedliwość tego podatku, usiłował go umorzyć.“


Zboczyliśmy nieco od głównego przedmiotu przytoczeniem późniejszych od epoki Kazimierza Wielkiego faktów do historyi excessów uczniowskich z Żydami odnoszących się, ale mówiąc o kampsorach i o roli jaką w tych zatargach grały fundusze przez nich udzielane studentom, niepodobna było ominąć tak ciekawych i wiele mówiących szczegółów. Rzeczywiście bowiem w historyi Żydów w Polsce, jestto jedyny fakt, o który koniecznie zawadzić piszącemu przychodzi, gdy chce określić charakter prześladowań doznanych przez nich, w ciągu ośmiowiekowego pobytu na tej ziemi.


Przerzucając karty dziejów Żydów francuzkich, niemieckich, a zwłaszcza tych ostatnich, zupełnie innego rodzaju znajdujemy fakta. Tam nie szło już o chęć dokuczenia Żydom, ale o żądzę wytępienia ze szczętem znienawidzonej cząstki narodu. Prześladowania doznane w Niemczech przez Żydów, noszą na sobie cechę bardziej religijnego fanatyzmu, kastowego wstrętu do nich, gdy tymczasem u nas jeżeli jaki wypadek nietolerancyi względem Żydów się wydarzył, pochodziło to bardziej z uprzedzeń wiekowych zkądinąd zaczerpniętych, aniżeli z żądzy uciśnienia cząstki ludności nadzwyczaj na podobne objawy nietolerancyi drażliwej… Wyjątkowo krwawe prześladowania Żydów rzadko kiedy są wzmiankowane w kronikach, a jeżeli się zdarzały gdzieniegdzie, to tylko po większych miastach; nie ma jednakowo przykładu, by po miasteczkach i wsiach jakieś objawy nienawiści względem nich kiedykolwiek wybuchły. Nawet owe żakowskie excessa ustały z czasem bez wdania się władz w tę sprawę. Dowodem tego jest sławetna dyatryba niemniej sławetnego nieprzyjaciela Żydów Miczyńskiego doktora filozofii, z której jak słusznie utrzymuje Czacki, widzieć można „co wściekłość przybrana w religijną gorliwość, wydać zdoła.” Nie ma kto Żyda uskromić — lamentuje ów doktor — a on święty i chwalebny zwyczaj zginął, kiedy chłopiątka y dzieci niewinne, obaczywszy w święto w mieście Żyda, mszcząc się krzywdy Bożej, ganiły mu to kamieńmi, błotem y za brodę targaniem. Tak Pan Bóg ex ore infantium mścił się chwały swoyey, gdy w nas większa żarliwość była, gdyśmy się yeszcze obcowania y spółków z Żydami chronili *)(Zwierciadło korony polskiej na sejm walny 1618 r. i t. d.).


Wracając do głównego przedmiotu, żałować przychodzi, iż wśród opisu prześladowań Żydów, związek ze stanem szkół u nas mających, nie znajdujemy faktów, mogących choć w części osłabić przykre wrażenie, jakie przy czytaniu podobnych symptomatów niechęci, koniecznie nasunąć się musi. Fakta te, któreby świadczyły, iż Żydzi polscy mieli udział w ogólnej oświacie kraju, dopiero później dostrzedz się dają.



An der Cultur, ihrer Brüder in Westen, pisze Dr. Graetz, hatten die osteuropäischen Juden keinen Antheil. Auch vom Talmud hatten sie keine Kunde, und erst ein Jahrhundert später (1150), werden Talmudkundige ans Böhmen, Polen und Russland allerdings nur spärlich genannt *)(Gesch. der Juden. T. IV, p. 69.).


Jakkolwiek, według podań Czackiego zaczerpniętych z wiarogodnych źródeł, mieli Żydzi nasi akademie swoje w Krakowie, Lwowie, Poznaniu i Lublinie; jednak z trudnością, przypuścićby należało, aby takowe już za czasów Kazimierza Wielkiego istniały, chociaż co do Poznania, wątpliwość ta ustępuje przed faktami, świadczącemi, iż tam życie społeczne Żydów, bardzo wcześnie się rozwinęło. Za następnych dopiero królów, poczęli się Żydzi garnąć do nauk świeckich, oddając jednak pierwszeństwo nauce Pisma i jego komentarzy, tak, że gdy Piotr Tomicki zakładał w akademii Krakowskiej katedrę języka hebrejskiego, oddał ją późniejszemu neoficie żydowskiemu, który chlubnie ze swego zadania się wywiązał *)(Łukaszewicz. Tom I.). Że jednak w akademiach żydowskich w Polsce, nauka ograniczała się li tylko na wykładzie przedmiotów religijnych i początków filozofii, a przystęp do akademij świeckich krajowych nieco był utrudniony, przeto Żydzi chcący się poświęcić naukom wyższym, wyjeżdżali do Włoch, Niemiec i Francyi, zkąd wracali do kraju, poprzedzeni już sławą zdobytą, przez swe naukowe prace. Erazm Ciołek poseł polski, bawiący w Rzymie, w jednym ze swych listów pisanych do króla Alexandra Jagiellończyka donosi, iż w Padwie kształci się sześciu Żydów polskich w tamecznym uniwersytecie *)(Czacki, pag. 109.). Na Litwie wyjednali sobie Żydzi pozwolenie władzy w celu założenia szkół elementarnych i wyższych *)(J. I. Kraszewski: Wilno. Tom III.). Znaną jest odezwa synodu żydowskiego do krajowców Mojżeszowego wyznania, zachęcająca ich, by się nie tylko naukom religijnym oddawali, ale i świeckim, by tym sposobem okazać wdzięczność królowi i swym współobywatelom za doznawaną opiekę *)(We wstępie do niniejszego dzieła.). Otóż widać, że ta odezwa skutek pożądany odniosła, ale niestety! okoliczności nie dozwoliły podówczas Żydom korzystać z nauk wykładanych w szkołach krajowych. Podniósł się o to krzyk na sejmie 1542 roku, a Piotr Gamrat prymas wniósł projekt zakazu Żydom, by nie posyłali dzieci swoich do szkół chrześciańskich.


Kommendoni kardynał, w podróży swej po południowych prowincyach Polski, miał sposobność do ocenienia pomyślniejszego stanu Żydów w tych okolicach pod społecznym względem. „Znajdujemy tu Żydów, pisze on w swej relacyi, którzy nie są tak pogardzanymi, jak w wielu innych miejscowościach. Nie tylko że się nie utrzymują z podłych zysków, lichwy i usług, jakkolwiek nie odrzucają i tego rodzaju zatrudnień, ale posiadają dobra, zajmują się handlem, oddając się przytem studyom nauk wyzwolonych, medycynie i astrologii. Pełnią oni wszędzie urzędy celne i komissowe. Dochodzą nie raz do wielkich majątków, będąc nie tylko na równi ze szlachtą, ale przewodząc tejże czasami. Nie noszą żadnych odróżniających cech od Chrześcian. Pozwalają im nosić szable i inne zbroje. Wreszcie, cieszą się równemi wszystkich innych mieszkańców prawami” *)(Vie du Cardinal Commendoni, par Gratien (Czacki). — Staroż. Polskie. Tom I.).


Wzmiankowany powyżej Miczyński et consortes z żalem wspominają o doktorach żydowskich, których krajowcy wyżej od chrześciańskich cenią, dodając tę znaczącą uwagę, iż Żydzi nie mogą być tak uczonymi, albowiem im wstęp do uniwersytetów krajowych jest utrudniony. Nie wiedzieli naiwni, iż wówczas, kiedy do nas nie przedarł się jeszcze zbawienny promyk tolerancyi w obliczu nauki, były już kraje, były uniwersytety, w których nie wyznanie w nauce, ale naukę w wyznaniu na uwadze miano.


ROZDZIAŁ X.

Przesądy.


Fakta odnoszące się do historyi Żydów za Piastów, to mają do siebie, iż rozważane oddzielnie, bez związku z temi, jakie współcześnie miały miejsce w ościennych krajach, narazić mogą pisarza na zarzut jednostronności w zapatrywaniu się na żydowską kwestyę. Przyzwyczajeni do niekorzystnych sądów o przeszłości Żydów w Polsce, przyzwyczajeni do smutnych obrazów rzeczywistości, będących tej przeszłości wynikiem, z uprzedzeniem przyjmujemy zdania głoszące apologię jakiejkolwiek wziętej z niej epoki, przekonani błędnie będąc, iż takowa apologia bardziej na szkodę Żydów, aniżeli na ich korzyść zwrócić się może; a jednak rozważając bezstronnie stanowisko Żydów w Polsce za Kazimierza W. zwłaszcza, niepodobna nam nieprzyznać, iż ono w szczęśliwszych rozwijało

się warunkach, niż to miało miejsce w całej pozostałej Europie. Pominąwszy już rozległe prawa, któremi się Żydzi polscy pod rządami ostatniego Piasta cieszyli, pominąwszy pomyślny stan majątkowy większości, zwrócić trzeba przedewszystkiem uwagę na tę okoliczność, iż w wiekach średnich, tylko w Polsce byli oni wolni od krwawych prześladowań, które w innych krajach w skutek piekielnych przesądów gminnych, nad ich głowami wisiały; władza bowiem krajowa pojmując swoje wzniosłe zadanie szerzenia pokoju, harmonii, między wszystkiemi klassami ludności, z oburzeniem odtrącała od siebie wszelką chęć propagandy tych idei, które w zachodniej Europie wszystkiemi owładnęły umysły.


Mieliśmy już sposobność w jednym z poprzedzających rozdziałów, napomknąć o wypadkach, które za czasów Kazimierza miały miejsce w krajach Europy zachodniej w skutek wybuchłej zaiazy, „czarną śmiercią” zwanej *)(Kromer: Kron. Lib. XII, p. 353.). Kronikarze nasi: Bielski, Kromer, wspominając o tej zarazie, podają, iż takowa w błyskawicznym swym pochodzie, dziesiątkując ludność osiadłą po miastach i wsiach, przekroczyła także granice słowiańskiego terrytoryum i że głos ogólny obwiniał podówczas Żydów o udział w wywołaniu takowej, bez względu na to, iż ci bynajmniej z pod jej straszliwego prawa równości, wyjętymi nie byli *)(Bielski: Kronika, p. 193, Długosz: Hist. pol. T. I, p. 1086.).


Z współczesnych badaczy, Dr. Graetz i znakomity nasz historyk Szajnocha, podają nam na zasadzie wiarogodnych opisów, z owej opłakanej epoki pozostałych, pewne w tej materyi szczegóły, przywodząc okrucieństwa, których ofiarami byli podówczas Żydzi w Europie, obwinieni wespół z panującą wówczas sektą fratricellów, o jakieś tajemne czary i zatruwanie jezior i studzien *)(„A quibus, quam creditum est, eam a Judaeis infectis veneno, fontibus effectam fuisse.” Sarnicki: Ann. L. VII. p. 1142.).


Polska wolną była przez czas długi od podobnych przesądów, bo te, jak przynajmniej Długosz utrzymuje, z powodu chciwości narodu, ustąpiły miejsca tolerancyjnym wyobrażeniom o bezzasadności wszelkich w tej mierze Żydom czynionych zarzutów. Zdanie Długosza może być przyjęte za stanowcze, wypłynęło bowiem nie ze zbytniego affektu ku Żydom, o co bynajmniej ojca historyków naszych posądzać nie można, ale właśnie z uprzedzenia które miał do tego wszystkiego, cokolwiek czyniono u nas na korzyść Żydów *)(„… Libertates — quae falso scriptae, ab aliquibus insimulabantur et quibus Divina majestas contumeliatur et offenditur, concessit: quarum foetor olidus, etiam in diem hanc perseverat.” Hist. Pol. V. 1. Lib. IX. p. 1110.). Zdarzyły się wprawdzie za Kazimierza pojedyncze wypadki, świadczące o zaszczepieniu się pomiędzy ludem bezmyślnych przesądów *)(Długosz. Vol. I , p. 1086.). Ale wówczas władza sama stawała w obronie niewinnie prześladowanych, i gdy w Hiszpanii współcześnie z panowaniem Kazimierza, peryodycznie zbierające się kortezy, na których duchowieństwo pierwszorzędną odegrywało rolę, silnie wpływały na wzniecenie ludowej ku Żydom nienawiści; gdy ograniczona wola Alfonsa XI, pobudzała źle myślących do korzystania z nieprzyjaznego usposobienia ogółu względem Żydów: znajdujemy w naszych dziejach dowody, iż nieraz sami biskupi katoliccy wpływali na uśmierzenie niechęci między ludnością *)(„Prawda, że fanatyzm religijny dosięgał i u nas Izrael, lecz fanatyzm ten przez samo duchowieństwo gromionym bywał.“ Maciejowski: H. pr. słow. IV, p. 301.). Jeden przykład wymowne da w tej mierze świadectwo.


Znany powszechnie, a dziś, dzięki wzrostowi oświaty w zupełności zatarty przesąd, jakoby Żydzi krwi dziecięcia chrześciańskiego do swych religijnych obrządków potrzebować mieli, był w wiekach średnich panującym, zwłaszcza pomiędzy niższemi warstwami ludności. Tyle już napisano w tej materyi dzieł, tyle wykazano dowodów świadczących o bezzasadności podobnych zarzutów, iż obecnie wszelkie ponowne zaprzeczanie temu, byłoby zbytecznem. Dosyć tylko przytoczyć, iż Czacki, który się gorliwie badaniu tego przedmiotu oddawał, wykazał że do XII wieku Europa nie słyszała o podobnych oskarżeniach. „Upowszechnić je tylko mogła, pisze on w swej Rozprawie *)(Wyd. Tur. 62.) fałszywa gorliwość, a lud lekkomyślny zawierzył twierdzeniom o męczeńskich ofiarach i zabójcach.” Papieże Alexander II 1058 roku, Innocenty III, Grzegorz IX, Innocenty IV, Honoryusz, Jan XXII bronili Żydów przeciwko tym potwarzom *)(W czasie powietrza 1348 r., przeciwko wściekłości ludu której Żydzi byli przedmiotem, bulla papiezka jedyną była obroną. Czacki: Rozpr. pag. 37.).


Otóż za panowania Kazimierza Wielkiego, zdarzył się wypadek, iż podrzucone w Łobzowskim lesie niedaleko od Krakowa, ciało zabitego dziecięcia, podało sposobność Iudowi zawsze skłonnemu do podejrzeń, do zwrócenia swej niechęci przeciwko Żydom. Ale kapłan katolicki Prandota, wspólnie z kanclerzem Jaśkiem z Mielsztyna, widząc nadchodzącą burzę, pospieszyli do króla z zawiadomieniem o zaszłym wypadku, z prośbą zarazem, by im pozwolił zarządzić natychmiastowe śledztwo, dla wykazania niewinności oskarżonych Żydów )(Sternberg.). Śledztwo, w rzeczy samej drogą sądową prowadzone, wkrótce prawdziwych zbrodniarzy, lecz nie między Żydami wykryło, a zarazem wykazało tajemne machinacye kilku źle usposobionych między niższem duchowieństwem jednostek, niechętnych protegowanemu przez króla żywiołowi. W skutek owego śledztwa, rozkazał Kazimierz paragraf Bolesławowskiego statutu, zbijający silnie ową niecną na Żydów rzuconą potwarz publicznie, jako oddzielny edykt ogłosić, i takowy do powszechnej podać wiadomości. Aby zaś nadal ochronić Żydów od podobnych oskarżeń, i następnym pokoleniom dać świadectwo swej sprawiedliwości, rozkazał Kazimierz wystawić w Krakowie kościół, znany dziś jeszcze pod nazwą „Kanoników regularnych”.*)(Czacki, podający ów szczegół w swej rozprawie, zastanawia się nad źródłem tej potwarzy i zdaniem jego opartem na gruntownych badaniach historycznych pomników, pochodzić ona tylko mogła z błędnego wyjaśnienia kilku faktów do epoki powstania Żydów pod Barcoqueba się odnoszących. W każdym razie fakt powyższy daje pocieszający dowód sprawiedliwości Kazimierza i władz krajowych, które jakby przeczuwając myśl królewską, swem postępowaniem dały przykład narodowi, jak się w razach podobnych gdy idzie o los plemienia, o jego godność moralną, zachowywać należy.)


Znakomity historyk niemiecki Dr. Graetz, któ­rego jak w ogóle wszystkich uczonych niemieckich, o namiętną miłość do przeszłości kraju naszego podejrzywać nie można, najlepsze pod względem rażącej różnicy tolerancyjnego ducha, jaki w wiekach średnich w Niemczech i Polsce panował, może nam dać świadectwo. „Die Gesetze zum Schutze des Lebens und des Eigenthums der Juden, pisze on w tomie VII (p. 402) swej ważnej historyi Żydów, hat Kasimir, der ein starker, energischer Regent war und für Ordung und Handhabung der Gesetze Sorge trug, nicht verletzen lassen. Auch in dem Pestjahre scheint Kasimir die Juden Polens gegen die Wuthsausbrüche der irregeleiteter Bevölkerung beschützt zu haben, denn das Geschrei von der Brunnen vergiftung der Juden, war von Deutschland aus, auch über die polnische Grenze gedrungen und hatte das Volk gegen sie aufgestachelt. Es fielen Gemetzel in Kalisch, Krakau, Glogau, und in anderen Städten, namentlich an der deutschen Grenze, vor. Aber wenn die Zahl von 10,000 Juden welche in dieser Zeit in Polen umgebracht werden sein sollen, genau ist, so steht sie in keinem Verhältniss zu der grossen Menge der Schlachtopfer in Deutschland *)(Loco cit. p. 403.).


Z tem wszystkiem, pisze dalej Graetz, lepiej się wiodło Żydom w Polsce aniżeli w Niemczech, gdyż tam byli oni równouprawnieni, jeśli nie z ludnością rzymsko-katolickiego

wyznania, to przynajmniej z schizmatyckiemi Rusinami, Saracenam i i Tatarami w Polsce zamieszkującymi. Kanoniczne ograniczenia Żydów w Polsce, nie zakorzeniły się tu tak głęboko, gdyż duchowieństwo polskie więcej miało zmysłu dla państwowych, niż dla religijnych interesów, bardziej patryotycznem, niż bigoteryjnem było. Mogli więc tu Żydzi nietylko ubiór krajowy nosić, ale złote łańcuchy i szable na wzór rycerstwa polskiego. Przypuszczani nawet byli do służby wojskowej *)(Graetz: Loco cit. pag. 404.).


ROZDZIAŁ XI.

Esterka.


Z pola spraw publicznych, w jakich mieli udział Żydzi za panowania ostatniego Piasta, przejdźmy teraz do nieco podrzędniejszych, niejako zakulisowych sprawek, które jakkolwiek odwrotną stronę medalu stanowią, niemniej jednak posłużyć mogą do lepszego ocenienia obrazu epoki, tak ważnej w dziejach całego narodu i do wiernego oddania charakterystyki osoby, zajmującej na kartach dziejów Żydów polskich pierwszorzędne stanowisko.


W rzeczy samej, świętokradztwem byłoby ze strony pisarza, zdzieranie bez powodu, z posągowych postaci, które naród idealności otoczył aureolą, owej cudnej, uroczej szaty nieskalanych uczuć; lecz ostrym rylcem rzeźbiąc wątek dziejowych faktów, niepodobna ukryć przed oczyma czytelnika i tej strony obrazu żywota Kazimierza Wielkiego, na którą nieco ziemskości przypadło cienia. Straci być może na tem ideał króla-prawodawcy, ale uwydatni się strona realna człowieka, który uciechom światowym śmiało czoła stawiać nie umiał.


Znanym jest wszystkim prawie, tym zwłaszcza, którzy sobie podobają w dopatrywaniu się plamek na słońcu, miłosny stosunek Kazimierza Wielkiego z pięknej urody Żydóweczką, imieniem Hester.


Stosunek ten, czysto osobistej natury, dał powód historykom poważniejszego nawet charakteru, do wniosku, iż uboczne względy tylko wpłynąć mogły tak korzystnie na okoliczność nadania Żydom liberalnych ustaw, w epoce ogólnej reorganizacyi państwa. Błąd ten w zapatrywaniu się na tyle znaczący w dziejach narodu fakt, przypisać raczej należy jednostronności historyków naszych z ubiegłych epok, aniżeli ich złej woli w tym względzie, boć nawet i żarliwi obrońcy Kazimierza, zapaleni wielbiciele jego szlachetnych i wzniosłych zamiarów, nieinaczej dziś jeszcze utrzymują.


Nie przemawiałoby to w rzeczy samej na korzyść Kazimierza, gdyby król, jak przynajmniej Długosz utrzymuje, jedynie ulegając prośbom Esterki, którą propter formae elegantiam policzył w poczet swoich ulubienic, współwyznawcom tejże nadał prawa, tchnące prawdziwem poczuciem ludzkości i sprawiedliwości. Kazimierz, oprócz że był człowiekiem zbyt może uległym swym zmysłowym popędom, był przedewszystkiem prawodawcą, a jako taki, nie mógł się powodować ubocznemi względami przy rozważaniu kwestyi tak ściśle z pomyślnością kraju związanej.


Nie uprzedzając jednak dowodów, wracamy do rzeczy.


Wiek, w którym Kazimierz Wielki królował na polskim tronie, znanym jest w historyi z ogólnego skażenia obyczajów, z rozerwania węzłów rodzimych i zepsucia moralnego, które owładnęło wszystkiemi słojami społeczeństwa europejskiego, słowem, był to wiek nieszporów Sycylijskich, wiek biczowników fratricellów, wiek Joanny neapolitańskiej, wiek w którym Bocaccio utworzył swego Dekamerona. To zgangrenowanie wszystkich czynników socyalnych, od najniższych do najwyższych posad na Zachodzie, doszło do swego perypherium, w epoce właśnie, gdy Kazimierz Wielki wszedł w stosunki z dworem węgierskim, w którym podówczas rezydował Karol Robert powinowaty królewski. Zetknięcie to z dworem znanym ze swych lóźnych obyczajów, szkodliwie wpłynęło na postępowanie Kazimierza, który nie ciesząc się szczęściem domowego pożycia, pozbawiony przytem męzkiego potomka, przerzucać się z jednej do drugiej ostateczności począł. Kazimierz Wielki miał trzy żony: Annę Aldonę zmarłą 1339 r., z której miał trzy córki; dalej Adelajdę córkę langrafa Hesskiego, nie cieszącą się wcale względami małżonka, bo porzuconą, osadził w więzieniu w Żarnowcu, gdzie po kilku miesiącach umarła i w końcu Jadwigę Głogowską, z której miał także dwie córki.


Wszechwładny pan na Piastów tronie, rozkazujący milionom poddanych, słabym był i nieudolnym Kazimierz wobec namiętności ziemskich, rozrywających duszę jego i dlatego też nie znajdując w familijnem pożyciu szczęścia, usiłował w extrawagancyach szukać zapomnienia trudów, monarszego żywota. Będąc w Pradze Czeskiej, poznał Małgorzatę wdowę po Henryku Bawarskim, w której się zakochał, ale ta go dla rozwiązłego życia nie chciała, a przymuszona przez brata, umarła. Dla pocieszenia się po tej stracie, chciał pojąć Czeszkę Rokiczane, captus ejus pulchritudine, jak mówi Sarnicki, gdy ta jednak wtedy tylko przyobiecała mu być powolną, gdy ją jako królowę do zamku krakowskiego wprowadzi, umówił się z opatem pewnym, by ten odziany w tiarę jako bis­kup, ślubem go małżeńskim z Rokiczaną połączył. Co gdy się stało *)(„… Quem mulier illa cum vidisset tiara ornatum, episcopam Cracoviensem esse credidit.” Sarn: Ann. Lib. V, p. 1147.), po niejakim czasie zbrzydziwszy sobie poślubioną, porzucił ją, a na jej miejsce wybrał Esterkę, Żydóweczkę z Opoczna rodem.


Opoczno, miasto powiatowe i starostwo w b. województwie Sandomierskiem, uzyskało w skutek tych stosunków miłosnych króla, historyczną sławę. Tu nad rzekami Węglanką i Drzewicą wystawił Kazimierz wspaniały zamek, aby być częściej obok swej nadobnej huryski *)(Maciej z Miechowa: Chron. pol. L. IV. p. 227.).


Ze wszystkich faworyt królewskich Esterka największemi cieszyła się względami. Obdarzona piękno­ścią i dowcipem, umiała sobie jednać takowe czarowna potomkini Ahaswerusowej oblubienicy. Z ubogiej pochodząc familii, gdyż ojciec jej był krawcem, takim naturalnym wdziękiem i słodyczą w obejściu się odznaczała, iż Kazimierz dla jej miłości poświęcił spo­ kój domowego życia i miłość Adelajdy, córki landgrafa Hesskiego. Wystawił on dla Esterki wspaniały dworzec, w którym przemieszkiwała czas długi, a zwrotki i piosenki pozostałe po dziś dzień w ustach opoczyńskiego ludu, malują nam miłość Kazimierza do czarownej żydowskiej wdziękini. „Kazimierz Wielki, spijał miodek u Esterki” śpiewa dziś włościanin, wskazując na ruiny Opoczyńskiego dworu *)(Rysunek tego domu widzieć można w Przyjacielu ludu, w Lesznie wydawanym (Rok IV, p. 244) i w tutejszym Tygodniku Illustrow anym, z roku istnienia tego pisma drugiego.).


Częste odwiedziny któremi królewski kochanek darzył miejsce pobytu swej faworyty, budziły zazdrość i nienawiść w sercach dam dworu, nie mogących cierpieć, by Kazimierz Wielki, takiemi względami publicznie zaszczycał żydowską huryskę. Niejednokrotnie też znajdowano na murach krakowskiego zamku bardzo problematyczne napisy i hieroglify, najczęstszym atoli był napis: Dwór królowej jerozolimskiej *)(Sternberg. Versuch etc.).


Takie profanowanie obyczajów i moralności publicznej, nie mogło być obojętnem dla współwyznawców Esterki, którzy zawsze wśród najcięższych nawet żywota swego kolei, zachowywali ową drogą skarbnicę i pamiątkę swej dawnej wielkości, obyczaje nie skalane. Gdy wszelkie godzenia na życie nienawistnej dla nich istoty, okazywały się bezskutecznemi, umyślili oni podpalić dworzec, w którym zamieszkiwała; gdy jednak spisek ten odkryto i Kazimierzowi o nim doniesiono, nakazane zostało natychmiastowe i surowe śledztwo, w skutek którego zapadł wyrok skazujący spiskowych na surowe kary. Zmiękczony jednak prośbami Esterki, złagodził Kazimierz wyrok wydany, poddając jego skutkom kilku najzapaleńszych jedynie, między innymi i burmistrza opoczyńskiego, wplątanego w tę sprawę *)(Sternberg.).


Ta okoliczność, jak wieść niesie, uczyniła Esterce pobyt w Opocznie nie miłym, i dlatego za zgodą Kazimierza, któremu zresztą te jawne wycieczki w okolice Opoczna, także nie były na rękę, przeniosła się ona do Bochotnicy, wsi o pół mili od przedmieścia krakowskiego odległej, gdzie również znalazła dla siebie z królewskim przepychem urządzony zamek. Trakty podówczas nie były bardzo bezpieczne i dlatego Kazimierz rozkazał umyślnie z zamku krakowskiego do Bochotnicy urządzić drogę, której szczątki dziś jeszcze odwiedzający to miejsce widzieć mogą *)(Star. Pols. Tom I.). Tu dopiero rozpoczęło się dla Kazimierza prawdziwie Sardanapalowe życie.


Często bale wydawane na cześć Esterki, muzyka i tańce stanowiły zwykły program uroczystości dziennych. Damy dworu bogato przystrojone, choć z ściśnionem sercem, szły oddawać pokłony królewskiemu bożyszczu, podczas gdy Kazimierz, cały oddany wesołości, rzucał się w wir uroczystości balowej, chcąc zapomnieć na chwilę o pracach, które go zajmowały na tronie dla szczęścia i chwały kraju. Na jednym z takich balów, ukazała się w salonie dama dworska, przyodziana kostiumem żydowskim, bogato ustrojonym perłami i złotem, chcąc tym sposobem przedstawić allegoryę dosyć drastyczną, pokątnych stosunków króla z Esterką, znajdującą się także w sali balowej. Ale Esterka nietylko że się nie uczuła obrażoną tym postępkiem damy, ale owszem, oddaliwszy się na chwilę, powróciła ubrana we właściwy podówczas przez żydówki używany kostium, a wystąpiwszy na sale, pięknością i gracyą zaćmiła wszystkie obecne damy dworu, ku wielkiej radości swego królewskiego kochanka *)(Les juifs de Pol. par Hollaend.).


Z Bochotnicy przeniosła się Esterka do Łobzowa, wsi nieopodal od Krakowa położonej, słynącej po dziś dzień ze swych uroczych okolic. Miejsce to na którem Kazimierz wystawił wspaniały zamek, stało się później historycznem, ze względu, iż tu odbywały się wszelkie dramatyczne i romansowe epizody panujących dynastyj *)(Staroż. pols. T. I, p. 228.).


W Łobzowie ukrywał się Wilhelm książę austryacki w czasie ślubu Jadwigi z Jagiełłą. Tu Zygmunt August z nadobną swoją Barbarą mieszkać lubił, tu Anna żona Batorego przepędziła koniec życia; tu ciało Batorego po śmierci wystawionem było; tu Zygmunt III Waza, letnią porą czas przepędzał: tu wreszcie urodził mu się syn Władysław IV, następca tronu.


Te wszystkie względy każą się domyślać, iż Łobzów, oprócz historycznej pamiątki, jaką w sobie zawierał, musiał nęcić ku sobie uroczem położeniem, a szczególniej ogrodami słynącemi na całą Polskę. Ogrody te pierwsze z istniejących u nas, założył Kazimierz Wielki dla swej ulubionej Esterki, a jakkolwiek uczony Wiszniewski utrzymuje, iż nie ma historycznego dowodu na to, aby ten pierwszy ogd w Polsce, był przez Kazimierza Wielkiego dla Esterki założonym, to jednak znajdująca się w tym ogrodzie mogiła tejże i podanie ludowe, stanowczo ów ważny fakt potwierdzić są zdolne *)(Wiszniewski, Hist. lit. pols. T. I, p. 466.).


Z Esterki miał Kazimierz czworo dzieci: dwóch synów i dwie córki. Ostatnie zostały ku wielkiemu zgorszeniu Długosza, w wierze matki wychowane, Niemirę i Pełkę zaś, naturalnych synów króla, przy wierze chrześciańskiej pozostawiono *)(„Id quoque abominabile etexecrandum, pisze Długosz w swojej historyi, quod filias ex eadem Judaea Hester susceptas, in ritum Judaicum transferri asseritur permisisse.“).


Niemirę i Pełkę uczynił Kazimierz szlachtą nadawszy im herb, który mieszańcem nazwano. Herb ten, to jest pół orła białego i dwie róże białe w polu czerwonem, zaginął później, jak utrzymuje Bielski. Niemirze, Pełce i Janowi Bogucie z Rokiczany spłodzonemu, darował Kazimierz Wielki dobra Kutów, Juszyniec i Drugnią testamentem. Anonim Archidyakon toż samo mówi, przekształca imiona, które z Długosza, lepiej znającego ortografię polską, wyjął Czacki. Kiedy po śmierci Kazimierza Wielkiego, a przybyciu Ludwika do Krakowa, rozważono dary testamentowe Kazimierza Wielkiego, uchylono przywileje Niemirze i Janowi służące i te papiery przecięte zostały *)(Czacki.).


Powszechnie utrzymują, jakoby po dziś dzień istniejące arystokratyczne familie Zbąskich, Niemierwskich, Niemieryczów, początek wziąść miały od naturalnych synów Kazimierza Wielkiego.


Sporna ta kwestya już nie jednokrotnie w pismach peryodycznych i w osobnych broszurach podnoszoną bywała. Zachowując sobie prawo wypowiedzenia własnej pod tym względem opinii, podajemy tymczasem niektóre w tej materyi szczegóły z dzieła hr. Raczyńskiego, p. t. „Wspomnienia Wielkopolski” *)(Tom I, p. 213.), gdzie przy opisie starożytności pogranicznego miasta Zbąszynia, następne co do genealogii synów Kazimierza Wielkiego znajdujemy szczegóły. Zamek w Zbąszyniu przez rozmaite przechodząc ręce, stał się za Władysława Jagiełły własnością prywatnej osoby i nadany został przez tego króla Janowi Niemirze i Abrahamowi synowi Abrahama.


Kto był ten Niemira i Abraham? Jakim sposobem Zbąszyń z ich domu przeszedł w ręce Zbąskich, którzy tę majętność posiadali od roku 1436, aż do wygaśnienia ich rodu? Są to zagadnienia, których rozwiązanie ważnem jest nietylko dla Zbąszynia, ale nawet dla ogólnej kraju naszego historyi.


Zastanówny się nad tym przedmiotem. Kazimierz Wielki spłodził z ulubioną swoją Esterką dwóch synów: Jana Niemirę i Pełkę, którym w testamencie zapisał wsie: Kutów, Juszyniec i Drugnią. Niewdzięczni współcześni, nie umieli człowiekowi przebaczyć jego słabości, a król ledwie był do grobu zstąpił, gdy ostatnią jego wolę unieważniono i synów Niemirę i Pełkę z nadanych im przez ojca włości wyzuto.


Milczą, o potomstwie Esterki następni dziejopisowie, milczą i heraldycy, wystrzegający się, jak się zdaje wyprowadzać ich rodowód z źródła w mniemaniu publicznem mętnego; nazwisko przecież Jana Niemiry w kilkadziesiąt lat po śmierci Kazimierza, czytamy w tranzakcyach tyczących się majętności Zbąszynia. W roku 1393 Władysław Jagiełło zamienił majętność Inowłodz w województwie Łęczyckiem na Kęblów i Zbąszyń i w akcie zamiany, który się do naszych dochował czasów, mówi między innemi: „Szlachetni (nobiles viri) Nemerza Jan i Abraham, syn Abrahama, poddani nasi wierni poprzednikom naszym, Najjaśniejszemu królowi Ludwikowi, Elżbiecie starszej królowej, małżonce naszej Jadwidze i nam, pewne summy pożyczyli, a za to, od nas po zasiągnieniu rady u baronów naszych, zamek Inowłódz w wo­jewództwie Łęczyckiem, oraz dwie wsie, Trzebiesławice i Murzynowo w powiecie Pyzdrskim w zastaw odebrali. Ponieważ zaś zamek Inowłódz jest nam i krajowi bardzo potrzebny, przeto przerzeczonym Janowi Niemirze i Abrahamowi, dajemy w zamian na wieczne czasy za Inowłódz, zamki Kiemblów i Zbąszyń z wszelkiemi przyległościami i t. d.“


Zdaje nam się być rzeczą niemal pewną, pisze dalej Raczyński, że wyrażony w przytoczonym dokumencie Jan Niemira, był synem Kazimierza Wielkiego z Esterki. Przekonywa nas o tem:


1° Zgodność nazwisk Jana Niemiry, które nosił syn Kazimierza Wielkiego w roku 1370 i nabywca Zbąszynia w roku 1393.


2° Zgodność dat: wspomniony bowiem dokument, jak dopiero powiedzieliśmy, jest z roku 1393, Kazimierz zaczął żyć z Esterką około roku 1340, syn więc ich Niemira mógł mieć lat około 50, w czasie kiedy Zbąszyń nabył. Abraham mógł być synem Pełki, którego imienia historycy nie podają.


3° Same nakoniec stosunki osób tych z Ludwikiem, Elżbietą i Jadwigą, to jest z familią Kazimierza Wielkiego, oraz bogactwa któremi podług wszelkiego podobieństwa Kazimierz Esterkę obsypał, a które ona z wrodzonego narodowi swemu instynktu, potrafiła zachować i ukryć dla dzieci.


Wspomnieni wyżej Jan Niemira i Abraham syn Abrahama objąwszy Zbąszyń, przybrali nazwisko Zbąskich, stosownie do przyjętego powszechnie w owym czasie zwyczaju. W rodzie Zbąskich znajdujemy często bardzo owo familijne imię potomków Esterki, Abraham.


W roku 1439 Abraham Zbąski Hussytom sprzyjający, (Zbąscy ciągle sprzyjali różnowiercom), oblężony został w Zbąszyniu przez Andrzeja z Bnina biskupa poznańskiego, który go zniewolić pragnął do wydania czterech księży wyznania braci Czeskich. Uległ Zbąski przemagającej sile oblężeńców i wydał nieszczęśliwych Hussytów, którzy z rozkazu biskupa żywo spaleni zostali.


Nie przytaczamy dalszego wywodu rodziny Zbąskich, szło nam tylko o wykazanie, jak silnie przemawiające są dowody w kwestyi, po stronie której tylu się znajduje obrońców.


Ale i przeciwnicy kwestyi rodowodu Zbąskich, nie są pozostawieni bez obrony.


Dosyć przytoczyć słowa k ronikarza Bielskiego, który utrzymuje, iż herb Mieszaniec dlatego zaginął, iż „Niemierza y Pełka nie zostawili po sobie żadnego potomstwa” *)(Kronika, pag. 201.). W rzeczy samej już Długosz pisze, iż Pełka umarł naturalną śmiercią, Niemira zaś po śmierci Kazimierza, podczas pogrzebu pewnej znakomitej osoby, od rozwścieczonych tłumów, gdy chciał gwałtem zabrać podwodę we wsi „Koprzywnicze“ (?) zabitym został *)(Hist. Polon. V. I, Lib. IX , p. 1110.). A choć w następnej księdze znajdujemy wzmiankę o zabiciu jakiegoś Pełki przez kasztelana łęczyckiego Mikołaja i o zemście na tymże spełnionej przez synów zabitego *)(Długosz: Hist. pol. V. I, Lib. X. p. 51.); fakt ten jednak nie może służyć za potwierdzenie tych, co chcą widzieć w żyjących dziś osobistościach, potomków Kazimierza Wielkiego.


Przyjąć raczej z Bielskim kronikarzem należy, iż Niemira i Pełka nie zostawili potomstwa i że zginęli nienaturalną śmiercią, co się bardzo naturalnie daje tłumaczyć okolicznością, iż o ile wzgląd na króla wstrzymywał niechętnych od zamachu na ich życie, o tyle po śmierci Kazimierza nie robiono sobie najmniejszego skrupułu, z usunięcia nieprawych pretendentów do tronu.


Co się tycze samej Esterki, to ta ostatek swego życia spędziła w Łobzowskim zamku, gdzie i umarła. Pochowano jej zwłoki w ogrodzie Łobzowskim pod mogiłą, którą „natura, jak się wyraża Kremer, litując się miłośnicy biednej, co wiosna stroi w pierwiosnki i fijołki ciche, aby gdy ludzie odmówili napisu grobowego, choć same kwiatki świadczyły, że tu kochanie pogrzebione” *)(Listy z Krakowa, T. III, p. 324.). Inni zaś twierdzą, że po śmierci Kazimierza, z żalu po jego utracie wyskoczyła Esterka oknem i na miejscu została.


Poszukiwania w roku 1787 czynione dowiodły, iż pod mogiłą w Łobzowskim ogrodzie żadne nie spoczywają zwłoki, trudno więc sobie wytłumaczyć dla jakiej przyczyny wyjęto je ztamtąd.


Czacki widział portret współczesny Esterki, odznaczający się nadzwyczajną pięknością rysów; jednakowoż ten 1794 r. zaginął i ciekawą byłoby rzeczą dowiedzieć się, jakim sposobem mogła się kopia onego znaleźć przy dziele wzmiankowanym już kilkakrotnie: „Les Israelites de Pologne,“ gdy nam autor żadnego w tej mierze nie daje objaśnienia.


Stosunek miłosny między Kazimierzem Wielkim, a Żydóweczką Esterką, nie zasługiwałby w rzeczy samej na historyczne opracowanie, gdyby doń nie był przywiązany ważny wzgląd, iż niektórzy małoduszni, a może i krótko-widzący, chcąc koniecznie zmniejszyć zasługę Kazimierza w podjęciu tak ważnej kwestyi jaką jest żydowska, usiłują zredukować wszelkie w tej mierze działanie króla, do jakiejś galanteryi i powolności dla kaprysu Esterki. Gdyby w rzeczy samej tak było, mielibyśmy słuszny powód do czczenia pamięci królewskiej faworyty, która mimo swego stanowiska towarzyskiego, zapomnieć nie chciała o tem, iż była córką biednego i nieszczęśliwego ludu. Ale wszelka diwinacya podobna, do niczegoby nas nie doprowadziła, chyba w najgorszym razie do uznania w Iridyonowej Elsinoe, poświęcającej swoją sławę dla wyższych celów, nie poetyckiego ideału, ale realnej figury, co w rzeczy samej z trudnością przypuścićby się dało. Nowsze badania historyków, wykazały fałszywość zapatrywania się ideologów, na miłosną aferę Kazimierza i zdołały ją do właściwego sprowadzić mianownika. Przytaczamy tu niektóre w tej materyi uwagi: „Znanym jest, pisze Szujski w swych Dziejach Polski, Kazimierz, jako przyjaciel Żydów. Przychylności tej nie można przypisać jego miłostkom z Żydówką, boć potwierdzenie i rozszerzenie przywileju Bolesława Pobożnego na całą Polskę, nosi datę 1334 r. *)(Kazimierz poznał dopiero Esterkę w 1357 roku, a więc we dwadzieścia dwa lat po wydaniu słynnego rozporządzenia, tyczącego się Żydów.). Były wyższe i szlachetniejsze tej przychylności motywa.“


Posłuchajmy teraz, co o tym fakcie mówi Czacki, w swem znakomitem dziele, p. t. „O litewskich i polskich prawach.”


W protekcyi, którą Kazimierz Wielki dawał Żydom, pisze on, wielu tylko chciało widzieć władzę Esterki nad królem kochankiem, a wspólnym Niemiry i Pełki ojcem. Nienawiść nazwała tego dobroczyńcę kraju, Aswerem, a zapomniawszy że liczne miasta jego są dziełem, że dzieje, cnoty ludzkości nazwanego Królem chłopów, stawią w wyższem świetle nad wiek w którym panował, wyrzuca jak zbrodnią, dobrodziejstwo dla jednej klassy ludzi. Uwolnieni od przyczyn, które gniew lub niewczesne stwarzają pochwały, przy­znamy, że wdzięki pięknej Żydówki, uczyniły w wydaniu tych ustaw władzę prawodawcy przyjemną, lecz razem uznać winniśmy, że gdy wówczas handel pieniężny chrześcianom był zakazany i ten był w ręku Żydów, a tych sąsiednie państwa do osad zapewnieniem swobód zachęcały, starać się zatem musiał nasz Kazimierz, Żydów i ich bogactwa zabezpieczyć w Polsce i z obcych krajów przenosić. Przeniesione lub zebrane w kraju naszym pieniądze Izraelitów pod opieką rządu, rozchodziły się do wszelkich klass ludzi, trudniących się reprodukcyą, przerobieniem ziemio­-płodów, lub ułatwieniem konsumpcyi.“


Ustęp ten dostateczną zdaje się być odpowiedzią na wszelkie bezzasadne domysły, przywiązane do historyi Esterki. Kronikarzom naszym: Bielskiemu, Kromerowi, Sarnickiemu, Długoszowi, dziwić się nie można, jeżeli fakt nadania Żydom liberalnych ustaw, wpływom Esterki przypisują, boć epoka w której pisali, dostatecznie ich pod tym względem usprawiedliwia; ale dzisiejsi historycy, winni z jaśniejszym nieco poglądem na rzeczy występować, jeśli im potrzeba określić stanowisko Kazimierza wobec kwestyi żydowskiej, tak ściśle z losem kraju, jego dziejami i pomyślnością związanej.


Krytycyzm niemiecki, którego mot d’ordre zdaje się być: zrywanie ze wszystkich historycznych postaci które tradycya ludowa uświęciła niejako i za rzeczywiste uznała, wszystkich szat i barw poetycznych; krytycyzm niemiecki i w kwestyi istnienia Esterki, godnego znalazł przedstawiciela. Dr. Caro w historyi swojej, zaprzecza np. w zupełności całej owej historyi romansu Kazimierza z Esterką, uważając wszystkie wzmianki w kronikach o tym fakcie, za wierutną bajeczkę, wpływem wieków uświęconą i podniesioną do Homerycznych rozmiarów. Cały ten ustęp, jako rzucający światło i na poprzednio poruszoną kwestyę genealogii Niemiry i Pełki, zbyt jest ciekawy i charakterystyczny, byśmy go tu w przekładzie nie zamieścili.


Nie sądzimy, pisze pan Caro, aby historya Esterki była czemś więcej nad podanie ludowe. Już ta sama okoliczność, że historya biblijna a raczej jej powtórzenie stosowaną bywa i to do tego stopnia wier­ne, że się w niej nazwiska działających osób zachowuje, nie mało wpływa na obudzenie nieufności w historyku.


Gdyby się owa metressa przynajmniej Esterą nie nazywała! Ale tak — przypomina nam to w zupełności historyą Ahasverusa i jego kochanki. Przed Długoszem, żadne źródło o tak dziwnym fakcie nie wspomina, nawet archidyakon gniezn. Czarnkowski, który stał przy łożu umierającego króla. Długosz splata ten romans, z opowiadaniem o zatopieniu księdza Baryczki, ale podczas gdy Czarnkowski o fakcie tym wzmiankuje, o żydowskiej metressie w zupełności zamilcza. Bliższe okoliczności przez Długosza przytoczone, wcale się do uwiarogodnienia historyi Esterki nie przyczyniają. Córki z tego konkubinatu spłodzone, miały były być w żydowskiej religii wychowane, synowie w katolickiej. Długosz przytacza imiona tych synów: nazywają się oni Niemira i Pełka. Otóż imiona te wziął Długosz widocznie z Archid. Gniezn., który z okazyi przyjęcia testamentu (p. 100) i tranzakcyi testamentowych (p. 102), przytacza imiona naturalnych synów Kazimierza. Oba te ustępy są tak pogmatwane, że wszystko się z nich da wywnioskować.


Pierwszy z nich brzmi: item filiis naturalibus Nemyerze et Boguczycze, Cataropirznicz, Drugram et alias villias legayit. Pastem Stadzen, Neytlam secundam Johanni, castrum Myedzirgacze et advocatiam in Janichoff, Sobotan, et alias plures legavit etc. Nie mniej pogmatwanym jest inny ustęp: omnia jusserunt distribuere pretor privilegia… (ducis) Kazimiri super ducatibus Syradiensis castri etc… et Welcz de Nemerzo (?) et Johanni tiliis felicis memorie Kasimiri, olim regis naturalibus etc. Tyle się tylko z tej przekręconej cytaty da wywnioskować, że było dwóch naturalnych synów: Niemira i Jan, gdyż niepodobna połączyć nazwy Bogucziae z Niemirą, widocznie miejscowość przypominającą. Długosz tak się z tego dilematu ratuje: po wypomienieniu Niemiry i Pełki, powiada na str. 1161: Item duobus tiliis naturalibus Nyemerze, quem ex Judaea susceperat et Joanni Bogudzae (Boguczice!) villias etc.; a w X, 5 mówi wprost: tiliis naturali­bus Nyemerze et Johanni. Cóż się z Pełką stało? Albo spytajmy się, zkąd się ta osobistość wzięła? Odpowiedź spoczywa w manierze Długosza. Między członkami komissyi, którzy zdawali relacyą z testamentu, wspomniany jest zaraz na początku: Pełka Ząb, starosta sandomierski. Używa on tej nazwy, przedstawiając ją mimochodem, jako należącą do syna żydowskiej metressy. Że zaś darowiznę Kazimierza uczynioną synom naturalnym, zakwestyonowano, potrzebowałby więc ktoś napomknąć, że to są synowie żydowskiej metressy, a natychmiast nieważność owego testamentu według ówczesnych wyobrażeń, dowiedzionąby została. Ale nikt nie uczynił tego.


Widoczna więc, że bajeczka ta dopiero później skleconą została, aby nią zasłonić odciągnięcie darowizny synom Kazimierza, przez Ludwika węgierskiego dokonane. Co późniejsi genealogowie w tej mierze sfabrykowali, nas tu mało obchodzić może. Długosz prócz tego dodaje: ad preces — Judeae — exorbitantes praerogativas et libertates per litteras singulis Judaeis — concessit. Jeżeli się pod tem nie ma rozumieć statutu z 1334 roku, na lat 20 przed owym żydowskim romansem wydanego, dziwna, że się nam po dziś dzień nic z owych przywilejów pojedynczym Żydom nadanych, nie pozostało. Gdyż okoliczność, że Żyd Lew około roku 1368 wspomniany jest jako dzierżawca żup Wieliczki (Starod. pomn. Helcla I, 218), jest tak zwykłą i następuje w czasie tak od owego mniemanego romansu króla z Esterką odległym, że w niej żadnego potwierdzenia słów Długosza upatrzyć nie można. Sądzę przeto, że wycieczki Krakowian i obcych do góry Esterki i mogiły Esterki pod Krakowem, czystą tylko grą wyobraźni wymotywowane być winny. “


Miłość króla Kazimierza do Esterki, natchnęła wielu pisarzy do ujęcia w ramy powieści lub dramatu tego głośnego, a mimo wszelkich zaprzeczań historycznego faktu. Oprócz powieści Bułharyna, znaną jest udatna kompilacya Bronikowskiego, przełożona na nasz język p. t. „Kazimierz Wielki i Esterka.” Jan Czyński, znakomity pisarz i badacz żydowskiej kwestyi, skreślił obrazek na tem także tle, który się doczekał przekładu na europejskie języki, między innemi i na angielski przez p. Cock. Philipson znany zaszczytnie redaktor gazety Judaizmu w Niemczech wychodzącej, napisał na ten również temat obrazek dramatyczny, odznaczający się wielą zaletami, ale także i błędami, zwłaszcza pod historycznym względem.



ROZDZIAŁ XII.

Reforma i czas.



Badacze zastanawiający się nad dziejami Żydów w Polsce, często czynią sobie pytanie, dlaczego ta część narodu pomimo protekcyi, której w różnych doznawała u nas epokach, pomimo starań przez niektórych naszych prawodawców przedsięwziętych w celu zniweczenia zewnętrznych różnic dzielących Żydów od innych mieszkańców kraju, pomimo, stosunkowo do innych miejscowości korzystniejszego stanowiska ich w Polsce, dlaczego, pytają, tak mało postąpili oni w swej socyalnej reformie i wśród innych warstw ludności pozostali jakimś odrębnym, archeologicznym zabytkiem, na który wszelkie zewnętrzne wpływy, polepszenie jego doli na celu mające, tak wolno, tak żółwio działają.


Chcąc na to pytanie zadawalniającą dać odpowiedź, daremniebyśmy szukali przyczyn tak anormalnego zjawiska w przekonaniach religijnych Żydów, w ich życiu wewnętrznem, napozór tak odrębną cechę na sobie noszącem i t. d., tu bowiem, tylko zauważenie pewnej okoliczności, może posłużyć do wyjaśnienia tak ważnej w rzeczy samej kwestyi.


Synowie XIX stulecia, przyzwyczajeni do szybkich społecznych przemian, do zdumiewających zwycięztw postępu, znamionujących współczesną erę, nie umiemy sobie często zdać sprawy z owych żółwich kroków, jakiemi stąpała w wiekach dawnych cywilizacya, gotowiśmy nawet w zapale odsądzić w zupełności dawne wieki od zasług, jakie się im z prawa należą; ale zanim wydamy ostateczny wyrok, zechciejmy się na chwilę przenieść myślą w epokę będącą na rozdrożu dwóch historycznych stadyów i z tego dopiero stanowiska sądźmy o reformie Żydów, czy i w jaki sposób mogła być ona podówczas przeprowadzoną.


Na radykalną zewnętrzną reformę w pewnem społeczeństwie, zazwyczaj składają się całe wieki. Rzadkie są wypadki, aby kiedy w którejkolwiekbądź epoce, zapoczątkowanie pewnej reformy i przeprowadzenie jej, odbyły się regularnym trybem, w niedługich od siebie odstępach. Reforma socyalna, w najidealniejszem tego rodzaju znaczeniu, to nie pewien mechaniczny, bezcelowy obrót wypadków, taki a nie inny nadający społeczeństwu kierunek; ale jest to idea wynurzająca się z piersi narodu, a podjęta przez ludzi wielkich, ludzi, którzy jej znaczenie pojmują. W pierwszych wiekach istnienia narodu, dynastya panująca jest zazwyczaj piastunką tej przez naród kreowanej myśli. Pojedyncze latorośle dynastycznej gałęzi, obdarzone geniuszem twórczym i niezłomną wolą, kupią w sobie niekiedy wszystkie kierunki narodowego ducha, stają się tem samem dla następców gwiazdą przewodnią, ku której zwracają się oni ciągle, wśród pracy nad dobrem powierzonego swej pieczy kraju.


Taką gwiazdą przewodnią był Karol W. dla Francyi, Alfred W. dla Anglii, Kanut W. dla Skandynawów, Otton W. dla Niemiec, a Kazimierz W. dla Polski. On jako ostatni z wielkiej Piastów dynastyi, skupił w sobie wszystkie idee, które poprzednicy jego chcieli w wykonanie wprowadzić. Jako mąż z najlepszemi dla narodu chęciami, pojął on dobrze zamiary Bolesławów i Łokietka, wszystko cokolwiek zdziałał dla Polski, było sprawiedliwym rozdziałem powierzonej mu spuścizny między pozostałą dziatwę.


Nie bacząc już na powody, które go skłoniły do zajęcia się rozwiązaniem żydowskiej kwestyi, przyznać trzeba, że Kazimierz chciał urzeczywistnić myśl szlachetnego Łokietka, myśl zasadzającą się na uprawnieniu wszystkich żywiołów naród składających, a między temi i żydowskiego żywiołu.


Wszystko cokolwiek on dla Żydów uczynił, dziś historya wykazuje. Z żywiołu obcego, niemieckiego, uczynił on ich korporacyą krajową, nie zdołał on wprawdzie zlać jej z pozostałemi klassami ludności, bo mu zawady w duchu czasu leżące na drodze ku temu celowi stanęły, ale w tem już zajęciu się Kazimierza kwestyą żydowską, widoczna dobra wola prawodawcy i króla, widoczny zamiar przygotowania następnym pokoleniom fundamentu trwałego, na którym by wspaniała budowa Piastowskiej monarchii bezpiecznie spocząć mogła.


Wielka idea, którą dynastya Piastów, począwszy od Bolesława Chrobrego, urzeczywistnić chciała, idea odparcia zewnętrznego nacisku, wywieranego przez sąsiednią monarchię Ottonów i ugruntowania przyszłych losów kraju na czysto narodowych żywiołach, znalazła w Kazimierzu W. godnego siebie przedstawiciela *)(Pogląd na zadanie, jakie dynastya Piastów do spełnienia miała i jakie spełniła, rozwinął u nas po raz pierwszy prof. J. K. Plebański, w jednej ze swych prelekcyj, w roku 1862.), ale nie dosięgła pod jego pano­waniem rozwiązania. Aby dawna Polska mogła rozpocząć dalszą narodową pracę, na tak przygotowanych już przez ubiegłe wieki fundamentach, koniecznie trzeba było, aby Kazimierz zostawił po sobie następcę, któryby umiał godnie ocenić plany poprzedników i stać się tych planów gorliwym krzewicielem.


Tak się jednak nie stało.


Z ostatnią latoroślą męzką Piastowego szczepu, zaginął i ród piastujący przez przeciąg pięciu wieków wielką ideę autonomizacyi Polski, a reforma Kazimierza, którą przeprowadzić zamierzył tak pod względem uobywatelenia chłopów i Żydów, jak i pod względem administracyi kraju, upadły wraz z jego zgonem, który nastąpił w r. 1370; niwecząc tem samem na czas długi tak bujne, pełne nadziei plony. Płakał lud przy pogrzebie swego opiekuna, bo widział, że wraz z nim zstąpiła także do grobu i dola dobra jego, i że teraz nikt go już bronić nie będzie przed ciemięztwem możnowładnych panów.


Następcą Kazimierza był Ludwik, król węgierski, spokrewniony z dworem Piastów przez matkę swoją Elżbietę, siostrę Kazimierza Wielkiego.


Ludwik, mato się troszcząc o los nowego państwa, zajęty raczej myślą utworzenia silnej monarchii węgierskiej z połączonych krajów Neapolu, Węgier i Polski, zostawił rządy matce swojej Elżbiecie, sam zaś pojechał do Węgier, gdzie był nader zajęty nawracaniem na religię chrześciańską Hunnów i Żydów. Bielski pisze, iż nasi go nie bardzo chwalili, bo się za niego wiele złego działo w Polsce, ale za to węgierscy kronikarze, jakoto Bonfinus, chwalą nader jego gorliwość, okazaną w nawracaniu Humanów, którzy też w końcu ulegli, i w wypędzeniu z Węgier wszystkich Żydów za opór okazany przy tej pobożnej akcyi.


Nie długo potem zastosowano ten rozkaz i do Polski. Kromer podaje nam w tym względzie następną wiadomość, którą tu w skróceniu podajemy: „Król Ludwik, pisze on, pobożność tak zachowywał, iż nie zapoślednią miał to sobie rzecz, Żydy do wiary prawdziwej przyciągnąć. Czego, gdy na Żydach, ani przegróżkami, ani dobrodziejstwy przewieść nie mógł, z ziemie wszystkich wywołał *)(VIII, pag. 389.).


Jakkolwiek niepodobna dać wiary tej wieści, jakoby za Ludwika króla wypędzić miano wszystkich Żydów z Polski, czemu Czacki bynajmniej nie zaprzecza, to jednak przypuścić można, iż wyrok ten banicyi skierowanym był tylko przeciwko bogatszym mieszczanom żydowskim, i że on tem samem przyczynił się do rozdwojenia dotychczas w zgodzie żyjących warstw ludności *)(Przeciwnie sądzi Dr. Caro (Gesch. Polens p. 543). Zdaniem jego Żydzi nie tylko że w tej epoce wypędzonymi nie zostali, ale owszem, znaczna ich część z sąsiednich krajów do Polski przywędrowała. Przyczynę tego upatruje w trzech okolicznościach: 1) W wypędzeniu Żydów z Węgier za Ludwika Anjou, wskutek czego, ci, wraz z prześladowanymi przez Karola Roberta Amadejonami do Polski się schronili. 2) W prześladowaniu doznawanem ze strony Niemców, i po: 3) Że w południowych prowincyach Polski i Rusi, byli oni wśród ludności grecko-katolickiej, rusińskiej, saraceńskiej i tatarskiej, pod względem towarzyskim z niemi na równi postawionej, co się nie mało przyczyniało do ich swobody i dobrobytu.).


Raz pogwałcona bowiem wolność sumienia, nie mogła dobrze oddziałać na niższe warstwy ludu. Synagoga żydowska np., wystawiona za Kazimierza naprzeciw kościoła Dominikanów w Poznaniu, z ziemią zrównaną została, a modlących się w niej, w tumulcie ulicznym zabito. Wysłana do Rzymu deputacya żydowska, wyjednała w prawdzie u papieża kartę bezpieczeństwa, mającą nadal chronić Żydów od podobnych excessów, ale środek ten koncyliacyi nie mógł już zastąpić dawnej harmonii między mieszkańcami, słowem zapobiedz ostatecznej reakcyi.


Że jednakowoż ta reakcya nie tylko wyłącznie przeciwko Żydom zwróciła się, widzimy to z ogólnego ówczesnego rozprzężenia w zarządzie kraju, w pogwałceniu statutu Wiślickiego, w paktach Koszyckich, w upadku akademii krakowskiej, w bójkach ulicznych z Węgrami, słowem w tych wszystkich objawach znamionujących wewnętrzny rozkład państwowego organizmu, nad wykształceniem którego pracowała cała Piastowska dynastya, przez przeciąg pięciu stuleci.


Tak więc, wraz z epoką Kazimierza Wielkiego, kończy się pierwszy dział historyi Żydów w Polsce; następuje po nim epoka przejściowa, podczas której stanowisko towarzyskie Żydów coraz wydatniej zarysowuje się na tle narodowych dziejów. Unia Litwy z Polską za Jagiełły, otwiera coraz szerszy widnokrąg dla dziejopisarza w ocenianiu różnicy zachodzącej między położeniem Żydów w obu krajach, jakoteż i pod względem historycznych pomników, które, począwszy od Jagiellońskiej epoki, coraz bogatszy i ważniejszy przedstawiają do opracowania materyał.


KONIEC.


NOTY.


I.


Do strony 19.


Żydzi talmudziści, pisze Lelewel (Pols. dzieje i rzeczy jej. III, p. 180), uprzywilejowani wedle życzeń swoich, opatrzyli ludnością wszystkie rzeczypospolitej prowincye. Mazowsze jedno przed niemi zamykało rogatki swe. Pyszni spekulacyami, w zabiegach przebiegli, znosząc nie­kiedy zniewagi i zdzierstwa, żyli jak ludność potrzebna, w dostatkach, zamożnie, poczytując Polskę za swój raj ziemski. Chlubili się tem, że Witold od służby wojennej ich uwolnił, że w Koronie od niej uchylić się mogli. Z tego jednak powodu pogłówne i inne wyższe nałożone podatki opłacali, wysokie na pozór, a zniżane przez nich samych, gdy doliczyć się ich ludności nie było podobna. Prawodawczy głos gniewnie ich nieraz wymienia, a potwierdza ich przywileje i pospolicie ich byt i własność zabezpiecza.


Zamieszkałemi tylko, nie obywatelami i w handlu tylko pożytecznemi być chcieli, a radzi urzędowali w celnictwie, mianowicie w Ruskich stronach na Podolu ziemie posiadali; stroili się jak szlachta, z łańcuchem na szyi, do boku szablę przypasywali. Choć to czas nie mały trwało i rozpowszechniało się, wpływem cudzoziemskim gorszyło. Jan Kapistran wywołał odróżnienie stroju to żółtą krymką, to łatką innej barwy sukna. Drażnione umysły ludu krzywdziły niekiedy Żydów, a władze i światłe duchowieństwo narodowe, ukajało pojątrzenia.


II.

Do strony 45.


Der Vorzüglichste Handelsplatz der Juden war Lyon wohin die Waaren des M orgenlandes zu Wasser kamen, und von wo aus sowohl Waaren als Sklaven, meistens Kriegsgefangene, weiter ins Binnenland versendet wurden, die Sklaven besonders nach Spanien, in die, der Arbeiter bedürftigen, von den Saracenen verödeten Gebiete. Lyon blühete, der allgemeine Wohlstand brachte alle Religionsspaltungen in Vergessenheit. Dies erregte mehr oder minder gegründete Besorgnisse bei der Geistlichkeit. Agobard Bischof von Lyon glaubte einschreiten zu müssen, in so weit seine bischofliche Gewalt es zu gestatten schien.”


Dr. J. M. Jost: Allgem. Gesch. des Israel. Volkes T. II, p. 311.


III.


Do strony 49.


Carmoly sądzi, że w Kijowie najwięcej było chazarskich i azyackich, tak, że się usunęli nie do Polski, ale tam, zkąd przyszli; a że w Polsce podówczas i potem czas nie mały jeszcze, bardzo nie wiele ich przebywało, gdyż wielka onych liczba żadnem żydowskiem pismem poprzeć się nie da. Pomnażali się zaś napływem z Niemiec, mianowicie kiedy ich dojęły wściekłe rzezie i morderstwa w Niemczech ponawiane. Wszak wedle ich własnej powieści, najpierwsze ich w Polszczę siedlenie się z podobnych niemieckich wypadło wydarzeń.


Od roku 740 rozgoszczenie się Mozaizmu w Chazaryi: handel Ludhaga (Łucka) w jedną stronę do Chazaryi, w drugą do Korduby w Hiszpanią goniący: poszukiwanie Chasdaja, wiadomości o Chazarach, wtedy kiedy 955 do Korduby przybywało poselstwo do Ottona z Niemiec i słancy króla górali Slawów; a załatwienie tego poszukiwania przez Jakóba z Niemiec; Włodzimierza ruskiego 988 o wyznanie Mojżeszowe rozpytywanie się, a wkrótce między Kumanami pojawieni Karaici; okazują że w X wieku dzieci Izraela byli czynni, że od Ratyzbony przez Chrobacyą i Łuck do Kijowa nie brakło ich, że gościli nad Wisłą. Bez wątpienia byli też nad Wartą w Polonii, o czem twierdzi powieść o Leszku.


(J. Lelewel: Pols. wiek śred. T. II, p. 416).


IV.


Do strony 59.


Zabezpieczywszy kraj pokojem od Krzyżaków, udarzony żywnością, pomnażał się w ludzie, porządek i majątki. Zaradzał Kazimierz wszystkim onego potrzebom; a gdy ziomków własnych nadzieje pomnażał, miał względy ludzkości i na obce nawet przybysze. Każdy stan być może w kraju pożytecznym, gdy żyje pod prawem i moc jego nad sobą czuje. Rozmnożyli się Żydzi w Polsce od czasów niepamiętnych. (Pierwsza w historykach wzmian­ka o Żydach z Czech, do Polski zbiegłych za Władysława Hermana około r. 1096, w Kozmasie Pragskim. Gdy się zaczęły krucyaty we Francyi, rycerstwo krzyżowe przechodząc przez Czechy ku Carogrodowi, mając ztamtąd ciągnąć do Palestyny poczęło swoje zbrojne missye od nawracania gwałtownego Żydów. Wielu z tych ludzi, uchylając się od napaści i zdzierstwa, uciekło do Polski i Węgier z majątkiem i pieniędzmi. Za czasów Bolesława Krzywoustego około r. 1112, rozszerzył się ten naród aż do Kijowa. Prawo Bolesława nie ma złych przymiotów foetoris olidi, które Długosz uczuł, ponieważ ono we­szło w statut jako sprawiedliwe).


Cierpienie w narodzie, a więcej niż dwuwieczne zamieszkiwanie, dało im istotę niejakąś błędnego obywatelstwa. Nie przywiązani do uprawy roli, ani do rzemiosł, żyli tylko z handlu i z lichwy (z przywileju Bolesława Kaliskiego widno, iż Żydzi bawili się handlem. Vol. leg. I, 312). Sposób zyskowny i próżniaczy przy zwyczajnej z zabobonów, obyczajów i odzienia ohydzie; narażał ich na wexy, zdzierstwa i uciemiężenia, czyniąc ich stan niepewny bez zasłony praw i zabezpieczenia cywilnego. Cierpieli na osobach, majątku i sławie, tem dotkliwiej, że na to rządowa zwierzchność milczała. (Tu następuje treść znanego przywileju). Co wszystko się wspierało na sprawiedliwości i ludzkości. Kazimierz wnuk Bolesława, ponowił dziadowskie postanowienie w Krakowie i one pod imieniem swojem i pieczęcią przez ręce kanclerza Zbigniewa Żydom podać rozkazał. Późniejsze wieki za Witolda i Alexandra króla, dały mu większą wagę, włożywszy w statut Koronny i Litewski dla prawidła sądowym juryzdykcyom.


(Naruszewicz: Hist. Nar. Pols. T. VI, p. 60).


V.


Do strony 60.


Allmälig treten die Juden des östlichen Europa, aus der Dunkelheit ihres Daseins heraus. Sie waren in diesem Zeitraum (około 1000 r.) bereits in Böhmen, Mähren und Polen angesiedelt. Die Prager Gemeinde behauptet zwar eine der ältesten in Europa zu sein und ihr hohes Alter will sie durch einen Grabstein bekunden, der bereits ein Jahrhundert vor der Entstehung des Christenthums gesetzt worden sein. Allein da sie zu viel beweist, beweist sie gar nichts. Sicher ist nur, das Vorhandensein der Juden in Böhmen im zehnten Jahrhundert, wo sie christliche Sklawen besassen, und der Apostel der Preussen, früher Erzbischof von Prag, Woytech Adalbert (?) hatte unruhige Träume darüber, dass die Glaubigen den Juden dienen sollten, (vor 990). Im eilften Jahrhundert galten die der Vorstadt Wyszegrad für so sehr reich, dass eine mächrische Fürstin ihrem habsüchtigen, feindseligen Schwager, dem Böhmenkönig, sagen konnte: Reiche Leute, die du bei uns suchst, findest du in der Mitte deines eigenen Landes. In der Prager Vorstadt und im Dorfe Wyszegrad giebt es Juden, die voll sind von Silber und Gold; halte dich an diese. (Cosmas bei Pertz: Monum. Ger. IX, p. 98). Alles was sonst von den böhmischen Juden erzält wird, das sie von den Christen zur Bekämpfung der Heiden von Prag zu Hülfe gerufen worden seien, die sich auf 5,200 belaufen haben sollen, ist eitel Erdichtung späterer Schriftsteller. In Mähren gab es im eilften Jahrhundert ebenfalls Juden. Einer derselben, Namens Podiva, baute eine Burg, der er seinen Nahmen beilegte.


In dem neubegründeten Königreiche Polen, namentlich in der damaligen Hauptstadt Gnesen besassen die Juden im eilften Jahrhundert ebenfalls christliche Sklaven, und es wurde ihnen nicht verwehrt, obwohl die Herrscher Christen waren. (Anonym: Chron. Polon. u Pertza pag. 445).


(Dr. Graetz: Gesch. der Juden. T. VI, pag. 68).


VI.


Do strony 64.


Jeszcze w roku 1730 czy 1760, Przybysław Mutrina Dyamentowski stolnik urzędowski czyli Prokosz, pisał o tym że Mieczysław roku 961, pierwszy z książąt polskich szelągi srebrne i miedziane, które z cienkich blaszek, nakształt listeczków podłużnie robić kazał, z wyrażeniem po jednej stronie orła, a drugiej pewnych znaków z liter heneckich a że dawne rzymskie pieniądze były okrągłe i przygrubsze, otóż te co lepsze Mieczysław książę potopić kazał, chcąc swoją własną mieć monetę. Wolański zaś twierdzi, że według świadectwa współczesnego Metodyusza, w trzeciem stuleciu były u Słowian używane małe blaszkowe monetki ze lwem. Szło o znalezienie tych blaszek i od czasu Mutiny przynajmniej, ponawiały się pogłoski i pogadanki o tem: expektatiwa znalezienia opóźniała się. Koło roku 1811, rozeszła się wiadomość o onej znalezieniu. Pomnę, że wówczas były wesołe o tem w Warszawie powiastki. Gorliwy zbieracz pozyskał je łatwo. Były to cienkie brakteaty, nie heneckiemi ale hebrajskiemi (mówiono samaritańskiemi literami) wytłoczone, które jimię Mieszka wymieniały. Miłośnik starych monet nie wątpił, że to własne Mieczysława z czasów bałwochwalczych jeszcze.


Po takiem pojawieniu się brakteatów jewrejskich, jinne też zbiory niemi opatrzone zostały: Kopenhagski, Reichela, Radziwiłła, Sapiehy, Bekera w Dreźnie, który je do woreczka jinnych dorzucił, a po jego zgonie 1826, cały ten monet polskich woreczek, przeniósł się do Lipska do Posnera Klett. Upłynęło tedy lat dużo, nikt, ani Beker o ich ogłoszeniu nie myślał. Dopiero 1842, Bernard Köhne, z całem zaufaniem w jich autentyczność, ogłosił je światu w swym artykule „unedirte polnische Münzen,“ a za nim i Wolańskim, poskoczył 1847 Kazimierz Stronczyński.


Köhnemu (p. 341) wesoła myśl przyszła powiedzieć „vielleicht fehlte dem König (Mieszko III) gerade ein Künstler,“ gdy właśnie zdolni wymarli, a wysłani na studya za granicę jeszcze się nie usposobili, „und er musste zu einem jüdischen Goldarbeiter seine Zuflucht nehmen, welher der lateinischen Sprache und Schrift unkundig,“ ze swymi żydowskiemi się popisał. Stronczyński górniej więcej, monetarnie czyli mennicznie tę rzecz wziął: uroczony widokiem nadobnych brakteatów, odgadł, że Mieszko Żydom w dzierżawę w Wielkiej Polszczę przynajmniej, mennicę puścił, ztąd też na wielu jego pieniądzach widać hebrajskie napisy.


Żydzi mieli sobie powierzoną monetę przez pierwszych kalifów; bijąc ją, obserwowali typ kuficko bizantyjski, albo sassańsko kuficki: swojich tam napisów nie kładli, choć jich jewrejskie pismo przez populacje tameczne łatwoby wyczytane było. Zdarzały się jednak pewne wypadki dzierżawienia mennicy Żydom, i miasto Gdańsk w dość świeżych czasach w układy z niemi wejść chciało, ale nigdy typu ich pismu nie powierzono. Po wszystkich krajach, nietylko co do stopy, ale i co do stępla były przepisy, od których ani uzurpatorowie nie oddalali się. Łaciński napis zawsze, a rzadko miejscowy, narodowy, był nieodzowną kondycyą. Jednaż tedy polska moneta, mająca przepisy, stosując się do waloru reszty chrześciaństwa w rozmaitości typu swojego, miałażby być do tego stopnia rozpustną, żeby w czasie, kiedy wrzał duch krzyżowniczy, otwierała swe kąty i okolice brakteatom hebrajskiego pisma i dlań obmyślonych typów? Jest to rzecz prawdziwie ciężka do pojęcia. Własne żydowskie owego wieku świadectwa upewniają, że w Polszczę Żydów nie wiele było.


Liczniejsze daleko populacje jich, gnieździły się w Niemczech, przed niechęcią i prześladowaniem przenosiły się do Polski. Nie obeszło się i tu dość dla Żydów bezpiecznie, gdy od swawoli szkolnej władze krajowe zasłaniać jich musiały. Kronikarz co o tej swawoli nadmienia, miał potrzebę mówić o jewrejach, zarazem o przebijaniu monety, a nie przyszło mu wytknąć, że to była żydowska. Żaden dokument pisany takiej nie zna. Mieszko powierzając mennicę Żydom, aby żydowską na jiego imię monetę bili, miał w tym szukać zysków, a dla tych, w usposobieniu wieku jakie było ku żydostwu, żadnego rachunku ustanowić albo znaleść, najmniejszego nie ma podobieństwa.


Z tym wszystkim brakteaty z Mieszka jimieniem a hebrajskiemi literami są:


Trzy jest, co jedynie jimię Mieszka nie jednostajnie wypisane noszą, z tych kopenhagski z osóbką, ptaka prawą ręką unoszącą, wyraża to jimię משקה Mesqo przez q 171 (n. 52). Tym sposobem wyraz ten znaczy posiadacza albo podczaszego, pineerna, propinator (lecsic. Schindleri 1612, p. 1932; Simonis 1771 p. 1063). Jinny brakteat 172 (n. 51) z osóbką gałązkę trzymającą, ma toż jimię przez h. z przykładką osobnego ain, początkową dodatkowego wyrazu jakiegoś głoską מישחא עבר Meshha sprawił tę monetę, operatus est, fecit, paravit (lex. Schind. p. 1255, Sim. p. 679). Monetarnie to ain wyrażać może עבר moneta do obiegu, transiens, probata et genuina (lex. Schind. p. 1259; Sim. p. 681).


Trzeci 164 znalazł się dość świeżo na Szlązku (bo ztamtąd płyną wszystkie) z osóbką monarchy siedzącego, lewą ręką berło trzymającego na kolanach miecz, w otokuמושחא Mishha czyli Meshha.


Najwięcej odmian dostarczający typ zwierzątka w tył poglądającego, 162, 163, (n. 49), wyraża w otoku משהא קרל פולסקי Meshha król polski, tak a nie inaczej, wątpliwości nie ma. Polacy swojim językiem pisać nie umieli, wezwali dzieci Izraela do pisania pismem jewrejskim.


Napis pod smokiem nad dwoma ptaszkami 169 (n. 54), w którym Wolański chciał Gniezdo czy Gniezno upatrywać, może נור koronę lub koronacyę kryje, caput nazireatus ejus; wszakże i w nazwie Mieszka mieli משיח messjasza, namaszczonego olejem pomazańca. Przypuszczając niewątpliwość obejrzanych blaszek, widać w jich literach przykadzanie majestatowi, do którego tyle gwałtownej Mieszko okazywał wymagalności.


O Abrahamie czyli wielkim księciu 167 (n. 53), czy można toż samo powiedzieć? Mam przed sobą jego wycisk. Pierwszy rzut oka na jego legendę, prowadzi mię do porównania z legendami tych denarków, które są Leszkowi Białemu przypisane, 44. 51, 52 (n. 81); a te legendy nieco dziwacznie jimię jego podają.


Porównywając z nim tę samą liczbę liter, ten sam onych rozkład i położenie, aż do podobieństwa postaci dostrzegam. Z tym wszystkim na brakteacie najsnadniej jewrejskie dają się rozpoznać litery. Na miejscu krzyża legendy stoi zdaje się doń podobny dalet, od niego skrajne czytanie poczynać wypada רבח ואברס sacrificum (lex. Schin p. p. 461, Sim. p. 196.) et abram? Ależ w polu brakteatu jest pojedynczo rzucone kaf, jakby wymagało czytania legendy od drugiej dopiero litery, albo oso­bie dawało miano כהן sacerdos, praefectus.


Trudniej jeszcze z niedość dokładnych rysów wyrozumieć kulasiki nad i pod dwiema popiersiam i będące 170 (n. 50) קמא (talmudice) pierwszy, primus (lex. Schin. p. 1622), albo קמר przepasany, cinctus (id. p. 1625) פחה książę, princeps, basza. Jest to brakteacik, który się od 1830 roku samotrzeć ze święty Wojciechem pod Dybowem z pod ziemi wykazał (Stroncz. 45, 54, 61).


Na wzór główki Wojciecha i otokowego napisu jego wymyślony, a hebraiką legendą opatrzony brakteat, znalazł się w liczbie mnogich wykopańców pełczyskich, w kilku sztukach gotowy, zdaje się jedynym stęplem wygnieciony 168 (Stronczyński p. 84; Mikocki catalogue n. 7, Strzeleckim 38). Porównywając z podobnymi Woj­ciecha brakteatami, dziwne się okazuje naśladownictwo i staranne odpowiednie liter rozłożenie, tak jiż z mniej wybitnych nie trudno krętaninę scsalb tus wypatrzyć. Mi­kocki (Catal n. 7) powiada, że „Schriftgelehrter und Münzkenner Jos. Oberndörffer“ wyczytał w legendzie: adonai schholaci lochem. Gott schickte mieli zu Euch. Mam wcale dobry i wyraźny wycisk brakteatu tego i w otoku jego znajduję והשמחה X ברכה X benedictio et gaudium (lex Schim. p. 147, 1035), błogosławieństwo i radość. Ten wykład poparty jest napisem następującego brakteata.


Siedzący rycerz trzyma goły miecz, a lewą ręką unosi szablę w pochwie 165 (n. 61). Mam jego dobry wycisk. Z tyłu jest napis ברכה błogosławieństwo; a nie kraka, bo Kraków jinaczej się pisze, a Żydzi co do wypisania nazwań, uchybiać nie lubią.


Naśladowanie Wojciecha, między pełczyskie zaplątane wygrzebanie, kazałoby sądzić, że podobne blaszki nie tylko za Mieszka, ale i cokolwiek później odgnietane były. Cóż one znaczą? czy monetę krajową? pewnie że nie. Ani dzierżawy, ani braku Gold, albo Geldarbeiterów, tylko swawolę że tak powiem synagogi.


Uprzejmościom i opiece Mieszka, rabbi Abram pochlebnemi blaszkami odpowiedział: tolerowano znikome­mu kadzidłu. Synagoga następnie pozwalała sobie monetę przedrzeźniać. Zabawa ta nie była szkodliwą, dla synagogi pożytku przynieść nie mogła, bo mnogie puszczenie w obieg, byłoby oburzyło; pojedyncze rozlecenie się małej liczby, przypadkowe onej między monety zamieszanie się, nie było postrzeżone. Zabawka podobna ustać musiała. Jeżeli się gdzie znajdą między wykopańcami, nie będzie to rzeczywistej monety śladem, ale dowodem rozproszonych blaszek synagogi.


(Z rozpr. Lelewela, p. t. Pien. Piastów. XVII. Polska wiek. śred. T. IV, p. 372 -379).


VII.

Do strony 138.


Kazimierz Wielki nie wstrzymywał bynajmniej prądu cywilizacyi idącego z Zachodu, ani tamował przypływu obcych osadników, ale jedno i drugie mądrze urządzał, aby na szkodę narodowości nie wpłynęło, a w przyszłości gotował skojarzenie obcego i swojskiego elementu. Przez założenie akademii, położył kamień węgielny narodowego wychowania, a przez zniesienie apellacyi do Magdeburga, prawo niemieckie odciął od obcego korzenia

i w swojskie zamienił.


Zarzucają mu zatwierdzenie przywilejów Żydom nadanych i nadanie nowych. Widocznie jednak Żydzi w wiekach średnich zastępowali instytucye kredytowe, brakujące podówczas i nie możebne, z powodu przepisów kościelnych co do procentu. W prowadzenie Żydów, było wprowadzeniem obiegowego kapitału; przywileje nadane im, wyraźnie ten domysł nastręczają. Przyzwolenia dla prowadzenia handlu w nich zawarte, są tak ograniczone i tak podrzędne zajmują miejsce, że tylko jako dodatkowe i pomocnicze zatrudnienie prawodawca uważać je musiał. Ten sposób widzenia co do Żydów, przetrwał u nas długie wieki; zawsze i wszędzie mieszczanom dawano pierwszeństwo w zajęciach handlowych przed Żydami. Ale kiedy inne kraje przez wzrost doświadczenia wznosząc instytucye i zakłady kredytowe, otrząsały się z uciążliwego kredytu kapitalistów żydowskich, my dawniej dla braku tychże instytucyj, później dla ich niedostateczności, do dziś dnia pozostaliśmy nieomal na stanowisku średniowiecznem.


(E. Stawiski: O stosun. handl. w dawn. Polsce).


VIII.

Do strony 148.


Roku 1356 (feria VI infra octavam festi Pentecostes) nadał Kazimierz Wielki w Sandomierzu miasto Lwów prawem teutońskiem, uchylił całkowicie prawo ruskie i ustanowił adwokata czyli wójta, który sprawy mieszczan sądził, a sam tylko przed królem z czynności swych miał się sprawować. A że miasto liczyło osadników z różnych narodów, jako to: Ormianów, Rusinów, Żydów i Tatarów, przeto Kazimierz według zasad średnich wieków, szanował narodowości i pozwolił aby się swemi własnemi prawami sądzili, przy zostawieniu jednakże wolności udawania się do prawa magdeburgskiego.


(Starożytn. Polskie, Tom II, pag. 100).


IX.

Do strony 188.


In Polen, wo die Pest ebenfalls wüthete, haben die Juden nur eine geringe Verfolgung erlitten; den sie wurden gerade in dieser Zeit von dem König Kasimir dem Grossen einigermassen begünstigt. Auf den Wunsch einiger Juden, welche dem König Dienste geleistet hatten, bestätigte Kasimir ein Jahr nach seiner Thronbesteigung (9 October 1334), die Gesetze, welche Bolesław Pius, Herzog von Kalisch, beinahe ein Jahrhundert vorher oder eigentlich zuerst Friedrich der Streitbare, Erzherzog von Oesterreich, erlassen hatte, und die vom König von Ungarn und einigen polnischen Herzogen angenommen worden waren. Diese hatten jedoch nur für das beschränkte Giebiet des Herzogthums Kalisch und allenfalls für Grosspolen Geltung; sie sollten aber, von Kasimir erneuert und bestätigt, für die Gesammtprovinzen des damals ausgedehnten polnischen Königreichs bindend sein. Und auch nur in diesem Umstande liegt ihre Bedeutung; denn an sich enthalten sie keine besondere Begünstigung fur die Juden nur dass sie dadurch vor Quälereien und Todtschlag geschützt waren, eigene Gerichtsbarkeit erhielten und nicht der Willkürjustitz der polnischen Edelleute unterworfen waren. Freilich war es von hohem Werthe für die Juden, dass Kasimir auch das Gesetz Boleslaws aufgenommen hat, dass die Juden nicht wegen Christenmordes verrurtheilt werden dürften, es sei denn, dass die Angeklagten durch drei christliche und ebenso viel jüdische Zeugen des Mordes überführt worden wären. Der Ankläger sollte gar der Strafe der Verläumdung verfallen, wenn er seine Beschuldigung nicht vor Gericht durch sechs Zeugen beweisen könnte. Es war ferner günstig für die Juden dass das Gesetz bestimmte: Wenn ein Jude des Nachts bei einem Mordanfalle um Hilfe gerufen und die christlichen Nachbarn ihm nicht Beistand geleistet, diese zu einer Geldstrafe verurtheilt werden sollten. Endlich war auch das von Kasimir bestätigte Gesetz, für die Juden Polens günstig, dass sie frei Alles von Christen kaufen und an Christen verkaufen durften. Diejenigen Geistlichen welche den Geschäftsverkehr mit Juden hindern würden, sollten dafür bestraft werden. Alle diese sechsunddreissig Paragraphen in Betreff der Juden bestätigte Kasimir nicht blos aus eigener Machtvollkommenheit, sondern mit Zustimmung der Starosten des Landes.


(Graetz: Geseh. der Juden VII p. 403).


X.

Do strony 189.


Gravis epidemiae pestis apud Poloniae Regnum saeva mortalitate in universos irruens, non Poloniam tantummodo sed et Hungariam, Bohemiam, Almaniam, Daniam, Franciam, et fere universa Christianitatis, et barbarica regna, horrenda luo quassavit. Quam quum nonnulli, ex occasione Judaeorum, venena aeteri miscentium, ortam fuisse commentarentur. Judaei in pluribus locis… trucidati et combusti sunt… allii suspensi… nonnullis ut Christianorum manus evaderent, se, uxores, filios, filias, et propinquos necantibus, praeter paucas provincias et civitates, quae illis propter avaritiam pecuniis corruptae pepercerent.


(J. Długosz: Hist. pol. Vol. I, p. 1086).


XI.

Do strony 177.


W roku 1618 Sebastyan Miczyński wydał dzieło pod tytulem: Zwierciadło korony polskiej — urazy ciężkie y utrapienia wielkie, które ponosi od Żydów, wyrażające synom koronnym na sejm walny w roku Pańskim 1618, przez Sebastyana Miczyńskiego Philosophiej Doktora wystawione. Teraz znowu porządniej y dostateczniej wydane w Krakowie. W Drukarniej Macieja Jędrzeiowczyka.


Wyjątki zeń: Wystawia autor Polskę przemawiającą do synów swoich:


Było, mówi, zdanie dawniej: „Non potest Judaeus dicere testimonium contra Christianum.“ U nas niestety i nikt więcej wiary tylko Żyd. „Repelluntur Judaei ab omnibus actibus legitimis,” u nas Żyd do wszystkich spraw w nasposobniejszy ma przystęp.


Naród wyświecony, którego dla bluźnierstwa y złości niepohamowanej „terra deserta civitates succesae igni, regio ab alienis devorata,“ u was nabezpieczniejszą ucieczkę ma, u was przechowanie, u was Asyllum. Wygnano ich z naprzednieyszych królestw, prowincyj y miast. Wygnano z Hiszpaniey, Francyey, Angliey, Szwecyey, Duniey, Skocyey, z Węgier, Czech, z Slązka, z Norymbergu, Regens­burgu, Strasburgu, Bazyliey, y teraz świeżo z Frankfurtu, y inszych miejsc wiela, w Polszczę mieysce naleźli. Wygnano z wielu miast w Koronie: z Kalisza, Bohniey, Uścia małego, w drugich, nie godzi się im do trzeciego dnia bydź, w drugich y nocować: naleźli mieysce w Krakowie mieście, stołecznym etc.


(Pag. 5, i następne).


XII.

Do strony 219.


Podczas drukowania niniejszego tomu, otrzymaliśmy od p. Dankowicza, dwa zeszyty czasopisma wrocławskiego p. t. „Monatsschrift für Geschichte und Wissensckaft des Judenthums“ pod redakcyą Dra Z. Frankla wychodzącego, w których mieści się najnowsza historyczna praca Dra J. Perlesa p. t. Historya Żydów w Poznaniu. (Geschichte der Juden in Posen ). (August und September 1864). Jako przyczynek do historyi miast polskich w ogóle, w odniesieniu do stosunków żydowskich, ma praca pana Perlesa niezaprzeczoną wartość. Szkoda tylko, że autor wbrew zasadzie indukcyjnej metody historycznej, nakazującej z faktów napotykanych w dziejach pewnego narodu, lub też jakiejkolwiek jego warstwy, wysnuwać ogólną zasadę, któraby do wyświecenia danej kwestyi posłużyć mogła, przystępuje pan Perles do rozpatrywania stosunków żydowskich w Polsce z pewnemi, nie powiemy zasadami, ale tendencyami zastarzałemi i przedawnionemi, które bynajmniej wyświeceniu prawdy posłużyć nie są w stanie. W takiem znaczeniu pojęta dedukcyjna metoda historyczna, może tylko prowadzić do zboczeń i wyników, nie zgodnych z duchem prawdy i niezbitemi faktam i historyi.


Chce pan Perles w swej, ze wszech miar zresztą zasłużonej i ważnej pracy, dowieść, że powszechnie przyjęte mniemanie o znośniejszym bycie Żydów w dawnej Rzptej polskiej, nie może być absolutnie przyjęte i jako dowód przeciwny, stawia spory i prześladowania, jakie Żydzi polscy ze strony swych ziomków cierpieć musieli, które to prześladowania, najjaśniej się w historyi pojedynczych miast i magistratów polskich przedstawiają. Że takowe prześladowania istniały, o tem nikt wątpić nie może, ale z prawdą historyczną się to nie zgadza, aby stan Żydów w Niemczech, których pan Perles jest matadorem, mógł służyć za wzór tolerancyi i dodatnie przeciwstawienie względnie do naszego kraju. Mając w tym tomie li tylko stosunki Żydów w wiekach średnich na względzie, możemy stanowczą przeciwko tendencyi pana Perles założyć opozycyą. Prawda, że i w tych wiekach doznawali Żydzi polscy nie jednego prześladowania, ale też nie trzeba tracić z uwagi, że to były wyjątki, których do potęgi ogólnej zasady podnosić nie można. Sam synchronizm wypadków, najlepszym jest pod tym względem tłuma­czem.


Rozpoczyna Dr. Perles swą rozprawę jak następuje:


Przyzwyczajono się już oddawna do względnego zapatrywania się na stosunki Żydów w Polsce, i do przeciwstawiania takowych jak o zazdrości godnych w porównaniu ze stosunkami Żydów w Niemczech i w innych krajach. Stare łacińskie przysłowie brzmi: Polska jest niebem szlachty, czyśćcem mieszczan, piekłem chłopów i rajem Żydów. R. Meisterlin (Mitth. des XV Jahrh.) utrzymuje, iż Żydzi oddawna uważają Polskę za swe przytulisko, uważając się tu za bezpiecznych od wszelkich napaści, a rabin Mojżesz Isserls (z w. XVI), pisze do swego przyjaciela, który przyjął stanowisko rabina w Niemczech:


Byłoby to lepiej dla ciebie żyć u nas w Polsce choćby o suchym chlebie, ale bezpiecznie. Do Polski możnaby to stare przystosować zdanie: Albo pod opieką Boga lub pod synami Ezawa, gdyż tutaj nienawiść do Żydów nie jest tak bezwzględną jak w Niemczech. Oby tak zawsze było!“ Lecz takie i tym podobne wyrażenia noszą na sobie cechę tylko względnej prawdy i ulegają pewnej redukcyi, po bliższem wpatrzeniu się w dzieje miast polskich. Królowie polscy w ogóle i poczęści dostojnicy korony i szlachta, przyjaźnie byli dla Żydów usposobieni.


Przywilej który Bolesław Pobożny książę kaliski (1264) żydom wielkopolskim nadał, wznowiony później przez wielu królów polskich, jest bezzaprzeczenia prawdziwym klejnotem średniowiekowego prawodawstwa i wykazuje nadzwyczajną jak na owe czasy tolerancyę i wolnomyślność. Polscy królowie jednak, przy tem faworyzowaniu Żydów, nie mieli jedynie zasad ludzkości na względzie, i Kazimierz Jagiellończyk dosyć jest uczciwym, przyznając przy potwierdzeniu Bolesławowskiego przywileju, że prześladowania Żydów, już z tego względu nie dopuszcza, że ich dla własnych potrzebuje widoków, uważając Żydów za swój wyłączny klejnot (Judaei quo Nobis et Regno, speciali conservamus thesauro) *)(Patrz moje pod tym względem uwagi w Rozdziale VI.). Mimo to, wszystkie łaskawe postanowienia królów i wszystkie środki propagujące wojewodów, redukowały się do zera, lub też znajdowały silny opór w samolubstwie miast i fanatyzmie duchowieństwa. Wbrew temu, iż polscy dziejopisarze sami uznają niezbitą prawdę, że dopiero w skutek zabiegliwości Żydów, polski handel mógł zakwitnąć, samolubne miasta i cechy, inaczej się na to zapatrywały i obciążały Żydów najwyuzdańszemi ograniczeniami, niweczyły skutek królewskich rozkazów i wraz z duchowieństwem ciemiężyły Żydów wyskokami surowości i nieprzyjaźni, któremi karty dziejów miast polskich są zapełnione.“


Następuje potem historya prześladowania Żydów w Poznaniu, w rzeczy samej dosyć jasne rzucająca światło na ówczesne stosunki miejskie; szkoda tylko, że zbyt wyraźną tendencyą trąci.


Co do historyi osiedlenia się Żydów w Poznaniu, Dr. Perles opiera się na dziele znakomitego naszego uczonego Józefa Łukaszewicza, pod tytułem: Obraz historyczno statystyczny miasta Poznania. 1838.


Dziwi nas tylko, że pan Perles zamiast przyjąć mniemanie pana Łukaszewicza co do pierwszego pojawienia się Żydów w Poznaniu, opiera się na dwóch dowodach późniejszych w 1474 r., wykazujących, że Żydzi już wtedy znajdowali się w Poznaniu.


Łukaszewicz przyjmuje, że za Kazimierza Wielkiego, Żydzi po raz pierwszy osiedlili się w Poznaniu. Co do nas, sądzimy, że sam fakt istnienia numizmatów z czasów Mieczysława Starego, może być już dowodem istnienia żydowskiej gminy za tego króla.


Także i co do synagogi żydowskiej, którą opierając się na drugorzędnych wprawdzie ale mniej wiarogodnych źródłach, przyjęliśmy za wybudowaną, już za Kazimierza Wielkiego, naprzeciw kościoła Dominikanów w Poznaniu, zachodzi kwestya.


Dr. Perles uważa epokę wystawienia tej świątyni, za zmyśloną przez ludność, za podanie. Uważając to za podrzędną kwestyę, nie przechylamy się ani na jednę, ani na drugą stronę.


Ważniejszemi nierównie są akta i dokumenta przywilejów nadanych Żydom przez królów polskich, które pan Perles bądź w całości, bądź w wyciągach, w swej rozprawie przytacza. Wprawdzie należą już one do późniejszych epok, nie możemy się przeto nad niemi w tem miejscu rozwodzić. Jednę tylko należy tu uczynić uwagę, iż przywileje te świadczą, jak mało w ubiegłych stuleciach uwzględniano ducha czasu i postęp rozwijających się stosunków ludności. Konserwatyzm w prawodawstwie, prawdziwą jest plagą.


Tam, gdzie prawo, które obowiązywało przed pięciu, sześciu wiekami, nie zmienione, nie zastosowane do potrzeb chwili, bywa odgrzebywane z pod pyłu wieków i na nowo pieczęcią królewską i podpisem opatrzone, ma służyć za normę stosunków prawnych dla następnych pokoleń: tam nie może być mowy o postępie i o zadaniu, jakie każde w ogóle państwo ma w prawodawstwie do spełnienia względem narodu. Tak niestety było w Polsce.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz